Moją edukację rozpocząłem w wiele znaczącym roku 1984. Okazał się nieco inny niż w wizjach znanych wszystkim z pewnej książki. Czy to dobrze? Pewnie tak. Ale właśnie wtedy, a raczej rok wcześniej, ja też miałem swoje wizje. I nie tylko ja. Czy spełniły się?
Rok 1983, zerówka. Naszym ulubionym tematem rysunków była oczywiście wojna (wiecie, że ostatnio obliczyłem sobie że od końca drugiej wojny światowej do mojej zerówki minęło mniej niż 1,5 raza tyle czasu co od mojej zerówki do dzisiaj? Straszne to…) i czołgi, ale także przyszłość. Bo kto o niej nie marzył?
Najbardziej kultowym rokiem był rok 2000. Wydawał się taki nowoczesny ze swą dwójką z przodu i tyle pokładaliśmy w nim nadziei. Owszem, zdawaliśmy sobie sprawę że będziemy wtedy już strasznie starzy (23 lata? Żona i dzieci! Pomyliłem się o całe 7 i 9 lat) ale pewnie wynagrodzą nam to gadżety. Takie których będzie pełno!
Pamiętam, że kiedy mijał rok 2000, oprócz tego, że nie czułem się wcale stary, nic takiego mnie nie zaskoczyło. Owszem świat poszedł naprzód, ale żeby jakoś bardzo? Nie wydawało mi się. Stwierdziłem że poczekam. I co? I hokus pokus. Minęło kolejne 10 lat, jest rok 2010. I co się zmieniło? Na pewno nie moje samopoczucie, nadal czuję się młody :)
Ale gdy rozejrzę się w okół muszę powiedzieć, że jestem trochę zawiedziony. Owszem zmieniły sie diametralnie metody komunikacji – erę telefonów stacjonarnych i “dzień dobry, mówi Michał, czy mogę prosić Natalię” zastąpiła era komórek potem sms, potem mms, w końcu contentu mobilnego. Dziś można być online siedząc w autobusie.
Zmienił się dostęp do wiedzy i to temat na oddzielną notkę, jest pod tym kątem po prostu świetnie. Ok, przyznam, kanały wirtualne rozwijają się niesamowicie. Ale odejdźmy od tego trochę. Pomówmy o czym innym – o transporcie.
Pamiętam, że najczęściej wyobrażając sobie rok 2000 rysowaliśmy siebie w jetpackach. W końcu, myśleliśmy, przez 17 lat muszą zrewolucjonizować sposób poruszania się. Minęło 17 lat. Minęło nawet 27. I co? I nic.
Kiedy porównuję co wydarzyło się przez te ponad ćwierć wieku w tym zakresie, musze powiedziec że jestem cholernie zawiedziony. Nadal poruszamy się samochodami. Właściwie takimi samymi. Ok, lepsze silniki, lepsze gadżety, lepsze osiągi. Ale co z tego? Nadal cztery koła kierownica, te same zasady poruszania się, te same drogi. Więcej samochodów, wolniejszy dojazd na miejsce. To samo (poza marginalnymi wyjątkami) paliwo. Nędza.
Co zmieniło się w transporcie dalekobieżnym? Też niewiele. Były samoloty i są samoloty. Tyle że dostać na nie jest się trudniej, bo musza cię prześwietlić, zabrać wszystkie płyny i zabronić powiedzenia “bomba”. Co więcej, te najszybsze (Concord) już skasowali. Nie opłacały się.
Transport morski dla ludzi nigdy rewelacyjny nie był, szybkie koleje jak istniały tak istnieją. Mają lepsze właściwości, ale czy to rewolucja? Nie.
Transport osobisty? Nic, null, nada. Dalej chodzimy piechotą. Owszem pojawił się rewolucyjny Ginger/Segway, ale to już tyle lat i… nic. Jest za drogi, a może niepraktyczny. Ulic nie zawojował. Chodziliśmy, nadal chodzimy. Wsiadamy do nieco nowocześniejszych autobusów, które stoją nadal w korkach. Większych.
Nie pojawiła się żadna rewolucja w transporcie, ba, nawet żadna znacząca, milowa innowacja. Nie ma jetpacków, nie ma latających samochodów, prywatne latanie nadal zarezerwowane jest dla wąskiej grupki zapaleńców. Pojawiają się głosy że to niebezpieczne – a czy nie był niebezpieczny automobil? Przypominam, że pierwszym ograniczano prędkość do 5 km/h, aby przed nimi mógł iść człowiek z ostrzegawcza chorągiewką. A koleje miały zabijać tych co jadą w środku. Za szybko.
Podobnie jeśli chodzi o nasze żywienie się. Może to i lepiej dla smaku, ale gdzie są te wszystkie “uwadniacze” suchych pokarmów znane z Powrotu do Przyszłości II? Kuchenki mikrofalowe sprzedawały się już dobrze w latch 70tych, od tego czasu (poza wątpliwymi kuchenkami indukcyjnymi które de facto nie wiele nie zmieniają – oprócz złego oddziaływania na chorych na serce i potrzeby specjalnych garnków) nie zmieniło się nic. Gaz, lub płyta, mikrofala do odgrzania. Ot co.
Nawet w takich sprawach jak oglądanie TV, poza zwiększaniem się rozmiarów telewizorów i rozdzielczości obrazu, nie zmieniło się wiele. Oglądaliśmy kolorowy, dwuwymiarowy obraz i nadal go oglądamy. Może ten rok coś tu zmieni.
Idźmy dalej – sprzątanie w domu. Czy nastąpiła rewolucja? Nadal mamy odkurzacze i różnego rodzaju szmaty do podłogi na kiju. Owszem lepsze, ale funkcjonowanie to samo. Czy przez te lata pojawiły się jakiekolwiek dostępne dla śmiertelników roboty pomagające w domowych obowiązkach? Nope. Nazywanie kuchennego robota robotem jest mocnym nadużyciem. Owszem, owszem pojawiły się cuda z gatunku iRobot Roomba, ale to chyba raczej ciekawostka niż prawdziwy gadżet ułatwiający sprzatanie. Zwykłym odkurzaczem odkurzę 5 razy szybciej. I psa nie będę denerwował.
Mógłbym pewnie zagłębić się w jeszcze kilka dziedzin w których jednak nadal stoimy w miejscu. Ale chyba już wystarczy. Trochę mnie ta przyszłość zawiodła. Rewolucji w tak wielu miejcsach brak. A może jest tuż tuż? Na razie trzeba zadowolić się rewolucją w komunikacji i dostępie do informacji. Ona jest realna.