fbpx

Dla dobra tej notki będę musiał niestety podzielić Was na dwie grupy. Pierwsza grupa to ci którzy o Monty Pythonie nie słyszeli, lub wiedzą coś tam, gdzieś tam bo dowiedzieli się od kogoś tam kiedyś tam. Druga natomiast to ludzie którym nie trzeba mówić o tym, że cyrk może latać, że rybą da się spoliczkować, a owocami zaatakować. O ile wiesz where is the fish. Ci drudzy mogą spokojnie pominąć pierwszy fragment wpisu.

Nie będę tu dokładnie opisywał kim jest grupa komików znana pod nazwą Monty Python. To już dość wiekowi faceci, którzy święcili swe triumfy w latach 60-tych, 70-tych i zakończyli działalność w roku 1983, czyli pewnie przed urodzeniem się sporej części z was. To sześciu (dziś pięciu) komików którzy poznali się w tak ekskluzywnych miejscach jak Oxford, czy Cambridge, komików którzy w świetny sposób potrafili łączyć wyśmiewanie rzeczywistości z porządną dawką absurdu. Pięciu Brytyjczyków i jeden Amerykanin. Dlatego też wiele osób kompletnie nie rozumie ich humoru. Pisałem już o nich notkę, nie będę się dublował.

No dobra. Jeden filmik. Który pokaże, że są nadal aktualni. Czyż to nie jest spór między klientem a agencją? :)))

***

Teraz napiszę tylko jedno. Ja jestem ich ultra fanem. Znam wszystkie skecze, znam filmy, znam powtórki skeczy kręcone  na 20 lecie, a także występy na żywo. I właśnie oglądając te występy żałowałem, że nie będę mógł obejrzeć ich nigdy. Kiedy umarł jeden z nich – Graham Chapman – potwierdzili, że nigdy już nie wystąpią.

Żebyście zrozumieli czym była wiadomość o kolejnym występie po latach, muszę to do czegoś porównać. To tak jakby zagrał jeszcze raz polski team z Wembley. Albo Beatlesi. Albo Queen. Im byłoby ciężko bez Lennona, czy Freddiego – tutaj było to możliwe.

Za bilety zapłaciłem sporo, za samolot (wakacje!) jeszcze więcej. Nic to. Usiadłem i czekałem – nie wierzyłem dopóki nie zobaczyłem ich na scenie. W tych samych skeczach, znanych przeze mnie na pamięć, co do sekundy. Te same twarze, o wiele starsze, ale mające takie same głosy i tyle samo wigoru. To nie koncert rockowy, tu nie ma problemu z tym, że nie te lata. to po prostu kawał dobrego, absurdalnego humoru.

Występ był bardzo, bardzo dobry. Cleese kilka razy parsknął śmiechem, były może ze dwa przejęzyczenia, ale to przecież nic takiego. Chłopaki mają już swoje lata. Zobaczyłem te same skecze, w tej samej oprawie – na żywo. Magia. To tak jakbyś zobaczył chłopaków z Liverpoolu przechodzących jeszcze raz przez Abbey Road.

I ludzie – ponad 15 tysięcy ludzi, którzy w większości są ultrafanami. Którzy wiedzą, że „to tell the truth I don’t want to be an accountant” oznacza, że zaraz Palin będzie drwalem. Że Eric Idle biorący do ręki gitarę to „Always look on the bright side of life”. Że słowa „nikt nie spodziewa się…” oznaczają, że za chwilę na scenę wpadnie hiszpańska inkwizycja. I skecz o dziale kłótni. I o papudze. I o sklepie z serami. O protestantach. O ostatniej wieczerzy. Wszystko przerywane świetnymi występami tanecznymi i piosenkami.

Nie jestem obiektywny. Nie mógłbym się przyczepić. Byłem wypełniony emocjami, miałem w oczach łzy radości. Klaskałem jak wariat, nawet wtedy gdy na końcu przed bisem wyświetlili wielki napis „dwie minuty do spontanicznego bisu” oraz „Piss Off” na końcu, który oznaczał, że to definitywnie koniec.

Tak, jestem czasami inżynierem Mamoniem. Na koncertach każdy z nas nim trochę jest. Mamy w dupie nowe kawałki, chcemy usłyszeć na żywo klasyki, coś co znamy, coś co możemy zaśpiewać razem. I tutaj właśnie TO usłyszałem. Dokładnie to.

Choć… było kilka rzeczy nowych. Szczególnie w filmowych przerywnikach. W znanych animacjach Terry’ego Gilliama pojawił się na chwilę Putin, w skeczu o prawnikach nawiązali do rozwodu Cleese’a, a w jednym z filmików pojawił się… śpiewający swym mechanicznym głosem Stepehen Hawking, który po chwili odleciał w komos.

Nie wiem, czy wydarzy się w życiu ważniejsze dla mnie spotkanie na żywo z gwiazdami. Które jest dla mnie niemalże jak zmartwychwstanie. Chłopaki z latającego cyrku są moimi nauczycielami – dystansu, humoru, sarkazmu, abstrakcji i bezpośredniości.

Hough.

P.S. Ostatni występ 20 lipca ma być transmitowany na żywo w kinach na całym świecie. Nie znalazłem info o Polsce, jak się dowiecie – dajcie znaka!

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.