W moje ręce trafił właśnie Sonos Roam – najmniejszy z głośników marki Sonos i drugi po Sonos Move głośnik działający zarówno jako głośnik Bluetooth jak i głośnik Wifi. Czy jest on lepszy od innych głośników tej wielkości, choćby JBL, czy Ultimate Ears Boom? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie, jednak nie będę zwracał uwagi jedynie na walory dźwiękowe, jak czyni to spora część recenzentów. Moim zdaniem Sonosy – oprócz dobrego brzmienia mają jedną olbrzymią zaletę – system, a może raczej ekosystem. I myślę, że jestem odpowiednią osobą aby go opisać, bo posiadam różne modele Sonosa od czasów, gdy nie były w Polsce zupełnie znane – dowód jest tu, na blogu! :) 11 lat temu idea zsynchronizowanych głośników “multiroom” dopiero raczkowała, a większość systemów była albo horrendalnie droga, albo po prostu słaba. Ale o samym systemie napiszę później.

Wersja tekstowa pod flimem.

Co to jest Sonos Roam?

Sonos Roam to niewielki głośnik z wbudowanym akumulatorem, łączący się zarówno za pomocą Bluetooth jak i Wi-Fi.  Można podłączyć go na stałe do ładowarki, służy wtedy jako głośnik stacjonarny, można też odłączyć – bateria starcza na ok 10 godzin pracy. Głośnik jest niewielki (17 cm) i lekki (430 g).

Sonos ma kształt walca, a raczej graniastosłupa o podstawie zaoblonego trójkąta, dzięki czemu nie sturla się ze stołu.

W komplecie dołączona jest ładowarka i przewód USB-C (który ma na tyle wygodne podłączenie, że może być podłączony na stałe), dodatkowo można dokupić ładowarkę indukcyjną do której przyczepia się magnetycznie.

Można też używać zwykłej ładowarki indukcyjnej. Roam występuje w kolorach białym i czarnym i jest wodoodporny – klasa IP67. Ale przejdźmy do (prawie?) najważniejszego – dźwięku.

Jak gra Sonos Roam?

Dość trudno przekazać to w tekście, dodatkowo nie uważam się za audiofila, ale przyznam, że głośnik gra bardzo czysto i dobrze. Jeśli mam go porównać do innych przenośnych głośników to na pewno będzie brzmiał tak jak głośniki z wyższej półki – JBL, czy Ultimate Ears Boom. Moim zdaniem brzmi od nich lepiej i czyściej. Trudno mówić o basach przy tak małym głośniku (choć one oczywiście są, ale nie tak dobre jak choćby w jego starszym bracie Sonos Move), to jednak brzmią dość nieźle. Choć muszę szczerze przyznać, że niewiele większy JBL Flip 5 może nieco bardziej zadowolić wielbicieli niskich tonów. Wszystko zależy od tego jakiej muzyki słuchamy i czego oczekujemy.

Więcej możecie zobaczyć w filmie, choć pokazywanie brzmienia przez Internet to słaba opcja ;) Jak zwykle polecam po prostu odsłuchać go gdzieś na żywo. Ale szczerze – chcę pogadać o rzeczach ważniejszych. Bo to nie dźwięk czyni Sonosy głośnikami, które są moim zdaniem daleko przed konkurencją, a Wi-Fi, stabilność i ekosystem.

Głośnik Bluetooth vs głośnik Wi-Fi

I tu właściwie można powiedzieć o pierwszej dużej różnicy – dla mnie głośniki BT są o wiele bardziej prymitywne od głośników Wi-Fi, jeśli chodzi o warunki stacjonarne, a także część wyjazdów. Gdy korzystasz z głośnika BT, właściwie poświęcasz swój telefon (komputer, czy tablet) na bycie źródłem dźwięku. W momencie gdy dzwoni do ciebie telefon, musisz odejść dalej, czy chociażby na chwilę odpalić YouTube, muzyka przestaje grać. To dla mnie spora niedogodność, choć rozumiem że często taka konfiguracja jest jedyną możliwą. I w tym trybie Roam działa tak jak inne głośniki – łączysz się, gra. Rozłączasz – przestaje.

Wifi to zupełnie inna para kaloszy. Sonosy nie są jedynie głośnikami, czy też wzmocnionymi głośnikami. Jak inne zaawansowane głośniki Wi-Fi potrafią działać samodzielnie z podłączoną do nich playlistą z lokalnego serwera, serwisu typu Spotify, radiem internetowym, czy innym źródłem dźwięku. I ja w 90% przypadków tak właśnie z niego korzystam. A to plus dwie opcje pracy (kabel lub bateria) powoduje, że mamy cztery różne tryby pracy, podobnie jak przy Sonos Move. A mianowicie:

Kabel + Wi-Fi.

W tym trybie Roam działa jako zwykły głośnik domowy – samodzielnie lub razem z innymi głośnikami Sonos. Jedynym ograniczeniem jest to, że nie można go wykorzystywać (tak jak Sonos One) jako części systemu TV razem z Subem. W tej konfiguracji używam przenośnych Sonosów gdy jadę do moich przyjaciół na weekend. Pamięta on Wifi, wpinam go do prądu i tyle.

Kabel + BT.

Tak można używać głośnika na wyjeździe gdy masz dostęp do gniazdka, ale nie masz Wi-Fi. Wyjazd w góry, czy w inne miejsce gdy jesteś w budynku i masz prąd, ale nie masz routera.

Bateria + BT.

Klasyczna sytuacja polowa – jesteś poza zasięgiem elektryczności oraz Wi-Fi. Plaża, dzika działka, autobus (żartowałem).

Bateria + Wi-Fi.

To ciekawe, ale zdarza mi się tak używać tych głośników – na przykład w ogródku, gdzie mam jeszcze zasięg Wi-Fi, ale nie mam pod ręką gniazdka.

Aplikacja

Sonos posiada własną apkę, która jest jego centrum sterowania. Co prawda od kilku lat można obsługiwać muzykę bezpośrednio ze Spotify (wybierając odpowiedni głośnik jako docelowy), czy też za pomocą AirPlay2, ale ja przyzwyczaiłem się do sterowania całością z poziomu dedykowanej aplikacji. Tam możemy podpiąć dowolne serwisy (obecnie nawet kilka różnych kont Spotify różnych członków rodziny), łączyć pokoje w strefy, sterować ustawieniami dźwięku, itp. Apka istnieje na iOS i Andka, ale także MacOS i Windę (linuxiarze mogę obsługiwać go pisząc odpowiednie skrypty i kompilując jądro :D #mspanc)

Ekosystem Sonos

Jedną z większych zalet tego głośnika jest fakt, że jest częścią sporej już rodziny głośników. Zrobiłem o nich cały obszerny materiał, więc nie będę tu zbyt wiele o tym pisał, ale Sonos to zarówno głośniki przenośne (Roam i Move), głośniki stacjonarne (One, wycofany już Play:3 oraz Five), wyprodukowane razem z Ikea grająca półka i lampka Symfonisk, kilka soundbarów (w tym obsługujący Dolby Atmos Sonos Arc), czy wreszcie urządzenia podłączane do istniejących systemów audio – Sonos Port i Amp (których pierwsze wersje posiadam) czy wreszcie subwoofer Sub.

Czemu o tym wspominam? Bo właśnie tu Sonos pokazuje swoją przewagę jeśli chcesz zbudować spójny system audio w domu. Gdy robię w domu imprezę w kuchni gra Play:3, w ogrodzie Move, w moim geekroomie na strychu Sonos ZP90. W sypialni mam ZP120, którymi mimo 11 lat budzi mnie codziennie muzyką (razem z kolumnami Unitra).

Możesz te komponenty dowolnie łączyć w nazwane strefy, część głośników parować w pary stereo, albo nawet w system 5.1 jeśli masz taką potrzebę. To wszystko kwestia preferencji – ja takie rozwiązanie uwielbiam.

Reliability

Słuchajcie, powiem szczerze – jestem psychofanem tych głośników. Gdybym miał wybrać jedną markę na której nigdy się nie zawiodłem (sorry Apple nie masz szans) to będzie to właśnie Sonos. 11 lat i zero zwisów, problemów, czy resetów. Serio. UX był zawsze dobry, a jest coraz lepszy – od unboxingu który dorówbuje Apple, przez łatwą konfigurację. Ok zawiodłem się raz – Sonos po 10 latach postanowił przestać wspierać stare jednostki (kto daje tyle lat wsparcia?) więc moje ZP90 i ZP120 nie są już wspierane. Ale nie zostały odłączone – po prostu jest do ich obsługi osobna aplikacja Sonos S1. I ona strasznie gryzła się z moją główną apką Sonos. Narzekałem na to do momenty gdy ogarnąłem, że to moja wina – nie przeczytałem dokładnie jak przeprowadzić migrację i trochę mi się te urządzenia pogubiły. Ale już jest git.

Mój przyjaciel ma głośnik Samsunga. I choć głośnik brzmi zacnie, to ilość zwisów… szkoda gadać. Z Wi-Fi nie korzystamy zupełnie, a i BT bywa kapryśny.

Cena Sonos Roam i podsumowanie

Sonos Roam to wydatek rzędu 800 zł. To więcej niż UE Boom 3, którego możemy kupić za ok 530 zł, i niemalże dwukrotnie więcej niż JBL Flip 5. Tak więc jeśli miałbym go kupić tylko i wyłącznie jako głośnik bluetooth na wyjazdy, pewnie mocno bym się zastanowił. Ja jednak zupełnie nie postrzegam tych głośników w ten sposób. Przez zdecydowaną większość czasu jestem w domu, a nie na wyjazdach (szczególnie teraz), a wtedy głośniki bluetooth po prostu kurzą się w szufladzie. Sonos Roam może spokojnie służyć jako stacjonarny głośnik do łazienki, czy innego pomieszczenia, robić za wodoodporny głośnik balkonowy/tarasowy/ogródkowy, czy mieć dowolnie inne zastosowanie.

Gdybym miał wybrać go jako jedynie głośnik stacjonarny pewnie dopłaciłbym 60 zł do znacznie lepiej grającego Sonos One (wersja bez Alexy bo po co), albo nawet kupiłbym głośniko-półkę Symfonisk za 500 zł. Gdybym miał nieco więcej kasy i nie potrzebowałbym czegoś lekkiego, wybrałbym Sonos Move kosztujący 900 zł więcej. Natomiast spokojnie mogę polecić go osobom chcącym głośnik, który mogą wykorzystywać jako stacjonarny, a następnie w dowolnej chwili spakować go do plecaka na wyjazd.