Moje domowe miejsce pracy to miejsce dla mnie szczególne. Zanim Covid pozmieniał nawyki pracowe, dawno temu – już w 2012 roku – podróżowałem z sypialni do pokoju obok by rozpocząć pracę na lapku. I na tyle intensywnie pracowałem w ciągu dnia przy monitorze, że nie miałem zbytnio chęci spędzać tam wieczorów. Między innymi dlatego – jeśli chodzi o gry – wolałem kanapę i konsolę. Wygodna kanapa w pokoju, który jakiś czas temu przekształciliśmy w salę kinową,

gogle VR, olbrzymi ekran projekcyjny o szerokości 3 metrów, czy wreszcie konkretny projektor który został mi po testach.

Czas na upgrade?

Pecet kilka lat temu się pojawił, ale znowu służył do pracy – do montowania zarówno moich, jak i Marysi filmów na YouTube. Owszem, odpalałem go czasem do gier (Civ5, czy 6), ale to nadal wygodna kanapa wiodła prym. Mijały jednak lata i pecet zaczął powoli niedomagać, szczególnie przy montażu materiałów 4K. Nadeszła więc pora na mały upgrade. Ale… jak to z PC bywa, mały nie był raczej możliwy. Postanowiłem więc szarpnąć się nieco więcej niż zwykle i zainwestować w sprzęt.

Dziś nie dość, że znów pracuję z domu, to jeszcze gram na PC. Ale o tym za chwilkę.

Jakiego kompa złożyłem?

Dawno już nie składałem PC, ale z pomocą przyszedł mi mój sąsiad, który w wolnych chwilach jest nerdem i o buildach PC wie prawie wszystko. Tak więc po kilku wieczorach researchu i przymiarek postanowiłem po pierwsze przesiąść się na AMD (Ryzen 5 3600) z wiatrakiem EVO, po drugie zostawić sobie póki co leciwego Geforce GTX 970 (zadziwia mnie w sumie jak on ciągle daje radę), dorzucić 32 GB RAM HyperX Fury CL16, a to wszystko położyć na MS B450 Tomahawk MAX. Ach, zapomniałbym zupełnie o dysku – do tej pory miałem sporo dysków na raz. Dość mały SSD na system, osobny dysk na dane aplikacji i dokumenty, dwa duże dyski IDE po 2TB na filmy (prywatne i youtubowe) oraz jeszcze jeden SSD używany jako tymczasowy, do montażu filmów.

Nowa obudowa niestety nie mieści tyle dysków, zresztą cholernie chciałem kupić dysk M.2, który to miał być jeszcze szybszy od SSD. Wziąłem 1TB, żeby się nie szczypać. I szczerze mówiąc zapłaciłem za to niewiarygodnie mało, bo bez obudowy i zasilacza (których w sumie nie musiałem wymieniać, ale wymieniłem nieco wcześniej) całość kosztowała mnie… 2700 zł. Biorąc pod uwagę, że to moje narzędzie pracy, więc odejmuję jeszcze VAT i PIT, to naprawdę mało – mniej niż wydałem na iPhone :)

Wybrałem obudowę ze szklanym bokiem. I tak, w latach 90 dałbym się za taką pokroić. Wait, i tak obudowa zawsze była zdjęta :D

A co z peryferiami?

I właśnie wtedy, jak grom z jasnego nieba, odezwała się do mnie firma SteelSeries, która jak może część z Was wie, produkuje osprzęt dla gamerów. Nie oszukujmy się, nie uchodzę za typowego gamera 2021 – nie grywam raczej w multi, nie jestem fanem esportu, ale… kurde gram jakoś od wczesnych lat 80! To już dwadzie… trzydzie… w każdym razie dużo lat! Tak więc z chęcią przystałem na propozycję doposażenia mojego setu w klawiaturę, myszkę, słuchawki i pada. Ale o nich za chwilę. Najpierw o czym innym, bo… trochę zgłupiałem na stare lata.

Tak, lubię LED-y i co mi możesz zrobić? :P

Klawiaturę SteelSeries miałem już od jakiegoś czasu. To, że klawiatura świeci, nie powinno mnie dziwić i w sumie nie dziwiło. Zdziwiło natomiast, że może świecić na różne kolory. Bo wiecie, ja jestem takim nietypowym facetem, który zna się na kolorach i bardzo je lubi. Gdy ktoś wyjeżdża z tym, że na kolorach to tylko kobiety, to pytam zawsze czy będziemy rozmawiali o modelu addytywnym, czy subtraktywnym i rozmowa się kończy :D W każdym razie mega mnie to jarało i choć wyłączyłem od razu jakieś falowanie, czy miganie kolorów, to dopasowanie koloru do mojego nastroju, czy gry po prostu mnie jarało. Gdy więc dowiedziałem się, że mam dostać jeszcze świecącą myszkę, a także mousepada, zacząłem przebierać nogami jak dziecko :)

Jak to mówią na Podlasiu “dla mnie się podoba”

Wiecie, przespałem ostatnie kilka lat budowanie pecetów i ominęła mnie moda na LED-y. Wiem, że jedni je kochają, inni z nich cisną, cóż, ja jestem retro geekiem który lubi 8-bitowe klimaty i obie części TRON-a i po prostu mi się to podoba. No właśnie – moja płyta też świeci (choć słabo), świeci też wiatrak od procka (Evo) a nawet RAM. Niestety z tego co się zorientowałem systemy te nie są kompatybilne i moja płyta, RAM (a także wiatrak jak kupię odpowiednią przejściówkę RGB) może być sterowana jednym softem, a pad, myszka i klawiatura – drugim. I póki co nie znam sposobu, by to połączyć (ozłocę jak ktoś mi pomoże). Tak więc podczas pracy używam zielonego oświetlenia pada (pasuje do klimatów EKO :D), podczas grania zazwyczaj pomarańczowego, choć np w Cyberpunka gram z oświetleniem cyjanowym. Ale dość o kolorkach, czas napisać coś więcej o sprzęcie.

Jednokolorowy tak. Miganie i zmiana kolorów – bez przesady :)

Klawiatura

Wspominałem już, że klawiaturę od SteelSeries miałem już wcześniej. To mniej zaawansowany model (choć nadal topowy) niż obecny – Apex 7 Red Switch. Grało mi się na niej całkiem fajnie, choć nie oszukujmy się, przy moim graniu klawiatura nie ma AŻ takiego znaczenia. Ciekawym przeżyciem był dla mnie powrót do klawiatury mechanicznej. I szczerze mówiąc… kompletnie nie potrafiłem na niej pisać. Raz, że palce zupełnie nie były przyzwyczajone do tak dużego skoku (po latach na lapku), dwa, że jest to tak głośne, że siedząca obok Marysia po prostu miała dość mojego stukania :)

Apex Pro, której używam obecnie ma system OmniPoint – to elektroniczne sterowanie którym ustawiasz kiedy klawisz ma się aktywować. Tak więc może być to po minimalnym dotknięciu klawisza, klawisz może też aktywować się dopiero po pełnym jego wciśnięciu. Dla mnie oczywiście miało to większe znaczenie przy pisaniu, choć szczerze mówiąc po cichu liczyłem, że zmienia to w magiczny sposób skok klawiszy (jednak wolałbym mniejszy.

Ale… nie jest źle. Ten tekst piszę właśnie na tej klawiaturze, eksperymentując z różnymi ustawieniami. I chyba się przyzwyczajam, oddając jednocześnie honor Łukaszowi Kotkowskiemu i Jankowi Rybczyńskiemu, którym tłumaczyłem na tt, że pisze mi się na niej słabo. Chociaż finalna decyzja będzie wtedy, gdy zrobię testy.

Apex 3 jest niby cichszy, ale nie jest tak pięknie podświetlony jak 7 czy PRO, więc już do niego nie wrócę ;)

Mysz

Do przetestowania dostałem kilka myszek – pomyślałem, że zostawię sobie jedną, resztę po testach oddam czytelnikom w jakimś konkursie – wypatrujcie filmu z recenzją sprzetu, tam będzie konkurs :)

Sensei 10 i Rival 710 to całkiem fajne mychy, ale serce skradła mi Aerox 3 Wireless. To pierwsza tak uniwersalna myszka w moim posiadaniu – działa zarówno na Bluetooth, na dongla 2.4G oraz przewód podłączany USB-C od frontu (w ten sposób też się ładuje). Wspaniałe rozwiązanie, co razem z jej designem i oczywiście oświetleniem jest dla mnie naprawdę zacny.

Aerox skradła moje serce <3

Pad

Na koniec pad, a właściwie cloth (ej, gejmery, mówi się na to jakoś po polsku?). Szczerze mówiąc też mnie te cuda ominęły i gdy Marcin ze SteelSeries spytał mnie jaki rozmiar pada wybieram trochę się zdziwiłem. Byłem przyzwyczajony do padów pod myszkę, tu mogłem wybrać taki pod mysz i klawiaturę, a nawet na całe biurko! Choć wychowany jestem na pizzy Super Supreme (która była symbolem bogactwa) i sałatce weź-ile-dasz-radę, to postanowiłem ograniczyć się do XL i 90 x 30 cm. Idealnie wchodzi pod klawiaturę i myszkę, a nie wypełnia całego biurka (które mam całkiem ładne i nie chcę go zasłaniać. Dodatkowo przed sobą mam konstrukcję pod monitor (o niej za sekundę), która chyba nie powinna na tym stać.

Bałem się, że pad będzie świecił za mocno, ale po prostu dodaje konkret klimatu.

Pad wykonany jest z miękkiej pianki przypominającej piankę surfingową, obszyty jest w całości świecącym ledem :D Podłączamy go za pomocą USB.

Słuchawki (a właściwie headset)

I na koniec słuchawki. Słuchajcie, to jest sztos. O ile wymienione poprzednio sprzęty są dla mnie nice to have, o tyle dobre słuchawki to dla mnie podstawa pracy. Od lat pracuję ze Spotify i próbowałem już różnych słuchawek. Te przewodowe nieco przeszkadzały, te bezprzewodowe szybko się rozładowywały. Natomiast Arctic Pro Wireless to jest kosmos – jedyne co mogę im zarzucić to chyba to, że nie świecą, ale w sumie nie mają po co, bo trzymam je na głowie :) Im należy się osobna recenzja, którą znajdziesz wkrótce.

Praca i granie przy jednym biurku

Po tak długim i wyczerpującym opisie nie zdziwisz się chyba, jeśli powiem, że kupiony niedawno Xbox Series X (nawet nie zdążyłem o nim nic napisać) nie cieszył mnie zbyt długo. Szczerze mówiąc to trochę już o nim zapomniałem i są dni w których myślę, by go sprzedać. Trzyma mnie tylko to, że dzieciaki pykają na nim w to czy owo, a i ja w końcu usiądę do nowego AC (nie kupowałem go na PS4, natomiast w TPP wolę grać na konsolach, w FPP na PC). Tak, wróciłem do grania na PC, a zakupiony Gamepass tylko mi pomógł – jest tam sporo gier także na PC. Ale… miałem pisać o pracy!

We wrześniu 2020, po 8 latach pracy z domu i rozwijania własnego biznesu, wróciłem do pracy. Nie nacieszyłem się jednak zbytnio praca z biura, bo po stosunkowo krótkim czasie wróciliśmy do pracy zdalnej. Tym razem jednak musiałem podłączać mój laptop służbowy do monitora (lubię pracować na dwóch ekranach) a także co wieczór (no dobra, nie każdy) płynnie przełączać się na PC.

Od jakiegoś czasu miałem kupioną na Allegro podstawkę pod monitor, która oprócz podwyższenia monitora go, pozwalała na schowanie laptopa gdy go nie używam. Niestety nie pozwalała na schowanie klawiatury full size – ta po prostu się tam nie mieściła.

Tak więc po namyśle… postanowiłem zbudować taki mebel samemu – w końcu po to między innymi tworzę mój Super Mario Workshop w piwnicy :) Wycieczka do OBI (ostatni dzień przed zamknięciem!), zamówienie docięcia czarnej płyty meblowej, kołki, wiertarka, klej i… efekt możecie zobaczyć na zdjęciach. Nie jestem w pełni zadowolony, całość nie przylega na łączeniach idealnie, ale jak na pierwszy mebel (nie licząc pieca do pizzy który w końcu wkrótce opiszę i omówię) to jest całkiem git!

Mój pierwszy mebel!

Jeśli chodzi o przełączanie się między źródłem HDMI, to załatwia to mały przełącznik, który kupiłem wiele lat temu – nadal działa. Używam nawet tej samej myszki – wieczorami podłączona jest kablem USB, gdy wyciągam lapka, odłączam ją i przełączam w tryb Bluetooth.

Czego mi brakuje?

No cóż, do szczęścia na pewno brakuje mi póki co:

  • lepszego monitora (ten jest w bliskich planach),
  • karty graficznej (poczekam aż spadną ceny podbite przez kopaczy),
  • systemu backupu / mediaservera
  • wygodnego fotela. Ten z Ikei to podstawowy model – średnio wygodny, ale chyba najbardziej denerwują mnie jego kółka które po prostu się zacinają.

I to chyba tyle. Kończę. Czas popykać w Anno, albo w Cyberpunka, który nadal mi nie przypadł do gustu, ale to temat na zupełnie inną historię :)

Myszki, klawiatury, słuchawki i pada dostałem jak już pisałem od SteelSeries. Jak się ogarnę czasowo, to rozdam część sprzętu w którymś odcinku na YouTube :)