A więc w ramach nauki nowych rzeczy, postanowiłem rozpocząć przygodę z wędzeniem. W ostatnich tygodniach byłem już stolarzem, malarzem, cieślą, ogrodnikiem, brukarzem, a także piekarzem i nauczyłem się wypiekać całkiem niezłe chleby (o tym też napiszę). Tak więc gdy mój kolega Tomek odezwał się z propozycją bym przetestował wędzarnię, zgodziłem się bez namysłu.

(Wersja tekstowa niżej)

Tu muszę krótko napomknąć o tym, że Tomek prawie 10 lat temu przysłał mi do ówczesnego miejsca pracy wędzoną polędwiczkę, która pomimo kilku warstw opakowania pachniała tak, że nie byłem w stanie się opędzić od chętnych do jej spróbowania. Ja sam natomiast mam jakieś tam doświadczenie w wędzeniu, ale głównie genetyczne ;) Mój Tata wędził w ogródku, w beczce, gdy byłem mały, wędzarnia stała też w ośrodku wczasowym do którego jeździliśmy co lato. A mój pradziad był nie byle kim, bo członkiem zarządu Cechu Wędliniarskiego w przedwojennej Warszawie! Ale dość o tym, chcieliście pewnie czytać o samym wędzeniu.

MIEEEENSOOOOO!

 

Elektryka, czy tradycja?

Spór o to czy lepsza jest wędzarnia tradycyjna czy elektryczna przypomina trochę spór między fanatykami grilli gazowych i tradycyjnych. Pisałem zresztą o tym jakiś czas temu.

Zanim zacznę pisać o technikaliach musimy ustalić jasno jedną rzecz. Wszelakie gotowanie może służyć różnym celom. Po pierwsze to oczywiście chęć stworzenia dobrych potraw. Po drugie to – przynajmniej dla niektórych – zabawa, hobby, rytuał, sposób spędzania czasu.

I o ile podczas porannego, robionego w biegu śniadania ten pierwszy element jest ważniejszy, o tyle grillowanie, czy wędzenie to często właśnie fun. Dlatego też fani grilli węglowych mówią, że grillowanie na gazie jest trochę drogą na skróty bez całego rytuału. Czy tak jest? Myślę, że tak. Na grillu gazowym można naprawdę uzyskać niesamowite efekty, w dodatku o wiele szybciej i łatwiej. Można łatwiej sterować temperaturą, włączać i wyłączac strefy itp. Nie ma jednak rytuału, rozpalania węgla, zapachu dymu i tak dużych wyzwań. Ja sam nie przekonałem się do grillowania gazowego w pełni i kiedy mogę i mam czas, odpalam grilla węglowego.

Podobnie rzecz ma się z wędzeniem. No właśnie – podobnie… ale nie do końca. W przypadku grillowania rzeczywiście zmienia się sposób obróbki cieplnej – na grillu tradycyjnym to węgiel przypieka mięso (i daje nieco dymny posmak), na gazowym – bezwonny płomień gazu. Gdy użyjemy drewna zamiast węgla różnica jest jeszcze większa. A jak w przypadku wędzarni?

Jak działa wędzarnia elektryczna?

Wędzarnia tradycyjna to konstrukcja dość prosta – palenisko w którym spalamy drewno, tunel którym dym przechodzi do komory wędzarniczej i właśnie ta komora w której mięso jest powolutku okadzane dymem. A elektryk? Cóż, różnice są właściwie w dwóch punktach:

  1. Dym wydobywa się ze “smokera” czyli generatora dymu. W nim znajdują się zrębki drewna, które normalnie się spalają. Jednak, aby spalanie było ciągłe, doprowadzany jest strumień powietrza z dmuchawki. Coś jak rozdmuchiwanie grilla.
  2. Na dole komory znajduje się grzałka i termostat. Normalnie temperatura w komorze jest wypadkową tego jak mocno palimy, tutaj ustawia się to automatycznie. Nie trzeba też tego pilnować.

Zrębki wędzarnicze

W tę rurę wrzuca się zrębki i podpala

Czy ma to wpływ na smak?

A więc to normalny, prawilny dym powstający ze spalania normalnego drewna, a nie wygenerowany sztucznie aromat :) Jak to ujął Tomek w jednym z wpisów na swojej grupie – “mięso nie ma pojęcia jak wygenerowałeś dym” :D I tak przecież jest, gdy się zastanowisz. A więc czy ma to wpływ na smak? Nie! Wpływ na smak ma to czy nie spieprzysz wędzenia :) Ale o tym za chwilę.

Tak więc jeśli boisz się, że z wędzarni elektrycznej nie uzyskasz “prawdziwego” aromatu wędzonych potraw, to nie ma po co się bać. Uzyskasz, w dodatku mając łatwiejszą kontrolę nad całym procesem.

Tak, jest w tym technika. Ale też pewność :)

Natomiast smak – poezja.

Czy ma to wpływ na fun?

I tu zgodzę się bez dwóch zdań, że tak. Na pewno palenie w wędzarni tradycyjnej jest bardziej angażujące, jest większym wyzwaniem i jest bardziej “pierwotne”. Czy jednak jednoznacznie wędzenie w “elektryku” nie przynosi radości? Nie powiedziałbym.

Bo to trochę jak płynięcie własnoręcznie zbudowaną tratwą versus płynięcie kajakiem kupionym w Decathlonie.Czy jednak można powiedzieć, że pływanie kajakiem nie przynosi frajdy? Nie sądzę :)

Dla mnie to nadal fun :)

Czy jest to łatwiejsze?

No ale właśnie, wędzenie nie jest wcale takie proste jakby mogło się wydawać. Przekonałem się o tym robiąc kilka lat temu barbecue w grillu z dymiarką. Wrzuciłem tam żebra bez wcześniejszego trzymania ich w solance, dorzuciłem ile się dało gałęzi i… srogo się rozczarowałem. Wyszło sucho i gorzko. I niestety niezdrowo, bo wędzenie wilgotnego mięsa dużą ilością dymu, w dodatku z nieokorowanego drzewa powoduje, że będzie tam sporo benzopirenów.

Owszem da się uzyskać świetne rezultaty w tradycyjnej wędzarni, ale potrzeba tam dobrego oka i wprawy. Osuszania i wygrzewania mięsa, a następnie odpowiedniego kontrolowania paleniska. Przez kilka godzin! Ilości dymu, czy temperatury. I jeśli masz czas aby to robić, jeśli umiesz, to może być to pewnie niezły fun. Ja tego czasu niestety nie posiadam, zresztą byłaby to dla mnie czynność nieco monotonna :)

Tu naprawdę można wpuścić dużo dymu. Nawet za dużo! :)

Kocham pierwotne gotowanie!

Dwadzieścia lat temu, jako drużynowy harcerski piekłem z moimi harcerzami mięso na rozgrzanym w ogniu kamieniu, czy spałem w indiańskim tipi z palącym się w środku ogniem. Nie raz doglądałem ogniska aż do rana. Ale po prostu nie mam teraz tyle czasu, by przez kilka godzin doglądać paleniska wędzarni. Stąd wędzarnia elektryczna jest dla mnie rozwiązaniem idealnym. Choć mam w planach na ten rok budowę pieca do pizzy opalanego drewnem – tutaj jest o tyle łatwiej, że wypiek trwa raptem kilka minut :D

Jaką wędzarnię kupić?

Za wcześnie na pełną recenzję mojej wędzarni, zresztą za mało się znam, aby porównywać ją do innych modeli. Wybrałem wersję opalaną i szczotkowaną w kolorze palisandru – wygląda naprawdę zacnie i nie muszę jej wstydliwie chować za krzaki :) Choć rzeczywiście przypomina nieco wychodek – może dokleję serduszko? :D

Różne modele znajdziecie we wspomnianym sklepie Tomka, czyli zadymiarz.pl.

Wędzarnia przyjechała już gotowa, obita w środku blachą, jedyne co trzeba było zrobić, to zamontować generator dymu, podłączyć go wężykami do dmuchawy i podłączyć całość do prądu. Na specjalnym panelu ustawiamy temperaturę, moc nagrzewania czy dymienia, a także oświetlenie jeśli jest zainstalowane. Całość może wydawać się nieco hi – tech, ale jak już mówiłem, to dla osób, które chcą wędzić, ale niekoniecznie bawić się aż tak bardzo w cały proces “pierwotnie”.

Czterech facetów z Yorkshire

Mam nadzieję, że to przekonało co poniektórych, że to nie jest tak iż Jedyne Prawdziwe Wędzenie to takie bez prądu. Bo wiecie, takie gadanie przypomina mi skecz o tym właśnie tytule, gdzie czterech gości prześciga się kto miał trudniej w dzieciństwie. Tu możnaby to sparafrazować:

– Elektryk? Phi! Tylko w beczce!
– Ale skąd drewno? Tylko z własnoręcznie zrąbanych drzew!
– Luksusy! Nigdy cudzych drzew! Tylko własnoręcznie zasiane!
– Kupna mięso? Nigdy! Tylko samodzielnie ubita i rozebrana świnia!
– Kupna pasza? PFF.

I tak dalej. To chyba bez sensu, co? :) Tak więc moim zdaniem wędzarnia elektryczna to całkiem fajna opcja dla osób, które nawet lubią się czasem bawić pieczeniem, czy grillowaniem na ogniu, ale jednak nie mogą lub nie chcą spędzać przy tym godzin. A jednak cieszyć się własnoręcznie uwędzonym mięsem.

Całość ocieka w piwnicy

U mnie wyszedł pyszny schab, boczek i dwie polędwiczki. Pozdrawiam miłośników ognia, dymu i dobrego jedzenia :)