fbpx

O tym, że dwa i pół roku temu porzuciłem iPhone większość z Was wie. Nadal jednak pozostałem wierny mojemu już leciwemu Macbookowi Air z 2013 roku. Na maczka przesiadłem się z nieskrywaną ulgą w 2008 roku, po wyjeździe do Genewy. Ówczesnych windowsów miałem po prostu dość. Sprzedałem wtedy komputer stacjonarny, nabyłem Macbooka i PS3 do grania (granie i Mac to jednak były trochę dwa różne światy). To był jeszcze kultowy, biały Macbook, potem jeszcze jeden srebrny, by w końcu przeskoczyć na 13″ aira, który wiernie służył mi 6 lat. Jednak gdy kolejna aplikacja zamuliła go tak, że kolorowe kółeczko kręciło się i kręciło bez końca, postanowiłem rozejrzeć się za czymś nowym.

Jabłko spadło z piedestału

Przez te 6 lat zmieniło się jednak sporo w moim podejściu do Apple. Uciekłem na Androida, poza tym zorientowałem się, że wcale nie udało mi się zbudować jabłkowego ekosystemu. W domu korzystam z Sonosa, jeśli chodzi o muzykę, nie mam makowego backupu, ani nawet Apple TV – tę oglądam z PS4, na telewizorze LG albo na Android TV. Pliki trzymam na Dropboxie, do notatek używam Google Keep. Leciwy maczek był właściwie Ostatnim Mohikaninem, a nie jakimś elementem złożonej układanki. Dlatego do decyzji „kolejny Mak czy PC” mogłem podejść na spokojnie i rozsądnie.

Śmierć aplikacji

Jeszcze kilka lat temu zmiana systemu operacyjnego wiązała się z jedną ważną sprawą – z brakiem niektórych aplikacji. Ale dziś sytuacja zmieniła się diametralnie – otóż zauważyłem, że ja naprawdę nie używam ich zbyt dużo. Dziś znakomita większość rzeczy dzieje się w przeglądarce – to tu edytuję dokumenty, odbieram i piszę maile, wypełniam arkusze kalkulacyjne, a ostatnio robię nawet prezentacje. To tu korzystam z platform społecznościowych. A aplikacje z których korzystam – Spotify, pakiet Adobe, czy Wunderlist istnieją w identycznej wersji na Windowsa. Nie stanowi to więc problemu.

Tak naprawdę nie boję się Windowsa, bo…

… bo od 6 lat znowu go używam. Tak, pod koniec 2013, zaraz po słynnej aferze z iPadem, za kasę z odszkodowania złożyłem sobie PC do montażu video. Początkowo miałem na nim dwa systemy – Windowsa do gier i OSX do pracy, ale po którymś „hackintoshowym” problemie stwierdziłem, że wystarczy mi tego i usunąłem makową partycję. Tak więc ostatnie kilka lat to Macbook + praca na stacjonarnej windzie.

I wtedy wkracza on, cały na…

I gdy tak rozmyślałem nad zakupem mobilnego biura na czas wakacji, odezwało się do mnie HP mówiąc „a zobacz, czy coś od nas przypadnie ci do gustu”. Markę HP wspominam ciepło – to była moja pierwsza „nowoczesna” drukarka, miałem też wieki temu laptopa HP i bardzo się lubiliśmy ;)

Po krótkim briefingu dałem się przekonać do większego ekranu i lepszych specyfikacji. Skoro nadal nie kupiłem Switcha*, może to właśnie laptop stanie się moim mobilnym centrum gier? Na tegoroczny rejs do Włoch wziąłem więc HP Envy 360 z 15,6 calowym ekranem. I to była mega duża zmiana.

Lubię to moje mobilne biuro :)

Po pierwsze duży ekran, po drugie GeForce w laptopie, to pozwalało mi zainstalować Steama i moje ulubione gry mieć przy sobie. Po drugie dotykowy ekran, który obraca się o 360 stopni i pozwala korzystać z komputera jako tabletu. Po trzecie – w przeciwieństwie do nowych maków – komputer posiada pełen zestaw portów USB, a także slot na kartę SD. Nie byłem do końca przekonany do idei komputera bez slotów, więc była to spora ulga. Ale prawdziwy problem pokazał się gdzie indziej.

Nie zakochałem się

To bardzo dobra maszyna, ale nie podpasowała mi z dwóch powodów. Pierwszy był taki, że klawiatura w nim jest zupełnie inna niż ta, którą znałem z Maka i pomimo usilnych prób nie mogłem się do niej przyzwyczaić. To mnie, jako osoby dużo piszącej, jedna z ważniejszych kwestii.

Klawiatura w HP Envy

Nie wiem w sumie dlaczego – może chodzi o rozstaw klawiszy, bo komputer jest większy? Po prostu coś nie pykło i nie mogłem się przyzwyczaić do pisania na niej. Podobnie było z gładzikiem, te gładziki w srebrnych PC jakoś nie lubią się z moimi palcami, są jakby zbyt szorstkie. W kompie Marysi, czyli takim samym grafitowym, gładzik wydawał się bardziej… gładki.

Drugi problem okazał się leżeć gdzie indziej. Ten komputer był dla mnie po prostu za duży. Zdałem sobie sprawę, że laptopa potrzebuję po to, by korzystać z niego zgodnie z nazwą – poza domem, trzymając go na kolanach, czy jakimś stoliku kawowym. A 15 cali to całkiem spora maszyna, która ma swoją wagę i wymiary. Owszem, duży ekran ma swoje zalety, szczególnie gdy ustawisz go w trybie kiosk i oglądasz na nim filmy, ale coraz częściej z zazdrością patrzyłem na komputer Marysi – tez HP Envy, ale 13 calowy i po prostu czułem, że podjąłem złą decyzję.

Spectre

Do tej pory wyraz „Spectre” kojarzył mi się z Jamesem Bondem, ale tym razem miał być to nowy, mniejszy komp. Oddałem srebrnego Envy i w zamian dostałem do testów 13 calowego Spectre. I tym razem już nie musiałem tłumaczyć sobie, że „trzeba dać sobie czas”. Zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia :)

A oto i HP Spectre

Spectre jest cieniutki i leciutki. Ma tylko 10 mm grubości i waży nieco ponad 1 kg. Ma dotykowy ekran, choć mój niestety nie obraca się o 360 stopni. To trochę bez sensu, bo dotykowy ekran według mnie ma głównie sens gdy korzystamy z trybu tabletu, ale komputery te występują też w wersji 360. Koszt obecnie to około 5 tys zł, to według mnie jest ceną dość sensowną. To o 1400 zł mniej niż porównywalny Macbook Air.

Cieniutko!

Ale… porty!

Rzeczą, która już na samym początku mnie przeraziła, był brak portów. Jestem do nich cholernie przyzwyczajony i mówiąc krótko nie kocham się z przejściówkami. Przez kilka lat zgubiłem ich kilka – musiałem mieć przejściówki do sygnały HDMI i VGA na konferencje. Komputer ma gniazdo słuchawkowe, ale wszystko inne – łącznie z ładowaniem – odbywa się przez USB – C. Czy ich nie pogubię? Cóż, jedną już zgubiłem :( Ale to po prostu kwestia dokupienia odpowiednich sprzętów z tymi portami i traktowania przejściówek „wyjazdowo” jako zło konieczne. Tym bardziej, że w porcie USB-C czai się Thunderbolt z prędkością transferu 40 GB/s!

Niepozorny Thunderbolt

Co jeszcze?

O dźwięku Bang & Olufsen pisać chyba nie muszę. Wyspowa, nieco mniejsza klawiatura podpasowała mi idealnie i bardzo szybko się do niej przyzwyczaiłem. Gładzik jest duży i wygodny i ma odpowiednią fakturę – właśnie, po latach na maku odkrywam na nowo fakt iż różne gładziki PC mają różne szorstkości co po prostu nie zawsze mi odpowiada. Ale przejdźmy do najważniejszego…

Co z Windowsem?!

No właśnie. Nie raz przecież pisałem, że wolę system Apple. I narzekałem na Windę. Więc jak to jest? Ano trochę tak, jak z Androidem. Trzeba się przyzwyczaić. Owszem, uważam, że ten system jest mniej dopracowany od systemu Apple pod niektórymi względami. Ale jest też sporo elementów w stylu „to zawsze leżało po lewej, a teraz leży po prawej!”. Do tego trzeba się przyzwyczaić. Ja ze względu na częstą pracę na stacjonarnym już się przyzwyczaiłem.

Sam system już nie jest taki kanciasty jakim pamiętamy go ze starych wind. Owszem, występują z nim problemy, ale szczerze mówiąc było to chyba związane z moim stacjonarnym PC i dopasowaniem elementów. Sterowniki są już prawie niezauważalne (ale nadal trzeba je czasem instalować niestety), a ogólny feeling jest całkiem dobry. Choć szczerze mówiąc nie powiem, by to był etap „Wolę Windowsa od systemu Apple” ;)

Jak mówię – większość czasu spędzam w przeglądarce (a używam Chrome, a nie Safari) albo w programach Adobe, więc różnicy nie ma. WiFi jest ZNACZNIE stabilniejsze od tego applowego, to moim zdaniem jeden ze słabszych elementów apple i choć zaraz będzie „dziwne, u mnie działa” to przyznam że bardzo często miałem problemu z łączeniem się z różnymi sieciami na jabłuszku.

Co dalej?

13 calowy, cieniutki Spectre wydaje się spełniać moje oczekiwania. Czasem tęsknię za Makiem, ale szczerze mówiąc odzwyczaiłem się chyba nieco od ich filozofii. Mam wrażenie, że przez ostatnie lata, po śmierci Steve’a, zaczęli płynąć w jakimś dziwnym kierunku – kierunku, który nie do końca rozumiem. Zmyłem z siebie fascynację marką, a rozwiązania technologiczne nie przekonują mnie do siebie zbytnio. Owszem, pewne kwestią są dopracowane w niesamowitych detalach i to rzeczywiście jest niezłe, trzeba też przyznać, że robi wrażenie fakt iż jeden sprzęt można z powodzeniem używać przez kilka lat z rzędu. Ale cóż, ja lubię nowe sprzęty tak czy inaczej :) Póki co zostaję przy HP.

Wpis powstał przy współpracy z HP.

 

 

 

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.