fbpx

Dziś będzie o pryskanych roślinach. O tym czy szkodzą. O faszerowaniu chemią. O smaku owoców sprzed lat. O glutaminianie sodu, benzoesanie sodu i “złym potworze GMO”. A także tym, czy rzeczywiście naturalne to zawsze lepsze niż syntetyczne.

A także o tym jak rzadko sprawdzamy czy mity, które siedzą w naszej głowie to mity, czy fakty. Bo choć o fake newsach pisałem już dużo, to o tych które lęgną się u nas samych zbyt często nie piszę.

FAKE NEWS

Fake newsy powstają z kilku powodów. Ten o którym pisałem już kilka lat temu, to powód “najgrubszy”, czyli polityczny. Siły polityczne, a także biznesowe, wydają mnóstwo kasy na generowanie różnego rodzaju treści w sieci, termin “wojna informacyjna” nie jest już na wyrost. Stosunkowo taniej jest zmanipulować ludzi w sieci niż atakować ich czołgami.

Ale dziś nie będę pisał o tych “dużych” fake newsach, a o tych siedzących w naszym mózgu. Czyli o mitach, w które wierzymy. Bo to zjawisko wcale nie jest nowe, a starsze niż internet. Od wieków wierzyliśmy w różnego rodzaju bzdury i niestety wierzymy nadal. I żeby nie było – ja sam często łapałem się na różne bzdury. Może dlatego, że nie miałem czasu, by się nad nimi zastanowić? Albo sprawdzić, bo “chłopski rozum” mnie oszukiwał.

Niedawno w pewnej dyskusji internetowej napisałem odruchowo, że “dobrze że dostawcą jest mały rolnik, a nie duża korporacja – będzie zdrowiej”. Uwagę zwrócił mi wtedy kumpel po SGGW pytając po prostu dlaczego tak sądzę. I wiecie co? Nie potrafiłem tego uzasadnić. Gdzieś w głowie siedziała mi wizja złej korporacji “trującej chemio” i małego rolnika, który w pocie czoła orze pole (koniem!) na pewno nie używając paskudnych pestycydów! Chemii czyli! Całe szczęście szybko zostałem wyprowadzony z błędu i to podwójnego. Bo po pierwsze to nie jest tak, że jak korpo to truciciel, po drugie to nie jest przecież tak, że każdy pestycyd to zło.

WSPANIAŁA NATURA?

“Chemia” stała się dla większości z nas synonimem zła. To trochę śmieszne, bo przecież wszystko wokół nas to chemia, ale ok, nie czepiajmy się sformułowań. Chodzi zapewne o rzeczy wytworzone syntetycznie vs te które istnieją naturalnie. Zadam więc pytanie: skąd pomysł, że to co naturalne jest zawsze zdrowe? Świat to bardzo skomplikowany twór, istnieje w nim mnóstwo niebezpieczeństw i trucizn. Przecież to nie jest tak, że wieki temu ludzie dożywali dwustu lat, a obecnie przez “złą chemię” żyją dwa razy krócej. Śmiałbym stwierdzić, że jest zupełnie inaczej :)

Ale pomówmy trochę o naturze. Przecież ona nigdy nie działała w ten sposób, by chronić wszystkich. Wręcz przeciwnie, ona zawsze była jak gość wymyślający kolejne poziomy gry, które przechodzą tylko nieliczni. A my jako ludzkość – także za pomocą “chemii” czyli różnego rodzaju syntetycznych środków próbujemy ją poskromić.

Kurara – jedna z groźniejszych trucizn na świecie jest naturalna. Naturalny jest muchomor sromotnikowy. Naturalne są jady skorpionów, żmij, czy płaszczki. A skoro była mowa o kurarze – szczwół plamisty. Dzika roślina podobna do pietruszki. Jego ekstrakt to cykuta – tym prawdopodobnie otruł się właśnie Sokrates.

Chcecie więcej? Kora sosnowa. To nią sypie się miejsca w których nie chcemy chwastów. Oprócz blokowania słońca pełni ona funkcję “producenta” toksycznych substancji nie pozwalających na wzrost roślin. Albo sól kuchenna. Śmiertelna dawka dla człowieka o masie 70 kg to ok. 200g. Trująca może być nawet zwykła… woda w odpowiedniej dawce. Wypicie 6 litrów wody prawdopodobnie spowoduje zgon. Bo konkretna dawka czyni trucizną.

PASKUDNA CHEMIA! (CHYBA ŻE Z NIEMIEC ;)

W ogóle daliśmy się na tym punkcie zwariować, a działy marketingu wielu firm niestety przyczyniają się do robienia nam sieczki z mózgu. “Wolne od GMO!” czytamy na opakowaniu. I co z tego? Czy ktokolwiek czytający ten napis i wrzucający z ulgą produkt do koszyka rzeczywiście zadał sobie trud dowiedzenia się co takiego złego jest w GMO? Pewnie nie, trzeba trochę więcej się dowiedzieć, przeczytać choćby “W królestwie Monszatana” Marcina Rotkiewicza.

A więc odrzućmy te wszystkie marketingowe komunikaty (które nie mają służyć niczemu innemu jak zwiększeniu sprzedaży) i zastanówmy się na chwilę nad “chemią”. Przecież to nie jest tak, że to kwestia ostatnich lat i że jest “coraz gorzej”. Wręcz przeciwnie.

Pierwsze eksperymenty z różnymi substancjami to bardzo dawne czasy, ale na większą skalę to XIX i XX wiek. To właśnie wtedy pojawiło się mnóstwo substancji, których stosowanie okazało się – mówiąc delikatnie – chybionym pomysłem. Związki arsenu w farbach, azbest w kuchni, eternit na dachach. Nie stroniono od rtęci, czy ołowiu. Po 100 latach nasza wiedza na ten temat jest znacznie lepsza – normy są znacznie bardziej wyśrubowane, a kontrola znacznie lepsza.

Ale czy nie lepiej w takim razie nie ryzykować, że za 50 lat znowu coś okaże się błędem i nie zrezygnować zupełnie ze środków chemicznych? Nie. To cofnęłoby nas w rozwoju i… zawróciło na drogę niebezpiecznych substancji naturalnych, o których pisałem .

Wszelkiego rodzaju syntetyczne leki zwalczają coraz więcej chorób i są nierzadko lepsze od ich naturalnych odpowiedników. A cieszące się złą sławą konserwanty? Powiedzcie mi szczerze ile osób posiada realną wiedzę który z nich szkodzi i w jakiej ilości, oprócz tradycyjnego “jak ma E to jest złe”? Dzięki konserwantom cieszymy się wieloma produktami przez cały rok, dzięki nim nie jesteśmy narażeni w takim stopniu na różnego rodzaju choroby spowodowane zjedzeniem zepsutych produktów, zwierających na przykład śmiertelnie trujący jad kiełbasiany.

Glutaminian sodu. Benzoesan sodu. Kolejne “potwory” wywlekane przez lud na ulicę i dźgane widłami – bo tylko do wiejskiego linczu można to porównać. Bez wiedzy, bez lektur. W telewizji powiedzieli, w gazecie napisali, toć to musi być prawda! Rzucamy się na newsy z kolorowych czasopism dla kobiet (to niestety jest jedno ze źródeł totalnej papki umysłowej) czy podobne im serwisy które krzyczą nagłówkami “TA JEDNA RZECZ KTÓRA MOŻE CIĘ ZABIĆ”. No i jak tu nie kliknąć? A w środku artykuł o tym, że nie można trzymać torebki herbaty razem z cytryną, bo w kwaśnym środowisku wydziela się aluminium. to prawda, wydziela się, ale warto też wiedzieć ILE go się wydziela i ILE może nam zaszkodzić. Bo jak pisałem – to dawka zabija.

A opryski? Tu muszę przyznać że odruchowo totalnie się buntuję. Bo od dziecka wiedziałem, że to ZŁOOOO. Wiadomo – chemia, trucizna, te klimaty. Ale… czy też cokolwiek się o tym dowiedziałem? Nie. A jak jest u Ciebie? A wystarczy choć trochę o tym poczytać, by dowiedzieć się, że dzięki opryskom zwalczane są choćby różnego rodzaju grzyby, jak buławinka czerwona wytwarzająca sporysz, który powodował halucynacje, bóle i martwicze zmiany na skórze. Zdarzały się nawet wymarcia całych wsi spowodowane zatruciem sporyszem.

Drugim ważnym powodem jest zwiększenie wydajności,  w zasadzie minimalizacja strat na polu. Obecnie na całym świecie na polu  rolnicy tracą nawet do 40% plonów (pomijając ile potem marnujemy na etapie dystrybucji i w naszych domach). Bez “chemii” te straty by się podwoiły.

ALE TO SZKODZI!

No właśnie. I znowu – skąd ta wiedza? Tak szczerze. Bo wystarczy poczytać jakie normy musi spełnić środek ochrony roślin, by mógł być stosowany w Unii Europejskiej – tworzenie jednego preparatu to proces trwający nawet 10 lat i kosztujący nawet 250 mln euro. Proces ten jest analogiczny do tworzenia leków, tych leków, które łykamy my – ludzie. I jeszcze raz napisze to samo – dziś te procesy są o wiele bardziej kontrolowane niż kiedyś. Już Sumerowie w 2500 r p.n.e. nacierali ciała siarką, by odstraszyć owady. Eksperymentowano także w Chinach, czy starożytnym Egipcie. Naprawdę dzisiejsze normy są o wiele bardziej restrykcyjne niż 50, czy 100 lat temu.

To dość oczywisty mechanizm w psychologii – im bardziej szokujący news, tym mniej skłonni jesteśmy do weryfikowania źródeł. Całość szokuje tak bardzo, że nie ma czasu się zastanawiać, A CO JEŚLI TO PRAWDA? Tak więc lawirujemy między półkami w sklepie, odrzucamy całą złą chemię, odrzucamy GMO, (bo wiadomo że jak E to FASZEROWANE CHEMIO!) po czym podchodzimy do półki z cukrem i kupujemy dwa kilo na ciasto. Dobre, prawdziwe, domowe. To można. I tonę cukru też można, prawda? Bo cukier krzepi. Tyle, że nie. Albo do półki ze „zdrowymi” słodyczami, tymi super fit batonikami, zamiast zjeść jabłko, lokalne, pyszne, od polskiego rolnika, zdrowe i pożywne.

ALE TO BYŁO SMACZNIEJSZE!

Jest pewnie trochę racji w tym, że jedzenie smakowało inaczej. Tylko dlaczego… trudno to jednoznacznie stwierdzić. Wbrew pozorom wcale nie mamy aż tak dobrej pamięci do smaków, a odruchowo idealizujemy dzieciństwo, bo “KIEDYŚ TO BYŁO!” Wiadomo, że i kompot od babci był pyszny, choć dziś wiemy, że pewnie było w nim mnóstwo cukru, którego dziś świadome osoby unikają.

Gatunki i odmiany podlegają ciągłym zmianom i przeobrażeniom, często po to by mogły być transportowane na większe odległości bez psucia się. To rzeczywiście może wpływać na smak. Pomidor z przydomowego ogródka nie musi być twardy, bo nie będzie transportowany zbyt długo ani daleko.

ŹRÓDŁO!

Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Niezbyt łatwo. Weryfikować źródła. Powtórzę to co pisałem w temacie szczepionek – ufać światu naukowemu. On nie jest nieomylny, ale jednak jeśli ktoś ma jakąś wiedzę, to będą to naukowcy. Tak zbudowaliśmy ten świat, to właśnie nauka pchnęła nas do przodu, to właśnie dzięki niej czytasz ten tekst na jakimś urządzeniu, a nie dłubiesz patykiem w ognisku zastanawiając się czy zwierz dziś podejdzie do łowiska czy nie. Naukowcy się mylą, ale mylą się znacznie rzadziej niż osoba bez żadnego wykształcenia, czy wiedzy, próbująca zbić kapitał na ludzkiej niewiedzy. Osoba tworząca niestworzone teorie – ze swojej głupoty albo chęci zrobienia na tym kokosów.

A ty twórco internetowy zastanów się – masz sporą odpowiedzialność.  Zweryfikuj swoje teorie i pisz tylko na tematy, na które realnie masz wiedzę. Bo czym innym jest “to zadziałało u mnie”, a co innego “ta dieta odmieni twoje życie”. Wiem, drugie będzie miało więcej klików. Ale może też komuś zrujnować życie. Niestety.

Żyjemy w świecie w którym miliony ludzi wierzą, że Ziemia jest płaska, szczepionki powodują autyzm, a latające nad nami samoloty rozpylają trujące substancje, żeby przejąć kontrolę nad naszymi mózgami. Jeśli chcesz być po naukowej stronie mocy, weryfikuj także te mniej absurdalne informacje. Im będzie nas więcej – tym lepiej.

Tekst powstał we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Ochrony Roślin.

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.