Pamiętacie drukarki igłowe? Ja pamiętam je bardzo dobrze, to właśnie igłówka była moją pierwszą drukarką. Sędziwa Mera Błonie D100 MPC podłączona do mojej Amigi 500 potrafiła swoim przenikliwym piskiem zbudzić nawet sąsiada. Była głośna, wolna i mało dokładna, ale sam fakt posiadania drukarki był wtedy czymś niesamowitym. Aż do czasu, gdy pojawiły się atramentówki.

Pierwszy atrament

Pamiętam moją pierwszą atramentówkę. Była przede wszystkim kolorowa i drukowała znacznie ładniej, choć było prawdę mówiąc z nią więcej zachodu niż z igłówką. Wystarczyło jej dłużej nie używać i już wymagała czyszczenia dysz kawałkiem papieru toaletowego, w innym wypadkupo prostu się zapychała. Wydruki z niej rozmazywały się przy drobnym kapnięciu deszczu, czy położeniu na nich wilgotnej ręki, a na sam wydruk trzeba było czekać i czekać. Drukarki laserowe były jednak wtedy zupełnie poza moim budżetem.

Pierwszy laser

Czas jednak płynie szybko – pod koniec lat 90 drukarki laserowe staniały na tyle, że postanowiłem ich spróbować. Była szybka, miała trwały druk, choć… coś za coś. Niestety musiałem zapomnieć o kolorowych wydrukach, a te jednak czasem się przydawały. Piękny, kolorowy wykres miał szansę tuszować niedostatki prac semestralnych na studiach (przynajmniej tak mi się wydawało), ale kupno kolorowej drukarki laserowej znowu było etapem, na który nie mogłem jeszcze wejść.

Kolorowy laser i złudzenie niskiej ceny

Minęło znowu kilka lat i w końcu nadszedł dzień, w którym kupiłem kolorową drukarkę laserową. Byłem zdziwiony jej dość małymi rozmiarami i stosunkowo niską ceną, więc nie wykonując zupełnie kalkulacji rzuciłem się na nią jak pies na kiełbasę. Byłem pewien, że to najwyższy etap jeśli chodzi o drukarki, byłem też pewien, że mój zakup był dość ekonomiczny. Jak duże było moje zdziwienie, gdy okazało się, że komplet tonerów jest właściwie równowarty cenie całej drukarki. A kolorowy toner starczał tylko na 1000 wydruków :( Nadal jednak drukarki atramentowe kojarzyły mi się z czymś do czego nie chcę zbytnio wracać.

Jednak za każdym razem gdy realnie rzecz biorąc kupowałem kolejną drukarkę (czyli komplet tonerów) zastanawiałem się czy to ma sens. W dodatku w międzyczasie fotografia stała się zupełnie cyfrowa, a ja przy iluś okazjach chciałem wydrukować zdjęcia. I choć dokupiłem do drukarki laserowej papiery fotograficzne (a nawet papier transferowy na koszulki), to wydruki zupełnie mnie nie zadowalały. Po pierwsze jakość wydruku zdjęć wcale nie była powalająca, po drugie bęben mojej drukarki zbytnio się nagrzewał i nie nadawał się do tych papierów, po prostu się topiły. Z tego co wyczytałem część drukarek laserowych może się w ten sposób zachowywać. Tak więc żyłem z moją drukarką w dość chłodnych stosunkach każąc jej drukować co jakiś czas faktury, czy inne dokumenty i oszczędzając kolorowe wydruki by nie być narażonym na kolejny wydatek kilkuset złotych na komplet tonerów.

Co do tego mają koszulki?

Tusze zaczęły mi być bliskie z zupełnie niespodziewanego powodu. Powodu… koszulkowego! Koszulki w Koszulkowo.com drukujemy w dużej mierze w technologii DTG, czyli Direct To Garment. Mamy dużą drukarkę Epson drukującą bezpośrednio na materiale. Głowica wypluwa specjalną farbę na przygotowany wcześniej materiał, dzięki czemu uzyskuje się wzór dokładniejszy niż pozwalają na to inne technologie.

Kiedy więc firma Epson zgłosiła się z atramentową drukarką Epson EcoTank L3060 do testów, pomyślałem sobie, że może czas pogodzić się z atramentem i zobaczyć, co zmieniło się przez… dobre 20 lat od czasu, gdy używałem drukarki tego typu?

Zdjęcia!

Zanim przejdę do najważniejszej cechy tej drukarki, czyli jej ekonomiczności napiszę o tym na co rzuciłem się od razu, czyli o wydruku zdjęć na papierze fotograficznym. Otóż nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam wydrukowane zdjęcia. Właśnie dziś, kiedy wszystko jest w formie cyfrowej, zdjęcia trzymane w ręku mają swój urok. Kupiłem nawet Polaroida, ale ceny papieru spowodowały, że ta przygoda z nim szybko się skończyła. Zamawianie zdjęć online też nie zawsze dochodziło do skutku – trzeba było gdzieś pojechać, czekać, albo zamawiać online i… znowu czekać. A ja jestem bardzo niecierpliwym człowiekiem :) Poza tym mam gdzieś ciągle w głowie chęć wykonywania pewnych spraw samemu, dlatego uwielbiam drukować zdjęcia własnoręcznie. I uwaga, to może będzie dziwne – uwielbiam patrzeć jak się drukują i wychodzą z maszyny!

A drukarki atramentowe, gdy drukują na papierze fotograficznym, biją lasery (nie mówimy tu o profesjonalnych maszynach) na głowę! I na serio pierwsze wydruki z L3060 wyszły naprawdę NIESAMOWITE. A nie jest to przecież drukarka dedykowana do wydruku zdjęć, a drukarka domowa. Nie przesadzam – a pierwsze fotki, które wydrukowałem były zdjęciami steków. Wiecie, że to dla mnie poważna sprawa i jeśli o to chodzi o steki, to nie szafuję opiniami!

Czyż to nie jest smaczny New York medium rare ja się pytam? Detale są naprawdę super.

Tak więc w kwestii zdjęć przekonałem się, że warto wrócić do atramentu. Tym bardziej, że łatwo je wydrukować bezpośrednio z telefonu.

Co ze zwykłym drukiem

Jeśli chodzi o wydruk zwykyłch dokumentów, to nowoczesne drukarki atramentowe spisują się całkiem nieźle. To nie jest co prawda nadal prędkość wydruków laserowych, ale nie jest to też mozolne przesuwanie się głowicy po papierze. Strona czarnobiałego tekstu drukuje się na moim laserze w około 8 sekund, tutaj wydrukowała się w 15 sekund. Przy dużej ilości wydruków może to robić jakąś różnicę, dla mnie prawdę mówiąc nie robi żadnej.

Niestety wydruki atramentowe robione z użyciem tuszów wodnych nadal są mniej trwałe od laserowych – pewnych kwestii nie przeskoczymy. Nadal rozpuszczą się one pod wpływem wody, ale oglądanie wydruków w deszczu nie jest raczej zbyt częstą sytuacją, gorzej byłoby gdyby były trwałe jak wydruki na papierze termicznym, które niszczą się pod wpływem światła.

Tym bardziej, że jestem w stanie zaakceptować nieco wolniejszy i wrażliwy na wodę wydruk, gdy wezmę pod uwagę… koszty!

Kasa misiu, kasa!

I tu dochodzimy do sedna. Już sama nazwa drukarki sugeruje, że mamy do czynienia z oszczędnością. Powiem wam szczerze jak wyglądała sytuacja z moim kolorowym laserem. Kosztuje ona około 650 zł. Komplet oryginalnych tonerów to 600 zł, czyli prawie tyle co drukarka! Starczają one na ok 4500 stron. Co daje koszt wydruku jednego arkusza na poziomie 13 groszy na stronę. Jeśli zdecydujemy się na używanie tanich zamienników, to koszt ten spadnie dwukrotnie.

To oczywiście spowodowane było koniecznością wymiany całych kartridży z tonerem, wiem, że są nowsze modele drukarek laserowych gdzie wsypujemy sam toner, a koszt ten spada do kilku groszy za wydruk. Ale jak się okazuje można zejść niżej.

Epson EcoTank L3050 kosztuje nieco więcej, bo można go obecnie dostać za ok 750 zł. Natomiast zestaw atramentów kosztuje 70 zł (!!!) i starcza na 6500 kolorowych lub 13000 czarnobiałych wydruków! I to jest rzeczywiście rewolucja, bo oznacza to koszt wydruku na poziomie 1 grosza za kolorowy wydruk, lub 1/5 grosza za wydruk czarnobiały. Szczerze mówiąc to są kwoty, które przy normalny użytkowaniu drukarki powodują iż koszty wydruku praktycznie nie istnieją, a kupowanie zamienników przestaje mieć sens. Dodatkowo z nowym sprzętem dostaje się komplet atramentów CMYK plus dodatkową butelkę czarnego, co zabezpiecza nas na jakiś czas (wg producenta na 2 lata).

Ja nie jestem nadmiernie oszczędną osobą (choć jestem w 1/4 z Wielkopolski :D) i nie liczę cen wielu rzeczy, ale uwierzcie mi, że bolał mnie sam fakt, że za tonery płaciłem praktycznie tyle co za drukarkę.

Tym bardziej, że w cenie o której pisałem dostajemy nie tylko drukarkę, a urządzenie wielofunkcyjne. Ze skanerem.

Skaner? W 2018 roku?

Tak, ktoś może tak spytać. A ja przewrotnie powiem, że tęskniłem za skanerem z dwóch powodów.
Pierwszy jest taki, że czasem nachodzi mnie, by wskanować jakieś stare zdjęcie z mojego zbioru. Wiecie – mija akurat równo 120 lat od mojej matury, czy innego ważnego wydarzenia ;) i takie zdjęcie aż prosi się, by wrzucić je na fejsa. A robienie zdjęcia zdjęciu nigdy nie wychodzi dobrze, choćby ze względu na odbite światło.

Z podobnego powodu mam dość wirtualnego skanowania dokumentów telefonem. Wiem, że są do tego programy, ale to nigdy nie działa tak jak powinno. A, muszę skanować choćby faktury ze stacji benzynowych, by przesłać je do księgowości, czy podpisane umowy i inne dokumenty. Robienie zdjęcia takiemu dokumentowi to zawsze wyszukanie odpowiedniego miejsca na biurku (dużo miejsca, dobre oświetlenie), pilnowanie by aplikacja telefonu nie obróciła się o 90 stopni, pilnowanie czy nie ma pochyłości – serio, wolę położyć dokument na szybie i wcisnąć przycisk, a dokument ląduje w folderze. Tak, to jest szybsze :)

Czy warto?

Tak, jestem gotowy zamienić mojego lasera na Epsona L3050. Ze względu na możliwość drukowania pięknych zdjęć (czy innych grafik) na papierze fotograficznym, a także ze względu na to, że nie będę musiał martwić się o to, że właśnie skończył się toner i trzeba znowu wywalić kilkaset złotych na nowy. Ten koszt wydaje się śmiesznie niski, ale Dawid Kosiński wspomniał na Spidersweb, że po wydrukach 100 zdjęć wskaźnik tuszu nawet nie drgnął. To musi być jakaś kosmiczna technologia oszczędzania, a ja ją chcę.

Muszę tylko pamiętać, żeby nie biegać z wydrukami po deszczu ;)

P.S. Po rejestracji na https://www.epson.pl/gwarancjanadrukarki rozszerzamy gwarancję do 3 lata po rejestracji na stronie.

Drukarkę do testów dostarczyła firma Epson 

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: