Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. No dobra, tak naprawdę zupełnie go nie pamiętam, ale od tego mam fejsbuka. A on mówi wyraźnie – to wydarzyło się 5 lat temu. Szóstego marca, dwa tysiące trzynastego roku, obwieściłem światu, że uciekam z Orange do Play. A wyglądało to tak:

Ba, chwilę później wylądowałem nawet w prezce u Maćka Budzicha:

Dlaczego uciekałem z Orange? Mój stosunek do Orange był dość skomplikowany. Z jednej strony była to sieć, w której byłem właściwie od początku, czyli od czasów w których 99% z Was nie miało telefonów komórkowych. W latach 90 miałem telefon w analogowym Centertelu, z numerem zaczynającym się od 090. Gdy Orange wszedł w GSM była to sieć “miejska” ze stopniowo rozszerzającym się zasięgiem poza duże miasta. I zasięg ten rozszerzał się, rozszerzał się, ale prawdę mówiąc – gdy porównywałem go z rodzicami mającymi telefony w Plusie i Erze – nigdy nie mógł im dorównać. Orange to także firma, która kojarzyła mi się bardzo dobrze ze względu na różne działania prowadzone w blogosferze – dzięki Tomkowi Sulewskiemu była jedną z pierwszych firm w Polsce prowadzących działania na taką skalę w tym sektorze. Ale to wszystko nie wystarczało, miałem z nimi mnóstwo problemów proceduralnych (także z Neostradą od kiedy Orange wchłonęło TP), a przede wszystkim bardzo niskie prędkości na osiedlu – kwestia ustawienia masztów.

Dlaczego zdecydowałem się na Play? Z dwóch powodów. Po pierwsze wierzyłem, że jako młoda firma, nie mają milionów procedur wewnętrznych. Po drugie skusił mnie roaming wewnętrzny – nie masz zasięgu, cyk, przełączasz się na inną sieć. Brzmiało wspaniale.

Nie myliłem się co do pierwszego punktu. Rzeczywiście uważam iż pod kątem obsługi jest tam najlepiej. Tak, tak, zaraz odezwą się osoby, które się nie zgadzają – żadna sieć nie jest bez winy. Natomiast mnóstwo procedur jest tam naprawdę łatwiejszych niż w innych sieciach. Pamiętam moje zdziwienie gdy po zgubieniu karty sim dostałęm nową za darmo (w Orange trzeba było płacić) i wiele innych spraw załatwianych szybko i od ręki. Podczas gdy w Orange i Plus przypominały pod tym kątem odpowiednio Przedsiębiorstwa Telekomunikacyjne Centertel i Polkomtel.

Ale to roaming wewnętrzny stał się tym, co ostatecznie wkurwiło mnie niemożebnie i tak, używam słów tej wagi naumyślnie.

Roaming wewnętrzny to pomyłka. Przynajmniej dla osób, które nie korzystają z telefonu tylko do dzwonienia. I sprawdzania fejsa dwa razy dziennie. Dlaczego? Po pierwsze realnie nie masz prawie żadnej kontroli nad tym w jakiej sieci jesteś. Teoretycznie możesz ustawiać to ręcznie, ale po pierwsze trwa to strasznie długo, po drugie czasem po prostu przełącza się samo. Szczególnie jeśli dana sieć nie ma zasięgu. I nie, system nie wybiera sieci z najsilniejszym sygnałem. To zależy od multum czynników, często możesz być przełączony na sieć, która ma najsłabszy zasięg i dopiero ręczne przełączenie się (trwające minutę, czy dwie) przełącza się do sieci macierzystej.

Po drugie wydawało mi się, że gdy przełączę się do Orange, albo T-mobile, będę korzystał z tej sieci na ich warunkach. Nic bardziej mylnego. Od początku czułem, że prędkości są wtedy o wiele gorsze, a niedawno dowiedzieliśmy się, że istnieje oficjalny capping, czyli ograniczenie transferu. Czyli jeśli jestem przełączony na powiedzmy Plusa, to moja maksymalna prędkość wynosi… 1.5 Mbit/s! W momencie, gdy w Plusie, na karcie, którą dokupiłem do iPada, miewam transfery rzędu 40, czy 100 Mbit/s. W małych wioskach.

Przez te 5 lat zmieniły się taryfy, zmieniło się też moje podejście do telefonu. Przestałem az tak bardzo spinać się na cenę, nie obchodzi mnie 10 czy 20 zł w tą czy w tą, serio. Obsługa też jest już głównie internetowa, czy przez aplikację. Pakiety nie kończą się, bo za nieduże pieniądze można mieć pakiet z kilkunastoma, czy nawet kilkudziesięcioma GB transferu, co na telefonie spokojnie mi wystarcza. Najważniejszy jest dla mnie zasięg i prędkości.

Dlatego po kolejnym odpaleniu speedtestu i wyniku rzędu 1 Mbit/s postanowiłem, że nie będę przedłużał umowy u fioletowych. Ta sieć będzie kojarzyć mi się tylko z kiepskim zasięgiem, niskimi prędkościami i kolejnymi ryjami celebrytów na billboardach, co swoją drogą jest dla mnie żenujące (choć pewnie działa na tłumy).

Playu, jednak spieprzyliście. I nie, nie jest to tekst po to, byście cokolwiek mi proponowali. To raczej mało możliwe. Ja po prostu chcę zasięgu i prędkości. Nie jesteście w stanie tego zapewnić.

A dokąd? O tym w kolejnym odcinku ;)

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: