Internet jeszcze nie ucichł po „burzy” o okładkę Vogue, a na językach pojawiła się kolejna okładka – tym razem Wysokie Obcasy z okładką prezentującą trzy dziewczyny w koszulkach z napisem „Aborcja jest OK”. I choć do tamtej okładki zupełnie się nie odnosiłem (nie było chyba sensu marnować na to energii), to tym razem muszę zareagować – tak, ta okładka wzbudziła we mnie zażenowanie. Z kilku powodów.

Rzeczona okładka

Na starcie jednak chciałbym zatrzymać parę rozpędzonych rydwanów próbujących strącić mi z głowy moherowy beret – jestem osobą, która nazywa się lewakiem. Jestem dość liberalny w światopoglądzie, kiedyś głosowałem na PO, potem popierałem (i w sumie nadal popieram) ruchy miejskie, z obecnych partii najbliżej mi do Razem. Popierałem czarne protesty, jestem zdania, że to co dzieje się obecnie w Polsce to duże zło, nienawidzę mieszania się kościoła do państwa i przymusów religijnych (nieważne jakiej religii). A przede wszystkim byłem niemożebnie wkurwiony akcją antyaborcyjną ze zdjęciami rozkawałkowanych płodów na billboardach. Jednak tym razem mówię „NIE” tej okładce. Dlaczego?

Aborcja to temat skomplikowany. Bardzo skomplikowany. W sumie jest chyba na liście najbardziej skomplikowanych tematów, bo ociera się o definicję życia i kwestie z nim związane, więc nie może być tematem prostym. I wszelkie powtarzam wszelkie upraszczanie go uważam za bezsens.

Nie odnoszę się do całej akcji – odnoszę się do tego co większość ludzi zapamięta najbardziej – do marketingowo rozegranej sesji fotograficznej, wzoru koszulek, czy samego pomysłu użycia koszulek. Patrzę na zdjęcie i widzę pewną lekkość, które słowo „OK” dodaje luzu i przyjemności. „OK” może być dobry film, kawa z koleżanką, czy kanapka z indykiem. Ale patrzę sobie na całość zagadnienia aborcji i nijak nie mieści mi się ona w słowie „OK”.

Nie będę oczywiście teraz narzucał jednego i słusznego poglądu na aborcję dołączając do już istniejących chorów twierdzących, że „moja racja jest najmojsza”. Mam swoje zdanie, a raczej mamy je wspólnie z żoną, to zdanie ewoluuje, zmieniało się u nas wraz z pojawianiem się dzieci, wraz z naszym dorastaniem i dojrzewaniem, z pojawianiem się różnych kwestii podczas ciąży. Z obserwacją różnych przypadków wśród znajomych. Jest wiele wariantów, w których nasza decyzja byłaby taka, są takie w których byłaby inna. Nie będę teraz ich opisywał – to są nasze decyzje wynikające z naszego systemu wartości. Wiem jednak, że każda taka decyzja byłaby ciężka i poprzedzona wielogodzinnymi rozmyślaniami, które może by nigdy nie ustały.

Tak, wiem, że nie w każdym przypadku. Wiem, że dla wielu kobiet taka decyzja może wiązać się z ulgą. Jestem sobie to w stanie jak najbardziej wyobrazić. Rozumiem też, że celem akcji było pokazanie, że aborcja NIE MUSI być traumatycznym przeżyciem, a przede wszystkim powodem do wstydu. Ale takie przypadki są jednymi z wielu w tym bardzo skomplikowanym i szerokim zbiorze sytuacji. Dlatego pisząc „Aborcja jest OK”, ubierając dziewczyny w koszulki i robiąc zdjęcia, które swą lekkością mogłyby spokojnie iść do Bravo GIRL w wersji „Tampony są SPOKO” trywializuje się moim zdaniem złożoność wszystkich przypadków tego zagadnienia. Bo rodzice, którzy musieli podjąć taką decyzję, gdy znali już płeć dziecka i być może wybrali dla niego imię, pewnie będą mieli do tego inne podejście. Zresztą powiedzmy sobie szczerze – także dla wielu z nas po tej bardziej liberalnej stronie – czy aborcja nawet bez traumy zawsze jest OK i SPOKO? Czy aborcja w 8 miesiącu ze względu na to, że nie odpowiada nam płeć dziecka też jest OK? Nie chcę jednoznacznie odpowiadać na takie pytania (choć swoje zdanie oczywiście mam) chcę tylko pokazać jeszcze raz, że poruszamy się po bardzo skomplikowanym zagadnieniu.

Nie zgadzam się także z jednoznacznym wyrzucaniem facetów poza nawias w tej dyskusji. Równie dobrze mógłbym wyrzucić z niej wszystkie kobiety, które nie miały aborcji. Taka linia jest nieco bez sensu. Tym bardziej, że choć niezaprzeczalnie decyzja ta dotyczy w dużej mierze kobiety (bo to decyzja dotycząca jej ciała i niestety często też tylko ona ponosi konsekwencje tej decyzji), to znowu – NIE MUSI TAK BYĆ. W tych decyzjach bardo często uczestniczą faceci, dojrzali partnerzy, mężowie, bez których – uwaga – w ogóle kwestii by przecież nie było. Więc znowu – także tu upraszczanie jest złe.

Pojawiają się głosy, że takie postawienie sytuacji to odpowiedź na jednoznaczne postawienie sytuacji przez pro-life i kościół. Serio, potępiając formułę jednej strony odpowiadamy jednoznacznie podobnym kalibrem i w podobnym stylu? No nie, chyba nie. Problemem dzisiejszej debaty publicznej jest trywializacja wszelkich zagadnień życia. „Funkcjonariusze PRL to zbrodniarze”. Jednoznacznie. Oczywiście nie – jest wiele odcieni szarości i wiele sytuacji, dziś taka gruba kreska karze wielu policjantów za to, że nawet uczyli się w szkołach oficerskich za PRL. Czy odpowiedzią na to powinno być „PRL jest OK”? No nie. A przykładów zamiany skomplikowanych kwestii w proste i łatwe mamy dziś aż za dużo. „Żołnierze Wyklęci to bohaterowie bez skazy”. Oczywiście bzdura. „Wszyscy Polacy pomagali Żydom podczas wojny”. Kolejna bzdura. Jestem przeciwny sprowadzaniu skomplikowanych kwestii do prostej formy, bo to po prostu  kompletnie trywializuje fakt iż życie nie jest bajką dla dzieci.

I na koniec – takie działania powodują jedynie to, że obie strony okopują się na swoich pozycjach. Wiadomo jak taka okładka zadziała na konserwatywną część społeczeństwa. Z drugiej strony spowoduje przyklask tych, dla których każda aborcja jawi sie jak wyjście po czipsy do sklepu. A środek? Środek jak zwykle będzie w ciemnej dupie. I będzie przerażony tym, że znowu musi opowiedzieć się po jednej ze stron.

To co robi Gazeta Wyborcza, opowiadając historię ludzi, którzy otarli się o PRL, niejednoznaczne historie, bardzo mi się podoba. I to jest kierunek w którym należy dziś iść – pokazywanie złożoności wielu problemów, skłanianie do rozmyślań nad nimi, oraz nauka tolerancji – pozwalania innym ludziom na posiadanie własnego zdania na różne tematy. Bez tego nigdy nie zbudujemy dojrzałego społeczeństwa obywatelskiego. Będziemy zacietrzewieni w tym temacie jak w USA, gdzie sytuacja jest o wiele gorsza. Nie pomagajmy ludziom niezdecydowanym okopywać się jednoznacznie z okopach.

Aborcja nie jest „OK”. Eutanazja nie jest „SPOKO”. Ani git majonez, sponio, dżezi, czy klawa. To nie są tematy do rozmowy w takich klimatach.

P.S. Tak, pisałem nie raz, że koszulki niekoniecznie trywializują. Wiecie dobrze, że jest mi do nich blisko, sami często odnosimy się do różnych wydarzeń za pomocą koszulek, historia „slogan t-shirts” sięga lat 70. Ale w tym wypadku całość, jak już mówiłem przywodzi mi – i jak się okazuje nie tylko mnie – skojarzenia z lekką reklamą z lat 90. OK OB. I mogłam spokojnie pójść na basen. No nie, po prostu nie. Zresztą to nie tylko moje zdanie. Spora część dziennikarzy Wyborczej też skrytykowała tę akcję.