Rozumiem argumenty premawiające za zakazem handlu w niedzielę. Naprawdę. I nie mówię o tych stricte katolickich – jestem zwolennikiem rozdziału kościoła od państwa i choć sam jestem wierzący, jestem za tym aby każde wyznanie było traktowane po równo. Zwyczajowo to jednak niedziela jest w naszej kulturze dniem wolnym, co widać po tym, że zamknięta jest większość urzędów i innych instytucji, a przecież ci z nas, którzy pracują w biurach też raczej mają wolne (chyba, że zaprzedali dusze korporacji i koniecznie chcą zrobić jakieś darmowe nadgodziny). Sytuacja pracownika w Polsce jest dość średnia – od lat 90, które obiecały nam sen o wolności unikamu jak ognia wszelkich regulacji, na związki zawodowe większość z nas patrzy jak na zło konieczne. Tymczasem umowy o prace w wielu miejscach ciągle są przywilejem, na który trzeba zasłużyć, a i godziny pracy pozostawiają wiele do życzenia. Dlatego wizja dania obowiązkowego wolnego dnia dla pracownika, który może ten czas spędzić z rodziną lub przyjaciółmi wydaje się ludzka.

To wydaje się mieć również sens z drugiej strony. Ustawa w dużej mierze ma za zadanie uderzyć w galerie handlowe, w których to często ludzie spędzają całe weekendy. I o ile jestem w stanie zrozumieć spędzanie całego dnia w galerii w letni dzień w Dubaju, gdzie spacer na zewnątrz grozi spaleniem w 45 stopniowym słońcu, o tyle jakbym nie starał się nie oceniać tego jednoznacznie, polski niedzielny szoping galeriowy jako czas spędzania czasu z rodziną, jest dla mnie czymś strasznym i przypomina konsumpcyjny spacer zombie. Zamknięcie w wielkim budynku, odcięcie od miasta, złudzenie luksusu i kupowanie, kupowanie, kupowanie.

Idź do teatru!

Pierwszy problem polega na tym, że nie nakażemy ludziom spędzać inaczej czasu ustawą. To mało realne. To nie jest tak, że każda rodzina, która nie może przejść się do galerii handlowej, pójdzie nagle do galerii sztuki, teatru czy muzeum. Być może będzie siedziała w domu i piła wódkę. A może oglądał seriale. To kwestia jednak bardziej skomplikowana i warto o tym pamiętać. Osoby świadome nie będą spędzały każdego weekendu w ten sposób i może warto zadbać o to, by w społeczeństwie istniało więcej osób świadomych i wykształconych, ale tu poruszamy temat rzeka, którym dzisiaj zajmować się nie będę.

Pracownik ucierpi?

„To odbije się na pracownikach!” słychać od mnóstwo specjalistów od makroekonomii (a należy zaznaczyć, że praktycznie każdy Polak zna się na makroekonomii – tak jak na medycynie, prawie, piłce nożne, skokach narciarskich, ostatnio też na himalaizmie wyczynowym). W długim okresie nic się nie odbije. Akurat ta kwestia wyreguluje się po jakimś czasie. Nie wierzę bezgranicznie w wolny rynek, jednak posiada on różne mechanizmy autoregulacji i skoro pracownicy przybytków zamykanych w niedzielę specjalnie nie cierpią z tego powodu, to pracownicy sklepów nie dostaną nagle masowo po tyłku z tego powodu. Natomiast rzeczywiście w pierwszym momencie może nastąpić nieco zwolnień, które zawsze są bolesne.

Nie tylko my

Dodam też, że da się w takim kraju żyć. Serio. Pamiętam z dzieciństwa nieczynne sklepy w niedziele – prawdę mówiąc to, że mamy spożywcze otwarte aż do 22, przez wszystkie dni w tygodniu nie jest normą w Europie, a przynajmniej jeszcze niedawno nie było (Europa raczej dąży do liberalizacji tych zapisów). W Szwajcarii przyzwyczaiłem się do nieczynnych spożywczych dość szybko, tak jak do tego, że późnym wieczorem nie kupię alkoholu. Wymaga to nieco innego planowania, ale jest wykonalne. Co więcej, to łatwiejsze do przełknięcia niż zaskakujące nas co jakiś czas wolne dni świąteczne wprowadzone kilka lat temu – dni o których mnóstwo osób zapomina.

W Niemczech i Austrii zakaz obowiązuje. Ograniczenia w tym zakresie (dotyczące przede wszystkim godzin pracy) funkcjonują między innymi w Hiszpanii, Francji, Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Belgii, Szwajcarii, Włochy, Grecja, Norwegia czy Dania.

Dlaczego więc ustawa ta nie ma sensu? Z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że to Polska. Po drugie dlatego, że mamy 2018 rok. Po trzecie ze względu na sprawiedliwość.

Polak potrafi

Mam do tej naszej cechy narodowej ambiwalentny stosunek – z jednej strony mierzi mnie straszliwie to, że każde prawo wydaje nam się tylko propozycją ze strony władz i od razu zastanawiamy się jak je obejść, z drugiej strony ten nasz spryt jest naprawdę niesamowity i często mimo wszystko legalny. Nie jesteśmy Niemcami, czy Austriakami dla których prawo jest świętością. I nigdy nimi nie będziemy, taka chyba nasza natura.

Nie dziwi taka chęć obchodzenia zakazu przez właścicieli firm – spółka ma przynosić zysk i obowiązkiem właściciela jest dbanie o zysk. Właściciele zaczęli więc masowo wymyślać co zrobić, aby ten zysk się nie zmniejszył. I muszę przyznać, że są wyjątkowo kreatywni, a to dopiero się zaczyna.

Problem polega na tym, że przecież nie wszystkie typy sklepów są wyłączone z zakazu. Dlatego stacje benzynowe poszerzą swój asortyment (juz to robią), a większe sklepy zaopatrzą w dystrybutory z paliwem (przeciez już część je ma). Zaczną powstawać mniejsze spółki obsługujące sklepy, tak, aby właściciel mógł sam stać za kasą. Przypomina mi się historia z „mobilnym psychologiem”, czyli krakowski pomysł sprzed kilku lat na taksówki bez licencji – jedna z firm reklamowała je jako usługę psychologa, dowóz był tylko przy okazji. Polak potrafi.

It’s 2018!

Mamy XXI wiek. Handel internetowy rozkwita. Ba, on już dawno rozkwitł, w wielu miejscach dogania lub przegania ten tradycyjny. Co roku zwiększa się dramatycznie ilość osób robiących zakupy za pomocą telefonów komórkowych, ekrany dużych komputerów są w odwodzie. I dość oczywistym jest, że zakazywanie handlu w niedzielę sklepom internetowym jest absurdem rodem z PRL. Pojawiajace się w ostatnim roku głosy, że może się to wydarzyć budziły jedynie śmiech i politowanie. Oczywiście istnieją sklepy typu sklep Wojciecha Cejrowskiego, który jest zamykany w niedzielę, ale to może jedynie budzić jeszcze większy śmiech – bo czym jest zakup wirtualny w niedzielę? Nieco innym sposobem korzystania z internetu? Czy kliknięcie „wyślij komentarz” różni się czymś od „kup”? Co ze strefami czasowymi? Czy osoba u której jest już poniedziałek, może zrobić zakup na serwerze na którym jest jeszcze niedziela? A gdy serwer stoi w innej strefie czasowej? Przykładanie tradycyjnej miary do tej kwestii jest po prostu bez sensu.

To też mają zamiar wykorzystać galerie – podobno część sklepów będzie otwarta bez możliwości sprzedaży, całość będzie można kupić przez internet. Co za problem postawić komputer, który obsługuje ekspedientka, kupujący wciska jedynie przycisk KUP (nawet w fizycznej formie postawiony na ladzie), a towar kupowany jest internetowo? Po kilku sekundach klient odbiera towar. Szyję to na gorąco, ale to tylko pokazuje jak szybko i łatwo można wymyślić obejście takich zapisów.

A nawet jesli szczegółowe rozporządzenia zablokują wszystkie tego typu ruchy, rząd przysłuży się tylko rozwojowi handlu internetowego, bo właśnie tam będą robione wszelkie zakupy. Już za chwilę pojawią się sklepy z błyskawiczną dostawą w niedzielę.

Sprawiedliwość?

Dlaczego chronieni mają być tylko pracownicy handlu, a nie usług? To też wydaje się być mało sprawiedliwe. Ale to jeszcze nic, ustawa uderzy nierówno w różne podmioty, w zależności od tego jak są skonstruowane organizacyjnie. Oto fragment raportu Haitong Banku:

„Jednym z wyjątków dla zakazu handlu w niedzielę wspomnianym w ustawie są sklepy prowadzone przez ich właścicieli. Pozwala to właścicielom sklepów franczyzowych, takich jak ABC, Lewiatan, Euro Sklep i Delikatesy Centrum, prowadzić swoją działalność bez zmian. Sieci te mają 14,4 tys. punktów skupionych wokół Eurocashu, nie wspominając o niezależnych klientach hurtowych, którzy w 2016 r. kupili produkty ze sklepów C&C za około 1,7 mld zł”

Jak żyć?

Tak więc jeśli chcemy rzeczywiście polepszyć sytuację, należałoby dokonać trzech rzeczy.
Po pierwsze naprawić prawo pracy, które leży mniejszym lub większym odłogiem od właściwie 1989 roku. Jeśli pracownicy mają mieć większe przywileje, należy im to zagwarantować. Nie przez zamykanie ich miejsc pracy, a przez odpowiednie ustawy, rozporządzenia i oczywiście kary dla pracodawców.

Jeśli chcemy, by ludzie spędzali czas w inny sposób, niż bezmyślne wałęsanie się po galerii handlowej, należy po pierwsze zadbać o to, by miasta miały dla nich coś ciekawego do zaoferowania. Może warto wzorować się na krajach zachodniej Europy, gdzie powoli odchodzi się od wielkich kolosów handlowych na rzecz niezadaszonych kompleksów mniejszych budynków, wplecionych w architekturę miejską. W ogóle miasta zostawione samopas to większy problem Polski, urbanistów praktycznie nie ma, a zostawianie tego ręce rynku powoduje właśnie powstawanie kolejnych zamkniętych kolosów (vide: Wrocław), banków, aptek, Lidlów i Biedronek, kosztem budynków tworzących prawdziwą tkankę miejską, która może weekendami i wieczorami tętnić życiem.

I wreszcie jeśli chcemy, by wierzący katolicy nie robili zakupów w niedzielę, to nie nakażemy ich tego raczej państwowym zapisem (przy okazji nakazując to osobom innej wiary i ateistom). To chyba praca dla kościoła i księży, którzy dziś często zamiast zajmować się takimi sprawami wchodzą w politykę, czy inne obszary. Prawdę mówiąc nie kojarzę, by z obecnego nauczania kościoła płynął jasny sygnał „nie kupujcie w niedzielę”. Jesteśmy w końcu podobno krajem przeważająco katolickim, a tłumnie chadzamy wtedy do sklepu. Ale to trochę bardziej skomplikowany i osobny temat – polski katolicyzm, co widac szczególnie po wypowiedziach w sieci, ma niedużo wspólnego z najważniejszym przykazaniem miłości, na który powinna opierać się ta wiara.

No nic. Pozostaje czekać. Skoro władza od lat nie jest w stanie poradzić sobie z drobnymi handlarzami ze wschodu rozstawiającymi swoje nielegalne kramy przy Dworcu Wileńskim (i pewnie setkach innych miejsca w Polsce), to raczej nie poradzi sobie z polską kreatywnością w materii zakazu handlu w niedziele. Idę po popcorn.

Kiedy?

A tak, czy inaczej warto zapisać sobie w kalendarzu, żeby nie było niespodzianek:

11 marca, 18 marca
1 kwietnia, 8 kwietnia, 15 kwietnia, 22 kwietnia
13 maja, 20 maja
10 czerwca, 17 czerwca
8 lipca, 15 lipca, 22 lipca
12 sierpnia, 19 sierpnia
9 września, 16 września, 23 września
14 października, 21 października
11 listopada, 18 listopada
9 grudnia