Jestem chyba jednym z ostatnich twórców internetowych, którzy nie napisali jeszcze książki ;) Kiedyś nawet o tym myślałem i pomyślałem sobie, że jeśli to zrobię, to będzie ona na temat albo przygód na studiach, albo przygód z dostawcami internetu. Z tą różnicą, że pierwsza będzie komedią, a druga tragedią.

Serio, w mojej już ponad 20-letniej historii internetowych przygód widziałem już niejedno. Chciałoby się aż zacytować klasyka – “I have seen things, you people wouldn’t believe”. Problem polegał zawsze na tym, że przygody te spotykały mnie zarówno w pracy (gdy pracowałem jako INFORMATYK) jak i w domu – na warszawskim Zaciszu światłowód nie zawita do większości domków jeszcze długo, prawdę mówiąc niektóre ulice nadal nie mają asfaltu.

Co jeśli nie masz kablówki i świałowodu?

Światłowód to marzenie wielu z nas. Gdy znajomi dyskutują o tym, czy coś ściąga się im z prędkością 200, czy 300 megabitów na sekundę, mnie pozostaje jedynie usiąść w kąciku i po cichutku zapłakać. Kable, które pamiętają pewnie jeszcze czasy, gdy chodziłem do podstawówki, pozwalają wycisnąć niewiele ponad 20 mBit/s, choć niedawno jeszcze było to 10. I na serio, nie mam co liczyć na więcej. Czujesz to? Masz podobnie? Bo wiem, że nie jestem sam.

Wiem, że wiele osób ma taki problem. To ma nawet nazwę – “problem ostatniej mili”. Nie opłaca się ciągnąć światłowodu do domków jednorodzinnych – koszt przewyższa ewentualne zyski z abonamentu. Możemy tylko pomarzyć o prędkościach jakie osiągają znajomi z bloków, czy kamienic. Co wtedy?

Naturalnym rozwiązaniem jest internet mobilny. Choć z tym bywa różnie. Osoby, które śledzą mój fanpage, wiedzą, że regularnie cisnę po operatorach mobilnych. Dlatego, że moim zdaniem wielu z nich czuje się bezkarnie oszukując klientów. Napisałem jakiś czas temu co sądzę na temat ofert telekomów w stylu “internet bez limitu, ale z limitem”. W telekomach nazywają to popularnie “lejkiem”.  I niech nazywa się to lejkiem, albo internetem z limitem. Bo dla mnie drastyczne zmniejszenie prędkości to jednak jest jakiś limit! Działa to tak – limitu niby nie ma, ale po przekroczeniu danego transferu prędkość zostaje znacznie zmniejszona – mniej więcej do prędkości z której można było korzystać z mobilnego netu w czasach WAP.

To trochę jakby w restauracji “jesz ile chcesz” dodano zapis “po dwóch daniach możesz jeść ile chcesz, ale musisz nosić wszystkie dania do stołu na talerzyku o średnicy 5 cm i jeść tylko za pomocą wykałaczki”.

W dodatku tu naprawdę nie chodzi o duże ilości danych, szczególnie dziś, gdy w domu oglądamy filmy z Netflixa, czy HBO, YouTube, słuchamy muzyki ze Spotify, czy kupujemy całe gry online na Steam, czy PS4. Backupy w chmurze, update’y systemu. Sorry, pieklę się zawsze gdy o tym słyszę.

Dlatego gdy Piotrek Żaczko z T-Mobile zgłosił się do mnie mówiąc “ej, mamy internet naprawdę bez limitu!” pomyślałem sobie, że to niemożliwe. A jednak. Dostałem więc modem i postanowiłem przetestować go na wszystkie możliwe sposoby. I właśnie wynikami tych testów postanowiłem się z Wami podzielić. Uwaga – tak, jest to współpraca z T-Mobile. Ale jak pisałem już wiele razy – tanio swej skóry nie sprzedam. Jeśli w sprzęcie który testuję jest porządny fuckup – rezygnuję ze współpracy. Tym razem było blisko, ale o tym za chwilę ;) A więc po kolei.

Prędkość, czyli przepustowość łącza

Pierwszą rzeczą, która mnie zawsze odwodziła od zakupu takiego netu był fakt iż mimo braku światłowodu, miałem o wiele szybsze łącze niż to co mógłbym uzyskać mobilnie. Neostrada wyciągała maksymalnie 10 mBit/s, po zmianie technologii czasem dochodzę do 20. Natomiast mobilnie było to znacznie poniżej 10. Ale od momentu wejścia LTE i LTE+ okazało się, że w telefonie mam o wiele większe transfery niż na kablu w domu. Tak jest i tutaj – dwie prędkości, które można kupić to 20 i 60 mBit/s. Co ważne, to oczywiście “do”, a nie prędkość gwarantowana, ale mało który dostawca gwarantuje cokolwiek. Jak wygląda to w praktyce? Ano tak, że “to zależy”.

Wyniki testu na Wilanowie

Jak wiecie przy sieciach komórkowych wszystko zależy od zasięgu w danym miejscu. Od tego gdzie jest nadajnik, czy po drodze są jakieś budynki, czy inne przeszkody itp. Ale tego tłumaczyć chyba nie muszę. A więc tak to może być dobre rozwiązanie, ale… nie dla wszystkich. I tak dla przykładu w moim domu na Zaciszu prędkość dochodzi jedynie do 20 mBit/s, ale gdy postawiłem modem u mojego trenera na Wilanowie – doszedłem do górnego limitu, czyli 60 mBit/s. Jak z pingami? Jak widać, przyzwoicie. Są lepsze nić te u mnie w domu na kablu, choć one mnie mało obchodzą – nie gram raczej po sieci, a jeśli już to w gry w których ping nie jest kluczowy.

Jak sprawdzić, czy u Ciebie to zadziała? Mam na to dwa sposoby. Pierwszy to po prostu sprawdzenie twojej lokalizacji przez T-Mobile. Konsultant sprawdza jak jest z zasięgiem na twojej ulicy, oraz czy jest w okolicy duże obciążenie sieci. Na tej podstawie mówi “sugeruję 20”, “sugeruję 60” albo nawet “niestety w tej lokalizacji nie ma to sensu”.
Druga metoda, którą wszystkim polecam tu po prostu kupno startera za 5 zł. To w ogóle jest prosta i genialna sprawa – płacisz po 5 zł za startery i za 20 zł (przy 4 sieciach) możesz urządzić sobie pełen test w miejscu gdzie często przebywasz – w domu, w biurze, gdziekolwiek indziej. To nie będzie do końca dobry test, bo trochę zalezy od samego urządzenia, karty dedykowane do netu mają też inne parametry. Ale to jednak w miarę dobry test. Co ważne, wykupioną prędkość można co miesiąc zmieniać w jedną i drugą stronę, jeśli masz taką potrzebę.

Ach, miałem napisać o tym, że prawie zrezygnowałem ze współpracy! Otóż wziąłem modem na testy. Zjeździłem pół Warszawy i nigdzie nie wyszło mi lepiej niż 20 mBit/s. “No ładnie, ściema!” pomyślałem. Zadzwoniłem, żeby powiedzieć że chyba nic z naszej współpracy nie będzie, a ja musze poinformować czytelników, że skoro w centrum Warszawy nawet takie transfery, to lipa z tym. Ale… nie wziąłem pod uwagę jednej rzeczy – jeździłem z modemem odpiętym od prądu. A na baterii włącza się tryb oszczędności baterii, co zmniejsza prędkość :D Uff. Wszystko gra. Jak widzicie na screenie powyżej, rzeczywiście transfer dochodzi do 60, a czasem nawet ją przewyższa.

Limit danych

Drugą arcyważną kwestią jest osławiony limit danych. I tu powiem szczerze dwie rzeczy. Po pierwsze nie udało mi się “wypsztykać” limitu. Zużyłem kilkadziesiąt GB, ale gdybym zużył nawet 100 czy 200 GB to nic by się nie stało, ponieważ jego nie ma. Serio, ja wiem, że w to trudno uwierzyć, ale mam pełne zapewnienia T-Mobile, że nie ma żadnego “lejka”. Ok, pewnie jeśli pojawiłoby się 100 TB transferu dziennie i korzystałoby z tej karty pół osiedla to może ktoś by się zgłosił, ale to raczej mało prawdopodobne, jeśli korzystasz normalnie i nie dzielisz netu ze 100 osobami. Tak więc NO LIMIT. Jeśli ktoś wie, że jest inaczej, niech do mnie pisze!

WIFI

Kolejna sprawa to WIFI. Każde urządzenie tego typu ma wbudowany router WiFi. Przy dużym domu, czy grubych ścianach zasięg sygnału jest dość ważny. Może na przykład zdarzyć się taka tragedia, że nie będzie sygnału w kiblu! :) Ja mieszkam w domu z dość grubymi stropami i ścianami, ma on dwa poziomy, ale prawdę mówiąc nie było z zasięgiem problemu. Odpaliłem nawet specjalną aplikację – w wielu przypadkach zasięg był lepszy niż w “normalnym” routerze z dwoma antenkami.

Test w tym samym pokoju, co routery. “Gooup” to mój router stojący obok. WLAN (niebieska krzywa) to testowany router. Goonet to moja sieć na parterze, reszta to sieci sąsiadów.

 

Test po zejściu na parter. Goonet jest silne, bo stoi obok mnie, ale zasięg z modemu T-Mobile (granatowy) nadal jest dobry, w dodatku znacznie silniejszy od mojego routera stojącego obok niego (Gooup)

 

Trzeci pomiar, tym razem w łazience, którą od modemu dzieli gruba, żelbetowa ściana zewnętrzna. Nadal granatowa linia pokazuje lepszy zasięg niż zasięg stojącego obok normalnego routera.

Mobilność

Modem sprzedawany jest jako urządzenie do domu. W związku z tym nie jest to coś, co możemy schować do kieszeni – nie wiem czy to właśnie dlatego jest tak duży, czy ma wbudowaną tak dużą baterię. W każdym razem skutecznie zniechęca to do noszenia go przy sobie. Ale… nie ma problemu, żeby mimo wszystko wziąć go gdzieś ze sobą – na wakacje, czy gdziekolwiek indziej. Co więcej modem posiada wbudowaną baterię, która wytrzymuje nawet kilka godzin (wszystko zależy od tego jaki jest zasięg, transfer i jeszcze kilku czynników). Natomiast jak już wspomniałem prędkość wtedy spada do 20 mBit/s.

Jeszcze kilka spraw

O tym dokładnie jakie są ceny itp możecie poczytać na tej stronie. Ja dodam tylko, że modem kosztuje 200zł, a umowę podpisuje się na dwa lata. Nie ma opłaty aktywacyjnej, a w pierwszym miesiącu można zrezygnować płacąc tylko proporcjonalnie abonament.

I to chyba tyle. Jeśli pytacie mnie czy kupię ten modem, to odpowiem, że nie, dopóki w okolicy nie pojawi się maszt. Niestety u mnie wygląda to tak sobie, poczekam na inne rozwiązanie, dlatego kluczowe jest sprawdzenie, czy w twojej lokalizacji się to sprawdzi. Nie ma też sensu decydować się na taki modem, jeśli masz u siebie ultraszybkie łącze światłowodowe, net od dostawcy kablówki itp. Chyba, że jesteś z nimi na ścieżce wojennej.

Wygląda jednak na to, że rzeczywiście nie ma tu limitu, bo w dobie Netflixa, YouTube, Spotify i ściągania gier przez net (legalnie! :P) to rzeczywiście bez sensu. Goo approves!

Tekst powstał we współpracy z T-Mobile.

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: