Pięć lat. Z jednej strony wydaje się, że wydarzyło się to niedawno, z drugiej nie do końca pamiętam jak było przedtem. To właśnie pięć lat temu oczekiwałem na przyjście mojej córki. Ale jak się okazało, to nie była jedyna ważna rzecz, która miała się wydarzyć w styczniu 2012.

Pięć lat temu jechałem na spotkanie ze znajomym – kupił właśnie sklep z koszulkami i potrzebował kogoś kto razem z nim rozwinie to w większy biznes. Jechałem i nie miałem kompletnego pojęcia co będzie dalej. Byłem tak pochłonięty myślami, że pomyliłem knajpy i czekałem na niego w lokalu obok – ogarnąłem to dopiero po 10 minutach :)

Nie wiem jak to jest, że podejmuję w życiu tak dużo dobrych decyzji, ale na pewno wiem, że to była jedna z nich. Wtedy zdecydowałem się współtworzyć Koszulkowo.com, jeszcze po godzinach. Dopiero rok później musiałem dokonać ważnej decyzji i zdecydować się na zrezygnowanie z pracy w agencji reklamowej.

Pięć lat. Pół dekady.

O tym jak zmieniło się Koszulkowo mógłbym pisać sporo, ale mam nadzieję, że większość z tego widać. To były czasy, gdy czasem dziennie potrafiła sprzedać się jedna, czy dwie koszulki. Ówczesny sklep był na prawdę bardzo prostą platformą, a całością zajmował się założyciel Koszulkowo – Tomek Palej, oraz ja. Przejąłem wtedy prowadzenie Facebooka, usiadłem z kartką i zacząłem wymyślać. Zarówno wzory, jak i pomysły na to jak z właściwie zerowym budżetem zrobić zamieszanie w sieci.

Tak to wyglądało

Pamiętam, że wtedy cieszyliśmy się, gdy obrót roczny zamknął się w stu tysiącach złotych. Dzisiaj liczymy go w milionach :) Ale była to dość długa droga. Nie powiem, że nieprzyjemna, że nie miałem czego jeść, w co się ubrać, że nie miałem czasu dla rodziny. Moja życiowa filozofia zrównoważonego rozwoju (czyli krótko mówiąc work-life balance) nie została zachwiana. Chwilkę później zostałem tatą po raz drugi, a później trzeci. To właśnie Koszulkowo pozwoliło mi odnaleźć się na nowo, robić rzeczy, które są niby lekkie, łatwe i przyjemne, z drugiej strony, które mają sens. Ale o tym za chwilkę.

Rzucasz branżunię?!

Kiedy 10 miesięcy później decydowałem się na odejście z Heureki, wiele osób niedowierzało. Szef jednej z agencji uparcie twierdził, że to część jakiejś kampanii, szef innej dziwił się, jak można rzucić taką branżunię dla jakichś koszulek. Ja już wtedy wiedziałem, że mi się to podoba. Jak już nie raz pisałem – nie było mi źle w pracy w agencji. Ale brakowało mi tego czegoś. Robiłem rzeczy, których ludzie często nie chcą oglądać. Rzeczy, które usuwa się za kasę, choćby wersją premium bez reklam. Teraz miałem robić:

  • coś za co ludzie sami chcą płacić
  • coś namacalnego
  • coś o czym decyduję tylko ja
  • coś co powstaje w 15 minut od wstępnego pomysłu, bez niczyich akceptów!

I to było piękne, choć wtedy jeszcze nie wiedziałem jak bardzo będzie mi się to podobać. Zaczęliśmy tworzyć wzory, które nawiązywały do bieżących wydarzeń, choć nie mieliśmy jeszcze pojęcia, że nazywa się to #RTM.

Ale mnie to uodporniło. Dało mi to dużo przemyśleń, którymi zresztą dzieliłem się i dzielić się będę na blogu. Wiecie – splendor branży. Prawnik, lekarz to brzmi dumnie. Strateg w agencji reklamowej – też. Ale ciuchy? Nadruki? Kupiec bławatny? Tak bardzo jesteśmy niewolnikami pewnych stereotypów i wartościujemy ludzi w myśl „kim są jego rodzice?”. Tak dobrze jest być ponadto. Polecam.

Zmiany w firmie

Firma jak już mówiłem oczywiście się zmieniła. Na początku ja byłem jednoosobowym działem marketingu, Tomek zarządzał sklepem i jednocześnie zbierał zamówienia hurtowe, a produkcję robiła jedna osoba – Aneta. Paweł pilnował, czy nie wydajemy za dużo kasy.

Dziś sam dział detaliczny to trzy osoby, produkcja detaliczna to kolejne kilka, a hurt – licząc handlowców, produkcję, obsługę magazynu i kadrę menedżerską to kilkadziesiąt osób!

Zmiany dokonują się ciągle i to chyba jedno z największych wyzwań w firmie. Mieliśmy po drodze trochę sytuacji w których rozmiar firmy zaczynał nas przytłaczać – spadł nam refleks, zarówno jeśli chodzi o reagowanie na bieżące wydarzenia jak i na przykład obsługę klienta. Dlatego sporą część zeszłego roku spędziliśmy na projektowaniu i wdrażaniu różnego rodzaju procedur. Nie takich, które wiążą nam ręce, ale które rzeczywiście pomagają. I to działa! Chwaliłem się już, ale powiem jeszcze raz – w tym roku grudzień był idealny. Ponad 100% targetu i żadnej negatywnej opinii w sieci!

Nauczki na błędach

Nauczek było oczywiście sporo. Pracujemy obecnie na trzeciej wersji sklepu, lada chwila pokażemy czwartą. Rodzi się ona dość długo, ale mamy wreszcie wiedzę, umiejętności i środki, by zrobić ją taką jaką naprawdę chcemy. A błędów było mnóstwo. W starym sklepie, w którym mieliśmy kilkaset wzorów, brak dostaw czarnych koszulek o rozmiarze M powodował, że musieliśmy albo wejść w każdy produkt i ręcznie wyłączyć ten wariant, albo po prostu pisać maila do każdego klienta, który ją zamówił. Tak wyłożyliśmy się na święta w 2013 roku. Później wdrożyliśmy system, który w zależności od stanów magazynowych odpowiednio zarządza włączaniem i wyłączaniem wariantów. Grudzień 2015 natomiast nauczył nas jak to jest gdy przyjdzie niespodziewanie duża liczba zamówień :)

Czego ja się nauczyłem?

Te pięć lat to oczywiście też mnóstwo rzeczy, których sam musiałem się nauczyć. I nie mówię o marketingu, mówię bardziej o zarządzaniu i samodyscyplinie. Nie należę do osób przesadnie zorganizowanych, ale nie miałem wyjścia – musiałem wprowadzić jakieś ramy i plany. Mnóstwo rzeczy było pozostawionych samopas, ale powoli pojawiły się kalendarze, wyznaczone targety sprzedażowe i inne takie. Dziś wszystkim tym zarządza Kaśka. Zresztą cały zespół jest odpowiedzialny za swoje poletka i idzie to świetnie. Ale o ludziach za chwilkę.

Musiałem nauczyć się samodyscypliny i samomotywacji. Wiesz – siedzisz w domu, obok Playstation, albo cokolwiek innego. Możesz wyjść do ogródka i się poopalać. Możesz wszystko. I nic. Tego bałem się najbardziej, ale okazało się, że to z motywacją miałem większy problem niż z dyscypliną. Gdy wpadniesz w rytm kolejnych dni, jest łatwiej.

Ludzie

Właśnie. Ludzie. Od początku staraliśmy się angażować wszystkich w różne procesy. Tym bardziej, że pracowaliśmy w trzech różnych miastach. Na cotygodniowych callach przez ponad godzinę gadaliśmy o wszystkich sprawach. W pewnym momencie stało się to technicznie niemożliwe, ale nadal chcemy, by każdy mógł wyrażać swoje zdanie i mieć pomysły.

Pięć lat to również rozstania, które są nieuniknione. Choć bardzo ich nie lubię :( Po dwóch latach odszedł Tomek, później przyszedł i odszedł Rafał, który zajmował się SEM i SEO. Ostatnie miesiące to pożegnanie z Karolem, który dla wielu osób był nierozerwalnie połączony z Koszulkowo. W dziale hurtu jeszcze więcej rotacji – dziewczyny postanowiły hurtowo (!) pozachodzić w ciążę, więc w ciągu kilku miesięcy dział zmienił się nie do poznania. Całe szczęście już niedługo wracają.

Niestety ludzie, to także różne temperamenty i różne podejścia do życia. Przy pewnej ilości osób pojawiają się konflikty, tarcia, tworzą się stronnictwa, co także trzeba brać pod uwagę. Bagatelizowanie takich spraw może położyć firmę na łopatki. Tu pomagają szczere rozmowy, reagowanie na konkretne sytuacje, przekłuwanie niektórych zbyt nabrzmiałych balonów i… niestety czasem także zwolnienia. Olbrzymi wpływ ma także – rzecz jasna – system wynagrodzeń i premii. Czy wspólny target sprzedażowy? Jak duży? A może indywidualne? Przez to wszystko też musieliśmy przejść.

Samotność

Jednak rzeczą, która doskwiera mi najbardziej okazała się samotność. Pięć lat w Koszulkowie to jednocześnie cztery lata pracy z domu. Zakład mamy w Białymstoku, staram się tam być co dwa tygodnie (szczególnie teraz gdy jest świetne połączenie PKP), jednak większość pracy to ja plus monitor. I choć pierwsze dwa lata zleciały bez problemów, w kolejnych coraz bardziej doskwierało mi siedzenie samemu. Co prawda od ponad roku siedzę razem z żoną w jednym pokoju, ale tu nie chodzi o jedną osobę. Chodzi o sam fakt przebywania między ludźmi – nie dość, że w ciągu dnia nie ma ich wokół mnie, to i ilość branżowych imprez znacznie się zmniejszyła. Fakt mieszkania na Targówku nie pomaga, nie ma w okolicy fajnych coworków, a jechać na drugi koniec miasta zazwyczaj mi się nie chce, szczególnie w zimie. W tym roku jednak już naprawdę będę musiał popracować w różnych miejscach miasta, czekam tylko na ładniejszą pogodę. Praca samemu jest w krótkim terminie bardziej efektywna – nikt mnie nie rozprasza, nikt mi nie przeszkadza. Jednak ja po prostu nie jestem samotnikiem i chcę posiedzieć gdzieś między ludźmi.

Co dalej?

Choć bywają chwilę, w których chciałbym dokonać jakiegoś życiowego pivota i zająć się czymś zupełnie innym, wiem, że robota tu nie jest jeszcze skończona. Nie zajmuję się już prawie zupełnie tym, co robiłem na początku, ale jest jeszcze mnóstwo pracy. Ciągle mało osób kojarzy, że zajmujemy się produkcją hurtową (a to większa część przychodów), oraz, że robimy nie tylko koszulki (ech ta nazwa!). Ale już niedługo odpalamy porządną stronę hurtu. Czeka nas jeszcze zagranica, oraz sklep – jeden z pierwszych w Polsce na Magento 2. Do tego mnóstwo innych zajęć.

Tak więc patrzę sobie na te pół dekady, patrzę na to co udało się nam osiągnąć i myślę – kurde, chyba się udało :)