Jak regularni czytelnicy wiedzą, od mniej więcej dwóch miesięcy jestem na diecie. Nie jest to dieta spowodowana jakimś krytycznym stanem, czy dużą otyłością, raczej chęcią wzięcia się za siebie i udowodnienia, że (a może CZY?) da się zrzucić kilogramy bez specjalnych męczarni. Dietę prowadzi Filip Kowalczyk, całkiem rozsądnie i zdrowo myślący dietetyk i lekarz. To jednak całkiem inna sytuacja, gdy rozmawiasz z kimś, kto skończył zarówno medycynę, jak i żywienie, a inna gdy jest po prostu dietetykiem po kursie.  Filip już na starcie opowiedział mi o nietolerancjach pokarmowych i możliwości wykonania odpowiedniego testu. Z różnych powodów test wykonaliśmy dopiero teraz, ale zanim opowiem czego nie mogę jeść (emocje!), to jeszcze chwila o moich postępach.

Gdy spojrzymy na wagę, nie są one tak szokujące, jak u niektórych, a to dwóch powodów.

Po pierwsze założeniem była zbilansowana dieta redukcyjna, a nie jedna z „diet cudów“. Tu nie ma jakichś niesamowitych cudów jeśli chodzi o wagę, ale takie właśnie są założenia. Co ważne, monitorowane są też wszystkie inne czynniki – tkanka tłuszczowa, masa mięśni, a także wynikający z tego wszystkiego wiek metaboliczny. To oddziałuje na wyobraźnię najbardziej – zacząłem z wiekiem 51 lat (!), aż zszedłem do 38. Uff! Waga spadła z 75 do 71 kg, ale co ważniejsze regularnie zmniejsza mi się współczynnik WHR, współczynnik otłuszczenia, natomiast rośnie mi zawartość tkanki mięśniowej. To ważne, bo przy wielu kiepskich dietach mających super wyniki… maleją mięśnie. A ja tego na pewno bym nie chciał :)

Drugi powód jest prozaiczny. Pewnie dałoby się szybciej, ale ja od poczatku zakładałem, że nie chcę zbyt się męczyć. Dieta nie jest zbyt hardkorowa, a i ja pozwalam sobie na odstępstwa, bo taki mam styl życia, że daleko mi do ascety. Nie kręci mnie masochizm ;)

Tak czy inaczej, postanowiłem wykonać testy na nietolerancje pokarmowe, bo one mogą dużo powiedzieć o tym jaka dieta będzie dla mnie idealna. Nietolerancja to nie to samo co alergia, o alergii pewnie dowiedziałbym się sam, a nie mam żadnych silnych reakcji. Zresztą robiłem testy skórne i nic poza kotami nie wyszło. (Oczywiście nie chodzi o ich jedzenie :D).

Nietolerancja jest bardziej ukryta – zazwyczaj nie łzawimy, nie krztusimy się, nie mamy hardkorowych objawów skórnych, natomiast organizm produkuje przeciwciała. Może to powodować zmęczenie, puchnięcie, biegunki, problemy z infekcjami, zaburzenia koncentracji, snu i inne mało pożądane reakcje. To też ważne gdy dobiera się dietę, więc choć testy takie kosztują kilkaset zł, postanowiłem zainwestować w siebie :) Można je kupić i robić samemu, jednak zaufałem Filipowi, tym bardziej, że wykonuje je w ramach regularnych wizyt.

Test polega głównie na czekaniu. Pobiera się kropelkę krwi z palca, a następnie odpowiednio zalewa tajemniczymi płynami i rozprowadza po specjalnej płytce. Najgorsze było oczekiwanie na wynik – 20 minut w trakcie których modliłem się, żeby nie wyszło mięso. Choć… wiecie co? Okazało się, że mój organizm dawał mi już wcześniej różnego rodzaju znaki – no chyba, że byłby to aż taki zbieg okoliczności.

Mięso nie wyszło (uff), choć oczekiwanie w rytm soundtracku z Requiem dla Snu, który akurat się włączył, bardzo mnie zmęczyło. A więc jaki werdykt wydało jury?

Do wyboru są trzy stany. Pierwszy to brak nietolerancji, drugi to podwyższony poziom przeciwciał, trzeci – wysoki. A więc ciemnogranatowy kolor na jednej kropce to u mnie…

<werble>

JAJA! Tak, okazało się, że mam wysoką nietolerancję na jajka. Dlatego muszę – przynajmniej na razie, czyli przez okres kilku miesięcy, unikać spożywania jaj. Z jednej strony to trochę słabe, bo jajka w różnych postaciach cholernie lubiłem. Jajecznica, jajka sadzone, z pieczarkami, no cóż. Z drugiej bywało tak często, że po ich zjedzeniu miałem różnego rodzaju dolegliwości żołądkowe i nawet ileś razy zastanawiałem się czy coś nie jest na rzeczy. A jednak. Co więcej – odstawiam też makarony, panierki i wszelkiego rodzaju ciasta i naleśniki. Co zrobić. Choć w sumie i tak zbyt dużo ich nie jadłem :)

Oprócz tego z testu wyszło kilka innych nietolerancji średnich. Oznacza to, że powinienem generalnie zmniejszyć udział tych produktów w mojej diecie, ale niekoniecznie zupełnie odstawić. No tak, ich zupełne odstawienie byłoby mocno kłopotliwe. Bo na tej liście są u mnie:

– pszenica
– owies
– migdały
– orzech nerkowca
– rośliny strączkowe
– imbir
– ryż
oraz…. wait for it…
GLUTEN!

Tak, z testu wyszło mi, że jestem hipsterem. No dobra, półhipsterem. Nie jest mi z tym za dobrze, bo zmniejszenie ilości glutenu w diecie oznacza od cholery komplikacji. Całe szczęście że to tylko zmniejszenie, a nie rezygnacja! Mniej pizzy, makaronów, a nawet piwa! Życie. Ale teraz mogę spokojnie mówić, że nie jem glutenu z powodów zdrowotnych. No dobra, tak naprawdę mogę teraz naprawdę wkurw*ć się na wszystkich niejedzących glutenu ze względu na ich własne widzimisie.

TU POWAŻNE SPRAWY ZDROWOTNE SĄ A NIE JAKAŚ ZABAWA DO CHOLERY! No dobra, powaga, powaga.

Tak czy inaczej, od dziś zaczynam kolejny etap diety, tym razem z całkowitym wykluczeniem jajek oraz ograniczeniem pozostałych produktów. Ciekawy jestem co to może być, skoro raczej unikam pieczywa (szczególnie pszennego), sushi (ryż i imbir buuuuu), a nawet owsianki (po tej płakać nie będę). No i bez jaj…

A ja oczywiście polecam kontakt z Filipem, to jest Panem Doktorem Filipem, bo tak się umówiliśmy, że jeśli będą wyniki, to ja będę go polecał. A, że wyniki są, to nie pozostaje mi nic innego. Tym bardziej, że wiem iż część z Was już do niego chadza. I dobrze! :) W bonusie możecie spytać go o wszelkie mity żywieniowe, na które z chęcią udzieli wam wyczerpującej i zrozumiałej dla laika odpowiedzi – jedzenie zgodnie z grupą krwi, porami roku, kolorem włosów, kolorem ubrań, benzoensan sodu, glutaminian sodu, słodziki, rany, wymęczyłem go już chyba o wszystko.

Czekam niecierpliwie na to co będzie się działo ze mną po tej diecie. Oczywiście najlepiej gdybym nagle był wyspany, skupiony, zdrowy, piękny, młody, i mądry, ale bądźmy realistami. Piękny i mądry już jestem.

A na serio ciekawe jak to wpłynie na moje problemy z zatokami. Jestem po kilku operacjach, od ostatniej minęło już kilka miesięcy i mogę już napisać co o tym sądzę. Ale to, moi drodzy, w następnym odcinku! ;)

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: