Zaczęło się. Zaczyna się zawsze wtedy, gdy wchodzi jakaś nowość. Tak było z Fejsem, tak było ze Snapem. Teraz jest z Pokemon Go. Rzesze ludzi dissujących temat, wieszczących rychły koniec świata. Bo on przecież nie będzie taki sam, nie będzie normalny. Jak może być, skoro na ulice wychodzą tłumnie młodzi ludzie wpatrzeni w smartfony? Już nigdy nie wrócą boskie czasu turlania fajerki pogrzebaczem po podwórku… Już nigdy. Ludzkość wymrze, wpadnie do przepaści, pod samochód, przestanie się do siebie odzywać, przestanie uprawiać seks, w związku z czym po prostu wyginie w sposób naturalny.

A świstak siedzi…

Jesteś na za stary na granie!

Ech, mentalni starcy. Zawsze ich pełno, a to co w tym najbardziej ciekawe, to fakt, że często mają po dwadzieścia kilka lat. Ale pozwól, że najpierw opowiem pewną historię.

To było dawno temu. Bardzo dawno temu. Ja chodziłem do podstawówki, a po ziemi biegały dinozaury. Tata kupił komputer – nasz pierwszy komputer. Commodore 64. Tata szarpnął się nawet na stację dysków, w związku z czym gry wgrywały się naprawdę szybko. Jedna rzecz mnie tylko dziwiła – dlaczego czasami on też gra w gry? Gry są przecież tylko dla mnie. To chyba normalne. Tata jednak upatrzył sobie kilka gier. Szczególnie River Raid – był w nim mistrzem i nikt nie mógł mu dorównać. Pozwalałem mu na to, myśląc sobie – spokojnie, niech się stary człowiek cieszy, niech też ma coś od życia. Fajnie, że umie obsługiwać joystick, fajnie, że jeszcze sobie radzi.

Gdy dziś robię obliczenia, wychodzi mi, że Tata był wtedy w okolicach trzydziestki.

Grubo, nie? :)

Nie wiem, kiedy utarło się, że gry są dla dzieci. To pewnie moje pokolenie w którym gejmerów było stosunkowo mało, a także pokolenie naszych rodziców, wymyśliło sobie coś takiego. Choć oczywiście była to zawsze nieprawda – całkiem niedawno dorosłem do średniego wieku gracza, według różnych źródeł to od 35 do 38 lat. Zresztą wystarczy spojrzeć na większość tytułów – od wszelakich strzelanek w których krew tryska na lewo i prawo, przez gry których story dorównuje dobrym filmom – to nie są bynajmniej tytuły dla dzieci. Jedyne co świadczy na korzyść młodego pokolenia jako graczy, to czas, który mogą na to poświęcić – rzeczywiście za gnojka mamy go w nadmiarze. Nie oznacza to, że jako dorośli nie możemy grać. Wszystko zależy od stylu życia i podejścia do niego, a także od wielu innych czynników.

Problemem może być po prostu to, że nie jesteś gejmerem.

To zawsze było dość zerojedynkowe. Znałem mało osób będących gdzieś pomiędzy. Większość moich znajomych, od kiedy pamiętam – nieważne czy miałem lat 13 czy 33 – dzieliła się na dwie grupy. Większość, która nie grała, oraz tę część, z która byłą z grami na bieżąco. Do tej pory tak jest i gdy tylko okaże się, że mam do czynienia z graczem, mamy kilka godzin rozmów z głowy.

Czasy się zmieniają. Dziś w młodym pokoleniu ciężko trafić na nie-graczy. To oni są freakami. Dziś gry mamy w każdej komórce i nie są one czymś nadzwyczajnym. Kanały gamingowe z letsplayami cieszą się największą popularnością, a dzieciak, który nie wie co to Minecraft musi być prawdziwym hipsterem. Tak, po latach to nasz klan, klan gejmerów definitywnie zwyciężył.

To ma się we krwi. To coś na pograniczu sportowej rywalizacji, choć jednak to coś innego. Mnie nigdy rywalizacja w sporcie nie kręciła, natomiast wszelkiego rodzaju gry – czy komputerowe, czy planszowe, kostkowo-karciane, czy terenowe (które sam wymyślałem) uwielbiałem. I to raczej nigdy się nie zmieni.

A z każdym kolejnym rokiem, to non-gejmerzy stają się marginesem społeczeństwa. Ale to nie jest tak, że jest się za starym na granie.

A już na pewno za stary na Pokemony!

Za Pokemonami nigdy nie przepadałem. Gdy weszły do Polski miałem już jakieś 20 lat i raczej nie oglądałem kreskówek na Polsacie. Co więcej, “pokemonami” nazywaliśmy małe dzieciaki, którymi oczywiście z racji wieku nieco gardziliśmy. Ale gdy pojawiła się opcja zainstalowania tej gry, nawet nie zwlekałem. Grałem w Ingressa (poprzednika Pokemon Go, na bazie którego ta gra jest stworzona), grałem w inne gry geolokalizacyjne, przede wszystkim w Merchant Kingdom (tacy trochę Settlersi w prawdziwym świecie), musiałem więc spróbować połapać Pokemony. I choć nie zwariowałem (na razie) na ich punkcie, to wiem jedno – dlaczego do cholery miałbym być na to za stary? Dlaczego mam być za stary na bitwy stworów, a nie być na strzelanie się z karabinu czy bieganie po dachach?

Za moich czasów nie było potrzeba aplikacji żeby biegać po dworze!

Wspominki “starych dobrych czasów” są śmieszne kiedykolwiek się pojawiają. Oczywiście wszystko było wspaniałe, świat był wspaniały, a my byliśmy zajebiści. Jest sobie taki tekst krążący po sieci o tym jak to kiedyś było niesamowicie. Tekst widziałem już w różnych wersjach – jako “my, dorastający w latach 60”, a także 70, 80, 90, pewnie zaraz pojawi się jako “my dorastający w latach 00”. LOL. Oczywiście. To było dzieciństwo, a nie jakieś pierdu-pierdu!

Zapewniam Was, że teraz też nie potrzeba aplikacji do spędzania czasu na zewnątrz. A nawet jeśli ktokolwiek ich używa – co w tym złego? Moje pokolenie mogłoby zdissować tak twoje, jeśli urodziłeś się na przełomie lat 80 i 90. My nie mieliśmy internetu. A pokolenie moich rodziców nie miało telewizji za gnojka! To zaczyna przypominać skecz “Four Yorkshiremen” w którym czterech gości licytuje się, kto miał gorzej w dzieciństwie. No błagam.

“Good Old Times” pierwszych roczników gimnazjum to pierwsze konsole i Polonia 1. Dla mnie to już było późno i zupełnie nie czuję do tego sentymentu. Mój Tata pewnie wspomina wspaniałe dzieciństwo bez komputera, a ja za to boskie gry pikselowe. Babcia pamięta jak fajnie było bez telewizji. Moja ś.p. Prababcia była pewna, że całe zło świata bierze się z “dżinsów i bigbeatu”. I tak dalej. Tak, że te wszystkie “my w dzieciństwie to biegaliśmy po podwórku i strzelaliśmy z procy” to tylko taka tam nostalgia. Nikt nie powiedział, że to lepsze. Pewnie nasze dzieciaki będą opowiadały swoim, jak to wspaniale biegało się po prawdziwym świecie z komórką, a nie biegało po wirtualnych światach podpinanych do mózgu jak w Matrixie.

Oraz… najśmieszniejsze jest to, że przecież te wszystkie peany na temat outdoorowego stylu życia piszą ludzie przyklejeni do fejsa :)))

A w ogóle bieganie ze smartfonem… A biegacze nie potrzebują gry, aby biegać!

I tu kolejny element udowadniania sobie swojej zajebistości. Na serio bieganie po to, by grać w jakąś grę, jest o tyle gorsze / durniejsze / głupsze / bardziej kretyńskie od bycia wpatrzonym w Fejsbuka? Instagram? Swarma? Newsy? Cokolwiek? Dlaczego jest to gorsze od biegania z Endomondo i wrzucania swoich tras na fejsa?

Serio, ja na przykład kompletnie nie rozumiem tego – nie kręci mnie to, nie jara mnie to, uważam bieganie za jedną z nudniejszych rzeczy w życiu. Prawdę mówiąc nudne to moim zdaniem do wyrzygania. Ale czy muszę w związku z tym pisać to każdej osobie, która biega? Nie, pewnie ją to kręci.

Jest tyle ciekawszych rzeczy do roboty!

Pewnie tak. Na pewno tak. Pojawia się jednak pytanie – czy dla wszystkich? Mógłbym wymienić milion popularnych zajęć, które są dla mnie nudniejsze, jednak są dość popularne. Nienawidzę zbierać grzybów. Chodzić na ryby. Ale juz na pewno nudzi mnie oglądanie sportu w telewizji. Serio, oprócz nielicznych wyjątków i robienia tego dla towarzystwa, to dla mnie kompletna strata czasu. Oglądanie na szklanym ekranie gdy jakieś nieznane mi zupełnie osoby siłują się w tej, czy innej konkurencji – it’s so fuckin’ boring. Naprawdę.

Czy to złe, że ludzie zamiast siedzieć przyklejeni do kompów, wychodzą z domu? I nie chodzi mi wcale o graczy – w czym jesteście lepszy śledząc newsy, albo bzdurne treści z fejsa? Oglądając serial, albo głupi program w TV – na dupie, z browarem i czipsami? Czy chodzenie po osiedlu, by wykluć jajko w grze, jest o tyle głupsze od śledzenia kolejnego odcinka Mr. Robot, czy Wikingów? Od zdobycia badża w jakiejś Super-Duper-Fit-Aplikacji? Nie, to rozrywka. Rozrywka wymagająca ruchu.

Czy musisz?

Dlatego to co naprawdę trzeba zrobić, to zadać sobie jedno pytanie. Czy naprawdę musisz dissować to, co cię nie kręci? Czy umrzesz nie wyrażając swojej opinii? Czy potrafisz po prostu zostawić na boku ludzi, którzy poświęcają się czemuś, którzy czerpią z tego przyjemność?

Może tego nie rozumiesz. Trudno. Może po prostu nie lubisz grać w takie gry. A może w ogóle nie jesteś gejmerem? Bo to chyba jest kwestią kluczową. Pozwólcie pobiegać za pokemonami. To dla mnie czasem przyjemniejsze od czytania fejsa. Mniej stresu :)

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: