Ta historia wydarzyła się już rok temu, ale prawdę mówiąc dopiero na nią trafiłem. A, że urzekła mnie bardzo, postanowiłem przyjrzeć się jej i bliżej i ją opisać. Tym bardziej, że o szydzeniu i chamstwie w sieci pisałem całkiem niedawno. Temat naśmiewania się z ludzi w sieci jest tematem któremu ciągle nie poświęcamy odpowiednio dużo uwagi. Schowani za monitorami zachowujemy się zupełnie inaczej, wyłączają się nam ludzkie instynkty społeczne. Całe szczęście nie wszystkim i nie do końca.

Sean O’Brien to 46-letni brytyjski finansista pracujący w Los Angeles. Pewnego dnia został nagrany i wyszydzony podczas tańczenia przez grupę nastolatków. Chodziło oczywiście o jego sporą nadwagę. Jego zdjęcia pojawiły się w sieci z podpisem „W zeszłym tygodniu spotkaliśmy tego osobnika. Próbował tańczyć, przestał gdy zaczęliśmy się z niego śmiać”. Niewinny żarcik, co? Nie.

1

I wtedy do akcji wkroczyła Cassandra Fairbanks, szerzej nie znana kobieta, która postanowiła znaleźć tego człowieka, stworzyła nawet hashtag #finddancingman. I wtedy zaczęła się cholerna magia internetu <3 Tweety rozchodziły się jak szalone, zebrała się spora grupa osób, która chciała uczynić jedno. Po prostu odnaleźć tego człowieka i podnieść go na duchu. Czy to nie jest piękne?

Przekaz był prosty. Każdy może tańczyć. I nikt nie powinien się tego wstydzić. Nikt nie powinien czuć się gorzej i być wyszydzany. Dlatego są gotowi urządzić imprezę i zaprosić go na nią. A Sean? Wyobrażasz sobie jak to jest obudzić się i dowiedzieć się, że szukają cię całe internetsy? :)

BENG! Tu jestem :)

BENG! Tu jestem :)

I co dalej? Cóż. Teraz zaczyna się jeszcze silniejsza magia. Otóż na początku pojawia się deklaracja udziału w imprezie samego Pharella Williamsa!

Z nim impreza na pewno będzie HAPPY. Ale to jeszcze nic… Swoje darmowe usługi DJ-skie zaproponował…. sam MOBY!!! Przepraszam za tyle wykrzykników, ale jaram się tym straszliwie :)

A ciąg dalszy… ciąg dalszy jest historią. Impreza się odbyła. I podobno była świetna. Nie dziwię się :)

Fot. Reuters

Fot. Reuters

Ale takich happy endów nie ma pewnie zbyt dużo. A wiemy też, że wiele takich przypadków kończy się źle, albo nawet tragicznie. Depresjami, samobójstwami. Czasem niewinne wyszydzenie kogoś (czy wyszydzenie może być niewinne?) może trafić na kogoś na skraju załamania, osobę bardzo zakompleksioną. Osobę niestabilną emocjonalnie. Osobę cierpiącą na depresję.

Słowo może cholernie boleć, słowo może być bronią. Bardzo mocno rażącą bronią. Dziś tak często szydzimy, bo żyjemy w świecie „beki”. Toczymy bekę ze wszystkiego naokoło, często po to by udowodnić sobie, że jesteśmy lepsi. Modniejsi. Szczuplejsi. Lepiej wykształceni. Mniej „wieśniaccy”.

I powtórzę to jeszcze raz – tak, to charakterystyczne dla młodych ludzi, którzy uczą się świata i poszukują swojego systemu wartości. Akurat w TYM aspekcie warto dorosnąć. Jak najszybciej. W świecie szydery i beki jest mało głębokich i prawdziwych emocji.

Nie idź tą drogą. I reaguj.