Nadszedł wreszcie ten dzień. I nie, nie chodzi mi wcale o dzień w którym (wreszcie!) skończyłem tę grę. Po raz kolejny, bo za pierwszym razem nie podobało mi się zakończenie i musiałem wczytać save’a oddalonego o kilka godzin gry od końcówki. Chodzi mi bardziej o dzień, w którym mogę powiedzieć o jakiejś polskiej grze nie „całkiem spoko jak na polską grę” a raczej „jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza gra w jaką kiedykolwiek grałem”. Bez cienia zastanowienia, czy zwątpienia. Ta gra po prostu miażdży system – wciąga go nosem, przeżuwa i wypluwa. Pod tak wieloma względami. W tyle został mój ukochany Assassin’s Creed, czy kręcące mnie tak bardzo produkcje jak Red Dead Redemption. Klimatycznie jest w stanie nawet pobić liniówki takie jak Uncharted, czy Last of Us. Jedyny konkurentem jest dla mnie GTA 5, w której to grze zakochałem się równie bezgranicznie. Tak, Wiedźmin 3 to chyba najlepszy polski towar eksportowy w historii. Ale, żeby było konstruktywnie, postanowiłem wypisać garść konkretów. I kilka wad – szukałem ich naprawdę na siłę :)

Co jest zajebiste?

Fabuła

Fabuła w grze to naprawdę rzecz ważna, bo to ona oczywiście tworzy klimat. Szczególnie w sandboxie, który jest mniej filmowy od gier linowych. Często jest wykręcona i dziwna, albo sztuczna i „na siłę”. Tutaj fabuła bazująca na genialnym Sapkowskim musi być niesamowita. I taka jest. To rzeczywiście historia w której się nie gubisz, a która cię wciąga. W AC niektóre wątki były dziwne, tutaj wszystko jest dość jasne i klarowne. A smaczki z kobietami… a dobra, to zostawię na później :)

Kobiety

No właśnie, kobiety! Te dopieszczone są tu w najmniejszych detalach. Ok, ok, pozwólcie mi trochę pobyć stereotypowym seksistowskim graczem, ale czekaliśmy na to tyle lat. Kształty kobiet i wszelkie ich ruchy są dopracowane w każdym detalu. Czarodziejki nie są paskudnymi, pryszczatymi potworami ani aseksualnymi powtarzaczkami zaklęć, tylko seksbombami. Tak, me gusta. Bardzo.

No i kurcze, cała możliwość lawirowania między Yennefer i Triss. Piękno. Możliwość odbywania misji ze swoją ex. Czy to nie piękne? :D

Ironia i sarkazm

Tym bardziej, że… no właśnie. Ta gra pełna jest ironii i sarkazmu, czy cynizmu. Wypełniona jest różnego rodzaju przytykami głównych bohaterów, czy wielopoziomowymi dowcipami. Kiedy odpaliłem dla odmiany inną grę, teksty bohaterów wydały mi się nagle tak prostackie jak w bajkach dla dzieci. Tu co chwile ktoś komuś dogryza i to w inteligentny sposób.

Dialogi i język polski

Chociaż ogólnie trzeba powiedzieć, że dialogi są po prostu mistrzowskie. Szczególnie, że to pierwsza gra w której nie ma sensu zmieniać języka na angielski. To wszystko stworzone jest dla naszego języka – od sypiącego kurwami Barona, przez docinki krasnoludów aż po wyszukany język Jaskra. Do tego dubbing. WRESZCIE! Wreszcie bohaterowie nie brzmią (poza pojedynczymi wyjątkami) jak wyjęci z bajek dla dzieci. Bo ten przerysowany, teatralny ton denerwuje mnie w dubbingowanych grach (i filmach) najbardziej

Grypsy i easter eggs

No właśnie, w grze ukrytych jest milion różnego rodzaju grypsów, dowcipów i odniesień. Takich jak „żyjemy w materialnym świecie, a ja jestem materialistką”. Czy Tyriona Lannistera leżącego w jednej z podniebnych celi. Czy „bring out the gimp” czyli oczywiście Pulp Fiction. Albo łucznik, który zawsze strzela w kolano (oczywiście Skyrim). Są odniesienia do Django, Fight Club, Kill Bill, Snatch, Gwiezdnych Wojen czy oczywiście Monty Pythona (krwiożerczy królik, czy „twoja matka była chomikiem a twój ojciec śmierdział skisłymi jagodami”). Miodzio!

Potwory

Walka z potworami jest wyzwaniem. Szczególnie, że możesz wybrać poziomy trudności. Ok, nie było az takiego WOW jak przy pierwszym smoku zobaczonym w Skyrimie, ale na początku walka z niedźwiedziem powoduje, że naprawdę się boisz. I kombinujesz na różne sposoby. Potwory są świetnie dopracowane, a szczególnie walka z latającymi jest cholernie ciekawa.

Crafting i alchemia

Craftng wreszcie jest wyzwaniem. Prawdziwym. Gdy na końcu gry kułem mistrzowską zbroję Niedźwiedzia, musiałem na kartce rozrysować sobie całe drzewko tworzenia poszczególnych materiałów. Zbierałem kasę, kupowałem, kombinowałem, kułem, rozbierałem przedmioty. Nie pamiętam tak rozbudowanego systemu prawdę mówiąc. Osobno kowale wykuwający broń, osobno płatnerze. Na różnych poziomach.

Do tego alchemia. I genialne rozwiązanie – brak konieczności tworzenia potionów od nowa – raz wykonane uzupełniają się o ile masz alkohol. Fajny pomysł na polepszenie grywalności. Ocipiałbym gdybym musiał je robić ciągle od nowa. A tak rzeczywiście jest to bardzo wygodne, choć wymaga kombinowania aby zdobyć dany przedmiot.

 

Rozmiar mapy

O tym pisali już chyba wszyscy, ale tak, robi to MEGA wrażenie. Mapa jest olbrzymia. Ja mam jeszcze od cholery znaków zapytania do odkrycia i ileś misji pobocznych do zrobienia. Rozmiar poraża, ta gra jest masywna pod tym względem. Starczy mi jeszcze na dłuuugie wieczory.

Miasto

Porządne miasto jest właściwie tylko jedno – Novigrad. Reszta to wioski i miasteczka. Ale Novigrad jest tak rozbudowanym miastem, że wszystkie asasyńskie metropolie mogą się chować. Tym bardziej, że nie jest on zbudowany na jedno kopyto, a bohater nie może skakać przez dachy jak Ezio Auditore. Kilka razy naprawdę zabłądziłem, poruszanie się tam nie jest wcale proste. Mosty, wiadukty, różnie poziomów, alejki i płoty. Porty, krużganki – wow. W samym mieście można spędzić mnóstwo czasu.

Ale… żeby nie było, że tylko się zachwycam. Kilka wad.

Powtarzalność twarzy

To chyba drażniło mnie najbardziej. W tak dużej produkcji mamy naprawdę na tyle mało wygenerowanych twarzy, że powtarzają się one, nawet wśród bohaterów w misjach. A co dopiero wśród różnych NPC-ów. To jest słabe. Wszystkie dzieciaki wyglądają tak samo, jest kilka typów starców itp. Można było chyba w to doinwestować :(

Kolizje

Kolizje są o niebo gorsze od innych gier tego typu, choć trzeba przyznać, że patche to poprawiły. Mimo wszystko o wiele częściej zdarzało mi się utknąć przy jakimś pieńku, daszku, czy innym dziwnym miejscu. Trzeba oczywiście winić engine, ale momentami straszliwie to wnerwiało.

Abstrakcyjne levele

Ja wiem, że grywalność, ja wiem, że progresja leveli, ale to chyba najsztuczniejsza rzecz w grze. Najpierw niedźwiedź na 3 poziomie, potem groźni zbóje na 6, potem zwykłe rzezimieszki na 25. I jakieś dzikie zwierze na 28. I tak dalej. Poziomy mają mało wspólnego z tym kim realnie jest dana postać, ale trudno – to wszystko w celu wybalansowania gry jak mniemam.

Cipkowatość Geralta

I na koniec – może rozpuściłem się po Assassinie, ale gość który napierdziela się z duchami i groźnymi smokami, traci pół paska energii przy skoku z dwóch metrów. Nie mówiąc o wchodzeniu na pochyłości. Trochę to mało spójne. Rozumiem, że nie każdy musi biegać po dachach jak Asasin, ale mimo wszystko trochę to śmieszne.

***

No nic. Jak już napisałem ta gra jest jak polski Skyrim na sterydach. Wciągnęła mnie na dobre 3 miesiące i wciągnie pewnie jeszcze nie raz, tym bardziej że idzie dodatek. Psia krew i zaraza! Ile można? :)