Nie zastanawiałem się długo, czy jechać na Festiwal Whisky w Jastrzębiej Góry. Gdy dostałem zaproszenie, upewniłem się jeszcze czy jedzie tam odpowiednia ekipa i oczywiście zgodziłem się. Końcówka lata w towarzystwie Michała Kędziory, czyli Mr. Vintage, Romana Zaczkiewicza, czyli Szarmanta, Janka Favre, czyli Stayfly i Łukasz Podlińskiego z Podlinski.net oraz morze dobrego whisky – czego chcieć więcej? Tym bardziej, że zostałem wybrany na blogowego ambasadora bardzo fajnego trunku o którym opowiem za chwilę.

Doborowa ekipa (fot. Mr Vintage)

Doborowa ekipa (fot. Mr Vintage)

Pisałem kilka razy o whisky, zresztą wiecie pewnie, że lubię je prawie tak samo jak burgery. Przekonałem się do niego stosunkowo niedawno, bo jakieś 5 lat temu, doskonale zapełnił mi on lukę po wódce, której po prostu (za wyjątkiem niektórych cocktaili) po prostu nie lubię. Zacząłem od whisky z colą (nie ma w tym nic złego, jeśli ci smakuje!) i zacząłem bardziej rozwijać się w tym kierunku i osiągać kolejne stopnie wtajemniczenia. A jest co poznawać!

Co to jest Festiwal Whisky?

Jak wygląda taki festiwal? Ten zorganizowany był na terenie obok Domu Whisky. Jastrzębią znam – jeżdżę co roku do Karwii, a Jastrzębie Góra leży dosłownie obok. W tym nadmorskim kurorcie zawsze jest pełno ludzi, choć pod koniec sierpnia już nieco mniej. Pogoda jednak wyraźnie nam sprzyjała – była o niebo lepsza niż w lipcu.

Festiwal Whisky to teren składający się ze stoisk poszczególnych brandów tego szlachetnego trunku. Wejście kosztuje 100 zł – za taki bilet możesz wejść na teren, uczyć się i oczywiście kosztować! Nie wszystkiego, co droższe (zazwyczaj starsze) trunki wymagają dodatkowego dokupienia specjalnych żetonów. Jednak zazwyczaj taki bilet powinien spokojnie starczyć ci na cały dzień. O ile taki dzień przetrwasz :) Ale nie sprowadzajmy wszystkiego do upicia się – whisky to przede wszystkim sztuka smakowania. Ale powiedzmy najpierw o samym whisky.

Jedno z zadań - rozpoznać Bourbona, z pomocą którego został przyrządzony ten oto stek. Mógłbym tak rozpoznawać godzinami... :D

Jedno z zadań – rozpoznać Bourbona, z pomocą którego został przyrządzony ten oto stek. Mógłbym tak rozpoznawać godzinami… :D

Co to jest whisky?

W sumie muszę napisać na ten temat osobną notkę, ale pokrótce – whisky to zbożowy destylat, który leżakuje w dębowej beczce. Ma on dzięki temu charakterystyczny smak, który co prawda nie wszystkim smakuje – ale… przecież nie musi :) Szeroko rozumianą whisky z grubsza dzielimy na 3 rodzaje:

  • Scotch – czyli whisky produkowana w Szkocji i tylko w Szkocji. Dzieli się na single malt, czyli whisky jęczmienną oraz blend, czyli mieszankę
    kilku rodzajów whisky jęczmiennej i zbożowej,
  • Whiskey – irlandzką wersję, która z zasady jest delikatniejsza w smaku
  • Bourbon – wariant pochodzący z Kentucky, bazujący na kukurydzy, przez co jest o wiele słodszy w smaku.
Ja na stoisku irlandzkiej whiskey Tullamore Dew - za chwilę będę lał wode z kapelusza do szklanki

Ja na stoisku irlandzkiej whiskey Tullamore Dew – za chwilę będę lał wode z kapelusza do szklanki

I tyle wiedzy totalnie podstawowej. Nasza grupa zajmowała się najbardziej popularnym Grant’s, single maltem Glenfiddich, bardziej wysublimowanym single maltem Balvenie, irlandzką whiskey Tullamore Dew, bourbonem Wild Turkey, oraz Monkey Shoulder, o którym to opowiem nieco więcej.

Co to jest Monkey Shoulder?

Monkey Shoulder (czyli małpi bark) to nazwa pewnej dysfunkcji barku, której nabawiały się osoby słodujące jęczmień. Podczas słodowania namoczony wcześniej jęczmień jest przerzucany specjalnymi łopatami, tak by równo wysychał i nie zgnił. Kiedyś długie zmiany i ręczne przerzucanie słodu sprawiało, że ramiona lekko zwisały przypominając małpie ramiona.

Na ich cześć nazwano ten trunek właśnie tak. Dziś warunki są lepsze i nikt nie zwiesza rąk jak małpa po pracy, ale nazwa pozostała. Te trzy małpki widniejące na etykiecie (symbolizujące swoją drogą trzy destylarnie) to jednocześnie symbol pewnego zakręcenia i imprezowości tej marki.

I teraz anegdotka. Postanowiłem na festiwal whisky ubrać się jak człowiek, więc schowałem tshirty i czapkę z daszkiem, a założyłem kaszkiet i koszulę. Po czym poznałem ambasadora Monkey Shoulder, który wygląda... no właśnie tak. I weź się mu tłumacz, że ty tylko tak wyjątkowo...

I teraz anegdotka. Postanowiłem na festiwal whisky ubrać się jak człowiek, więc schowałem tshirty i czapkę z daszkiem, a założyłem kaszkiet i koszulę. Po czym poznałem ambasadora Monkey Shoulder, który wygląda… no właśnie tak. I weź się mu tłumacz, że ty tylko tak wyjątkowo…

Bo whisky kojarzy nam się przede wszystkim z gentlemanami w średnim wieku palącymi cygara, prawda? Nic bardziej mylnego! Przecież whisky to po prostu alkohol. Możemy go pić tak jak tylko chcemy! Tak, aby nam smakował. Zapomnijcie więc o wszystkich „świętych zasadach“. Że nigdy z colą, że nawet lód nie za bardzo, bla bla. Przecież alkohol pijemy tak, aby nam smakowało! Jeśli scotch smakuje ci z colą – pij go z colą. Albo z wodą kokosową – wiecie, że to najpopularniejszy „mikser“ łiskacza?

I to mówi właśnie ta marka. Monkey Shoulder to dość delikatne whisky, które nie jest ani single maltem, ani blendem składającym się z kilkunastu składowych. To tak zwany blended malt, czyli whisky skłądające się z 3 single maltów, w dodatku słodowych. Leżakujących w beczkach po bourbonie. Dzięki temu to naprawdę bardzo delikatna whisky, zwana również „gateway whisky“ czyli pierwszym whisky który powinno się pić wkraczając do tego świata. Odpowiednik wina półwytrawnego dla tych, dla których wino wytrawne jest zbyt mocne. Nie ma w nim ostrych finiszy, czy dymnych nut.

Jak pić Monkey Shoulder?

Ja piję je samo, z lodem. Nie dodaję raczej wody jak w przypadku wielu whisky (tak, dodaje się wody żeby złagodzić smak i wyczuć wszystkie nuty), choć… jeśli będzie ci lepiej smakowało, to zrób to!

A jeśli chcesz wypić drinka (czy jak to się powinno mówić koktajl) to dlaczego nie? Dlaczego nie możemy mieszać tego alkoholu by uzyskać inne smaki? Przecież król koktajli, Old Fashioned, jeden z bardziej znanych koktajli na świecie, bazuje właśnie na whisky! A tu kilka innych przepisów.

Old Fashioned – whisky, gorzki syrop (np Angostura), syrop cukrowy i skórka pomarańczowa
Artist’s Special – whisky, syrop porzeczkowy, sok z cytryny, sherry i woda gazowana
Apes and Apples – whisky, gazowany napój jabłkowy, liście mięty
I wreszcie coś na nadchodzącą zimę:
Hot Toddy – Whisky, miód, gorąca woda.
(wszystkie przepisy znajdziesz na http://monkeyshoulder.com/recipes)

 

O tu właśnie jedne z pysznych koktaili, których mogliśmy się napić - oczywiście na bazie Monkey Shoulder!

O tu właśnie jedne z pysznych koktaili, których mogliśmy się napić – oczywiście na bazie Monkey Shoulder!

Pij tak jak lubisz, choć oczywiście pij odpowiedzialnie. Ja polubiłem Monkey Shoulder bo to whisky pasujące do mnie – niekoniecznie kojarzące się z dżentelmenem w koszuli (choć kupiłem specjalnie koszulę na festiwal, ha!), ale lekkie, imprezowe. Cena co poniektórym z was może wydawać się nie do końca ceną „wejściową“ ale uwierzcie mi – w przypadku whisky jest ona ważna i nie ma co schodzić zbyt nisko, bo się zrazicie. Najtańsze „whisky“ (cudzysłów specjalnie) które piłem, czyli hotelowy all-inclusive, nawet wymieszane z colą czy spritem nadawało się tylko do wyplucia.

I smakuj. To nie wódka, którą opróżnia się na czas.

Slàinte [slancia!] czyli na zdrowie!

"Dwóch kolegów postanowiło zupełnie spontanicznie napić się dobrej whisky nad brzegiem morza" - 2015

“Dwóch kolegów postanowiło zupełnie spontanicznie napić się dobrej whisky nad brzegiem morza” – 2015

Notka powstała w wyniku zaproszenia na Festiwal Whisky.