Snapchat. Narzędzie, które zelektryzowało sieć, a raczej jej młodszą część oraz tę część, która dla młodszych tworzy. Wystarczy wejść na dowolny profil youtubera, czy blogerek/instagramerek modowych tworzących dla ludzi w wieku 15-25, by zobaczyć linki do Snapa. Nie, to nie jest hype. Nie, to nie jest kolejna krótkotrwała moda. To też nie jest narzędzie niszowe takie jak Pinterest, czy Google+. To rzeczywiście poważna platforma z którą trzeba się liczyć. Nie jest to jednak także „zabójca Facebooka“, czyli coś na co niektórzy tak bardzo czekają. Ale po kolei.

Co to jest Snapchat?

Wiele osób zapytanych o Snapchata odpowie „ach, to jest ta apka, którą nastolatki wysyłają sobie zdjęcia gołych cycków?“. To oczywiście nie tak, choć jest coś na rzeczy (ciągle nie dostałem jeszcze żadnego zdjęcia cycków na Snapa :( )

Rzeczywiście Snapchat zbudował rozpoznawalność jako narzędzie do komunikacji między dwoma osobami, które nie przechowuje historii, a wszelkie treści (tekst, zdjęcie, film) można obejrzeć tylko raz, po czym znika. Idealne dla osób, które żyją intensywnie i nie chcą po sobie pozostawiać śladów, prawda? :)

Snap rzeczywiście zaczął działać w ten sposób, choć od tego czasu nieco ewoluował. Obecnie oprócz wysyłania sobie wiadomości, możemy wrzucaćje do swojego „Story“, czyli krótko mówiąc odpowiednika facebookowego, czy twitterowego feeda. Każde zdjęcie, czy film wrzucony do feeda widoczny jest dla wszystkich (lub znajomych). W ten sposób tworzymy swoją dzienną historię – dzienną, bo widoczna jest przez 24h. Na Facebooku wiele treści to teksty i linki, albo inne udostępnienia, tutaj tworzysz treści za pomocą swojej kamery, dodając opisy, czy ręcznie rysowane obrazki, wyglądające jak w Paincie :)

Pamiętaj o potrzebach, które zaspokaja

„A komu to poczebne?“ chciałoby się zapytać parafrazując jedną z dwóch pań od marihunaen. Ano potrzebne. Patrzę na liczby i myślę sobie, że rzeczywiście coś takiego było potrzebne.Ale nie traktujmy tego jako zabójce fejsa, z co najmniej kilku powodów.

Po pierwsze Snap jest dla młodych, fejs nigdy dla nich nie był. Facebook był stworzony przez studentów, dla studentów. Są na nim studenci, ale są także osoby starsze. To wielka platforma na której wrzucamy treści i dyskutujemy. Wspólnie. To media społecznościowe podążające ścieżką, które zapoczątkowały fora dyskusyjne – konkretna grupa ludzi dyskutuje na pewien narzucony temat. Albo temat prywatny (zdjęcie córki), albo publiczny (link do artykułu).

Jeśli miałbym napisac co zastępuje niektórym Snapchat, to nie byłby to Facebook jako taki, byłby to raczej messenger i SMS-y, czy MMS-y. Snap nie ma komentarzy, nie ma nawet lajków (ale o tym za chwilkę). Jest trochę jak telewizja – wrzucamy konkretną treść i tyle, możemy najwyżej sprawdzić kto ją obejrzał.

Nie mam na to żadnych badań, ale mam wrażenie, że o ile my – ludzie w wieku dwudziestu kilku, czy trzydziestu kilku lat, mamy potrzebę dyskusji online, siedzimy w pracy i gadamy, kłócimy się, chwalimy i nawiązujemy kontakty, o tyle nastolatki kompletnie nie chcą tego robić. Nie sprzeczają się na tematy światopoglądowe, dyskutują ze sobą w szkole. Chcą czegoś innego.

Czy my mamy potrzebę wrzucania swojego życia kawałek po kawałku? Może troszkę, ale na pewno nie tak bardzo jak licealiści, czy studenci. Co wrzucimy? Zakupy w Lidlu? Zmianę pieluchy? Drogę do pracy? Może tak, ale nie będzie to az tak ekscytujące.

Młodzi potrzebują czegoś innego. Budują swój image.

Demografia, głupcze!

No właśnie. Snap jest dla młodych (to znaczy dla BARDZO młodych, młodzi to jesteśmy my :P) i tak moim zdaniem pozostanie, chyba, że bardzo się zmieni. Nie mówię tu o twórcach (o nich będzie ostatni punkt) mówię o zwykłych ludziach. Czy dorośli potrzebują znikających po 24h wideowiadomości? Chyba nie za bardzo. Bo po co? Może wtedy, gdy zdradzają żonę lub męża ;) Czy potrzebują tworzyć swój wideodzień dla znajomych? Raczej nie. Wolimy pogadać na jakiś konkretny temat niż oglądać co zdarzyło się naszym znajomym. Także dlatego, że… brakuje nam czasu. Czegoś, co młodzież ma w nadmiarze. Nie wiem kiedy miałbym czas obejrzeć kilka godzin życia moich znajomych :)

Snap jest więc dla młodych i moim zdaniem dla nich pozostanie.To nie kwestia pokolenia i jego starzenia się, to kwestia pewnego etapu w życiu.

Welcome to my Snap

Założyłem konto i nawet co jakiś czas publikuję treści. Ale do końca nie wiem co tam wrzucać. Nie jestem gwiazdą, jestem blogerem tworzącym treści. Mój image nie jest obiektem zachwytu moich fanów, jak ma to miejsc w przypadku twórców młodzieżowych (o tym kroi się kolejna notka). Czasem coś zapodam, ale prawdę mówiąc nie sprawia mi to zbytniej przyjemności. Tak, jest kilka osób tworzących rzeczy, które chciałbym oglądać (Np Arlena Witt, czyli Wittamina, która wrzuca tam fajne filmiki, ale… wolę ją oglądać na Vine. Snap to zazwyczaj nie miejsca na treści, to miejsce na JA, JA, JA. Jest też Crazy Nauka, gdzie Piotrek Stanisławski przekazuje sporo fajnych treści popularno-naukowych, ale to nie te kanały będą najpopularniejsze. Najpopularniejsze sa kanały gwiazd. I to jest chyba tu najważniejsze.

Gwiazdy na Snapie

Jak już zapowiedziałem wcześniej, szykuję się od pewnego czasu do notki o demografii w sieci. My, osoby 25-45, w sieci szukamy TREŚCI. Konkretnych treści. Nastolatki i osoby nieco starsze są na etapie szukania gwiazd i idoli. To całkiem normalne w tym wieku – my mieliśmy plakaty z BRAVO. I to właśnie życie swoich gwiazd podglądają na Snapie.

Youtube jest platformą dość ustrukturalizowaną, nie pozwalają na zbytnią dowolność i frywolność. Są formaty, są odcinki, jest tematyka. Snap jest uzupełnieniem – tu nie ma scenariusza, nie ma tematyki, jest pełen spontan, jest kilka sekund. Młodzieżowi twórcy wrzucają swoje skrawki życia – czy to imprezy, czy festiwale, czy nawet zwykłą codzienność i to jest spijane przez ich fanów.

Co z interakcją?

Na koniec jedna dywagacja. Snap nie ma lajków. Nie ma żadnej formy wyrażenia aprobaty. I jest to zupełna nowość. Fejs ma lajki, G+ ma +1, Twitter gwiazdki, Instagram i Periscope mają serduszka. Praktycznie każda platforma ma możliwość skomentowania lub pokazania „okejki“. Tu tego nie ma.

Mnie to boli. Serio. Komentarze to dla mnie – osoby wychowanej na IRC i Usenecie, to, co zamieniło zwykłą bezosobową sieć w miejsce SOCIAL. W imprezę. To właśnie na imprezie ktoś zarzuca temat, a inni gadają. Snapchat jest trochę jak telewizja (widzimy ile osób obejrzało, nie wiemy ilu się spodobało), a także jak rozmowa face to face, a nie impreza – można czatować ze sobą, ale nie jest to rozmowa grupowa, więc nie jest to social w takim rozumieniu do jakiego się przyzwyczailiśmy.

Podsumowanie

Mamy więc zupełnie nową platformę, której nie należy bagatelizować. Specyficzną, różniącą się od tego co do tej pory znaliśmy. Mocno peer-2-peerową, bez historii, której nie potrzebuje młodzież. Mocno, mocno młodzieżową. Stawiającą na krótkie treści, przede wszystkim video. Mocno naturalistyczną. Będącą uzupełnieniem bardzo popularnego (kultowego wręcz) dla młodzieży Youtube’a. Platformę, która jet bardzo poważną siłą.

Ale ciąglę nie widzę jej zastosowania wśród dorosłych – a mówiąc „dorośli“ mam na myśli osoby w okolicy 30 lat i starsze, dziś termin „młodzież“ dość mocno się rozciągnął. A więc młodzi mają coś dla siebie. Facebook jest jednak nadal nie zagrożony. Nie podniecajmy się zbyt. Jak już kiedyś pisałem, nadal to nei nastolatki rządzą światem ;)

A na mojego Snapa zapraszam. Może jednak czymś was zainteresuję. Najgorsze jest to, że nawet jeśli… to nie będę o tym wiedział. Bo nie będziecie mieli mi jak o tym powiedzieć :D

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: