Zaczęło się dość normalnie. Ot – jedna z dziesiątek historii, które czasami wrzucam na fejsa. Zazwyczaj też dostają sporo lajków – może 100, może 200. Gdy dojdzie to do 300 to jest to jak na mnie całkiem dobry wynik. Tym razem było inaczej już od samego początku. 300 pojawiło się całkiem szybko, potem 500, potem tysiąc, dwa… aż doszło do ponad 22 tysięcy. Czegoś takiego jeszcze nie miałem. Ale po kolei.

To był impuls, jak to często u mnie bywa. Przeczytałem notkę o Apple Watchu, po raz kolejny zacząłem się zastanawiać, czy jest sens go kupować, po czym zobaczyłem u kogoś zdjęcie starego zegarka z melodyjkami. Postanowiłem, że sprawdzę ile kosztuje. Wszedłem na Allegro, wpisałem i… znalazłem taki za 85 zł. To śmieszna kwota jak na zegarek, więc kupiłem go, zapłaciłem i siadłem do pracy. A później – no właśnie, tak jak w tym statusie:

 

Telefon dzwoni. Po głosie od razu słyszę, że starszy mężczyzna – mówi wyraźnie, głośno, nienagannie.
– Dzień dobry, mówi…

Posted by Michał Górecki on Tuesday, June 30, 2015

Dwadzieścia dwa tysiące. Wow. Do tej pory udało mi się chyba raz przebić tysiąc. Dlaczego więc tak się stało i jakie mam jeszcze przemyślenia?

1. Algorytm znany wcześniej jako Edgerank

Jak pewnie wiecie Facebook ma specjalny algorytm, który w zależności od kilku czynników pokazuje twojego posta większej lub mniejszej ilości osób. Ja mam ponad 5 tysięcy osób, które mnie obserwują i 1720 znajomych. Nie ma szans, by choć połowa zobaczyła mój post – ja też nie widzę większości moich znajomych, czasem wcale. Ważne jest jak często wchodzę z postami danych osób w interakcję, ale też bardzo ważne jest jak dużo lajków post dostanie w ciągu pierwszych minut. Wtedy zobaczy go więcej osób, więcej go polajkuje, więcej go zobaczy… I tak to się nakręca. Ten post dostał multum lajków w ciągu pierwszych minut. I to moim zdaniem w dużej mierze zaważyło.

2. Emocje i retrocontent

Nie bez znaczenia był też sam post. Po pierwsze jest w nim “retrocontent”, czyli docenianie tego co było. Trochę to zawsze idealizujemy trochę tęsknimy. Po drugie pisałem o dziadku, trochę jak o swoim dziadku. To widocznie chwyciło. Choć znacie mnie pewnie – ja nie cyzeluję swoich postów pod kątem jakiejś ich skuteczności. Piszę to co myślę.

3. Embed gazety

Kumple z gazeta.pl zaproponowali przerobienie tego na krótki artykuł. Nie dają mi one nic (nawet gdy gdzieś wspomniane jest Koszulkowo.com, a tym razem nie było, to nie ma z tego wielu klików, a już na pewno konwersji), ale się zgodziłem – wychodzę z założenia, że moje publiczne teksty w internecie można cytować i się do nich odnosić (bo to zresztą jest prawnie dozwolone), więc nie będę oponował, gdy ktoś grzecznościowo pyta. Czy to dużo dało? Nie wiem na ile to kwestia lajkowania na gazecie, a na ile samych szerów o których zaraz. Ale na pewno przyczyniło się.

4. Poszło w Polskę

My często nie doceniamy siły zwykłych ludzi. Babramy się w tym swoim wielkomiejskim sosie, gdzie jeden hipster z drugim zastanawia się, czy zalajkowanie tego czy tamtego nie zrujnuje mu jego offowego wizerunku. Tymaczasem post podłapała “normalna” Polska. Grażyny, Krystyny i Seby. Widać to po profilówkach, po komentarzach, po reakcjach. Nie chcę brzmieć zbyt protekcjonalnie, ale trochę muszę, bo wiem nawet po moim biznesie, że to jest siła Polski, tam kryją się duże liczby. Obecnie udostępnień postu jest prawie 500. A przy długim tekście trzeba przeklikać się do oryginału. Przy krótkim tekście, czy obrazku ludzie lajkują szera. Przy linku też (nie ma wtedy oryginalnego obiektu). Tutaj całe te tysięczne masy lajkowały oryginalny post.

5. Na pewno było w tym sporo szczęścia

Tu jest pierdyliard czynników. Może godzinę później by tak nie “siadło”? Kto wie. Nigdy się tego nie dowiemy.

6. Nie jestem dobrym biznesmenem

Podczas pisania tego statusu miałem myśl – a może opublikowac to na fanpage bloga? Albo na blogu? I może rzeczywiście lepiej gdybym to tak zrobił, przynajmniej podbiłoby mi statystyki ;) A gdy zobaczyłem 20K pomyślałem sobie, że może mógłbym zrobić na tym jakąś kasę? Podmienić tekst na reklamę Koszulkowo.com? Albo Clouto?

No nie, nie potrafię. Nie potrafię być takim kutasem, choć prawdę mówiąc nie byłoby to jakoś bardzo straszne, ale dla mnie jednak nieetyczne. Może nie mam 70 lat jak ten człowiek, ale mimo wszystko nie potrafię robić takich rzeczy, mam jakieś zasady. Dlatego otaczam się biznesowo ludźmi, którzy znają się na biznesach. Ja raczej na robieniu szumu i relacjach międzyludzkich :)

7. Komu porzebny fejm?

Kiedyś, gdy chłopaki z Agory pytali, czy mogą mnie podlinkować, jarałem się jak flota Stannisa. A później moja ekscytacja malała. Nie lubię zbytnio, gdy moje teksty pojawiają się w miejscach dostępnych przez masy. Na blogu mam swoich czytelników, także osoby, które trafiają przypadkowo, ale zazwyczaj jest w miarę kulturalnie. To samo z Facebookiem. Znajomi, znajomi znajomych, subskrybenci. Ma to jakiś sens. Nie przepadam za miejscami w których jest masa ludzi, więcej o tym w następnym punkcie.

Zastanawiałem się także, czy pomogę lub zaszkodzę temu panu od którego kupiłem zegarek. Tacy ludzie mogę nie do końca być przygotowani na nagłe zwiększenie się zainteresowania nimi. Czy to coś im da? Mediom na pewno – mają temat. Media żyją tematami. Wciągają, bawią się, wypluwają. Ktoś pamięta o Joli Rutowicz? Nie mówiąc już o jakichś gwiazdach Big Brothera? Raczej nie. Całe szczęście w tym wypadku podłączyłem link do aukcji i z tego co wiem, pan miał tysiące wyświetleń tejże, a ceny jego radzieckich zegarków poszybowały w górę. Super!

Jedyna rzecz, która potrzebują jak największego fejmu to moje biznesy – na pewno będzie mi lepiej gdy o Koszulkowo i Clouto będzie głośno, będzie więcej klientów, czy więcej rejestracji. Ale zazwyczaj to moje teksty są repostowane, a nie link do któregoż z biznesów.

8. W internecie Na świecie jest pełno pieprzniętych ludzi

No właśnie. Pamiętam mój dość pozytywny tekst o byciu szczęśliwym człowiekiem. W komentarzach było mnóstwo pozytywów, ale oczywiście nie tylko. Dowiedziałem się, że na pewno mój ojciec był w SB (przemycał świniaka przez rogatki w stanie wojennym, żebyśmy mieli co jeść, wy tępe dzidy!), a także wiele innych spraw. Nie zaglądam już nawet do komentarzy, bo wiem, że można napisać o dowolnej rzeczy, a zleci się banda imbecyli, która będzie pieprzyła głupoty.

Nawet tutaj, w komentarzach (u mnie jak i na gazecie) pojawiły się osoby, które pisały, że:

  • jestem idiotą, wszyscy którzy się cieszą też, bo to powinno być normalne
  • ten pan jest nękaczem, bo nęka swoich klientów niechcianymi telefonami
  • zaczął od paserstwa, skoro handlował jeszcze jak ruskie wojska stały

I tak dalej, i tak dalej. Ja ciągle mam z tym problem, ale przyzwyczajmy się, że wokół nas jest pełno kretynów i nie powinniśmy w ogóle wchodzić z nimi w interakcję!

9. … oraz szerloków

Oczywiście pojawiły się też teorie spiskowe. Że to fejk i reklama Allegro. Albo moich aukcji. Albo cokolwiek innego. I choć to mnie śmieszy trochę, to może i dobrze – nie wierzmy we wszystko co jest napisane w sieci. Z drugiej strony teorie były dość mocno naciągane – jak wiele teorii spiskowych zresztą :)

Kopia mojego wpisu pojawiła się także na wykopie, ale nie przeszkodziło to w oskarżaniu mnie, że to ja skopiowałem tamto, ha! :D

10. Psychologia lajka

To w sumie trochę tragiczne, że jest tyle dyskusji wokół jakichś wirtualnych lajków. Mechanizmu, który wrósł już w sieć, choć nie wiem czy jest konieczny (vide: Snapchat, który go nie ma). Oczywiście youtuberzy i blogerki modowe mają ich często właśnie tyle (lub niewiele mniej), ale to temat na osobną notkę, która pewnie pojawi się jeszcze w tym miesiącu. Ale coby nie mówić – jesteśmy trochę od nich uzależnieni i łechcą nasze ego.

I tym średnio optymistycznym akcentem kończę :)

P.S. Wait! Właśnie doszedł do mnie zegarek, ha!