“Zadarty nos Kuby uniósł się węsząco w powietrze, nozdrza mu zadygotały. To już było coś! Wstał ze skrzynki i wyrzucił papierosa dalekim pstryknięciem przed siebie.

— Otóż to — rzekł, podchodząc do Moryca i łapiąc go za rękaw — ja też chcę ich znać, panie Mechciński. Nie po to, żeby kapować, panie Mechciński, ale po to, żeby wiedzieć. Bo ja, panie Mechciński, jestem dziennikarzem, a dziennikarz musi wiedzieć, tak jak inni muszą oddychać…”

Leopold Tyrmand, “Zły”

Karolina Korwin-Piotrowska popełniła ostatnio tekst o tym jak blogerzy zjedzą dziennikarzy. Jestem w stanie zgodzić się z wieloma argumentami z tego tekstu – tym bardziej, że ja – jako bloger – nigdy nie czułbym się na siłach, aby coś takiego napisać. Trafiają do mnie argumenty o tym, że prasa na wiosnę znowu odgrzeje te same tematy, które będą się powtarzać niczym radiowa reklama o nietrzymaniu moczu. Tak to już jest, jeśli treści dyktują tabelki excela – całe szczęście w blogowaniu jest o wiele więcej niezależności, bo i pobudki pisania są zupełnie inne.

Ja, jako osoba nie żyjąca z bloga (a tylko na nim czasem dorabiająca) jestem zupełnie wolny jeśli chodzi o dobór tematów i właściwie w całości wynikają one z moich przemyśleń i tego co chcę napisać. A nawet w przypadku współprac to ja dyktuję warunki. Oczywiście osoby utrzymujące się z blogowania będą miały podejście trochę bardziej „skrzywione“ popytem, ale to jest nic w porównaniu do tego co serwuje nam znakomita większość prasy.

Muszę jednak przyznać, że Karolina dokonała pewnej manipulacji – można przecież porównywać teksty wartościowych blogerów z papką serwowaną przez kolorowe pisemka w których pracują raczej „wypluwacze contentu“ niż dziennikarze, tak samo jak można porównywać tysiące bezwartościowych blogasków z dobrymi materiałami dziennikarskimi. Ale mnie chodzi o coś innego. O coś zupełnie innego.

Ja po prostu nie lubię porównywania dziennikarzy do blogerów. Owszem, są pewne punkty styczne i wchodzenie sobie w paradę, ale to dla mnie dwie zupełnie różne sprawy. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy blogerzy są prawie dziennikarzami (lub byłymi dziennikarzami, lub wręcz po prostu równocześnie dziennikarzami) i wyznaczenie ostrej granicy może być trudne, ale mimo wszystko typowy bloger idzie w nieco innym kierunku i pełni nieco inną funkcję społeczną. A dziennikarz inną. A właściwie… inną powinien pełnić.

Kilka lat temu, gdy opinia publiczna zaczynała oswajać się z terminem „bloger“, pojawiało się bardzo dużo zarzutów o blogerski brak obiektywności. Zarzutów oczywiście bezzasadnych z tego prostego powodu, że bloger z założenia powinien być subiektywny. A dziennikarz nie. I tego właśnie w dzisiejszym dziennikarstwie mi brakuje, cholernie brakuje.

Obiektywności.

Jako bloger mam swoje zdanie. I – jak się okazuje – ludzie chcą je znać. Z jakiegoś powodu czytają co myślę na dany temat, zgadzają się lub nie, dyskutują, popierają, oburzają się. Wierzą lub nie, słuchają, dopytują. Bloger ma być wyrazisty, mieć własne zdanie. Owszem, są blogerzy, którzy starają się zachować obiektywność. Piszą w sposób bardzo wyważony, przygotowują się i zbierają materiały. Bardzo ich za to szanuję, bo wiem, że to tytaniczna praca. Większość jednak pisze na gorąco (czasem zbyt gorąco) co mu w duszy gra. Jeśli taka osoba potrafi te myśli dobrze formułować i ma lekki język – pewnie zyska sporo czytelników.

Nie chcę wyrazistych dziennikarzy, nie chcę bardzo wyrazistej prasy. Nie potrzebuję jej zupełnie. Nie wiem jaką ma spełniać rolę. Stoją za nią albo duże koncerny wpatrzone w excela, albo stronnictwa polityczne i partie, którym zależy na zmianie poglądów jak największej liczby osób. Patrzę na półkę z prasą i łaknę obiektywnej prasy. Takiej, która będzie mi tłumaczyła wiele spraw w życiu. Takiej, która będzie po środku. Takiej, której będę mógł zaufać. Chcę dziennikarzy, którzy dociekają prawdy i starają się ją ukazać. Nie takich, którzy chcą być najgłośniejsi i najbardziej kontrowersyjni. Takich, którzy chcą zostawać gwiazdami tanich sensacji.

Chcę dziennikarstwa, które wytłumaczy mi, czy dług publiczny jest dobry, czy zły.
Chcę dziennikarstwa, które wytłumaczy ludziom okręgi jednomandatowe – pokazując ich wady i zalety w prosty i przystępny sposób.
Chcę dziennikarstwa, które ośmieszy absurdalne teorie gospodarcze i polityczne ekstremistów lewicy i prawicy, pokazując gdzie na świecie próbowano je wdrażać i dlaczego skończyło się to fiaskiem.

Jest tak wiele pytań, na które nie mamy jasnej odpowiedzi – żyjemy w świecie przesytu informacjami, obok siebie na półce leżą gazety mówiące o tym, że polski rząd i prezydent to banda zdrajców, a Polska stoi na skraju bankructwa oraz te pokazujące Polskę jako Zieloną Wyspę. Obok siebie Wprost i Polityka – nie czytam ani jednego, ani drugiego bo nie ma to nic wspólnego z obiektywną prasą. I wiecie co, ja się w tym gubię – jako osoba będąca trochę dupą z makroekonomii nie wiem do końca komu wierzyć. I nie mam żadnego tytułu któremu mógłbym zaufać.

Chciałbym prasy środka, jako człowiek środka. Jako centrysta. Jako osoba wierząca, że dialog jest właśnie tu, nie gdzies na krzyczących ekstremach. Chciałbym dziennikarzy nienaznaczonych ani przez miłość, ani przez nienawiść do PiS. Będę szczery – mam gdzieś wasz stosunek do tej partii. I do każdej innej. Nie tak rozumiem wasze zadanie. Macie być przezroczyści, macie relacjonować, tłumaczyć, patrzeć na dwie strony medalu. Macie się wgryzać, macie pokazywać prawdę.

Dlaczego tak mało mówi się o przekrętach polityków? Gdzie prawdziwe dziennikarstwo śledcze? Naprawdę jesteście tak bardzo sterowani przez wasze redakcje? A one przez mityczną “górę”, co twierdzą zwolennicy teorii spiskowych? Gdyby tak było ktoś z was przecież by o tym mówił. Czy też ONI na to nie pozwalają?

Przecież to się dzieje. A ja wiem co się ukaże – Wyborcza o niczym nie napisze, a “W sieci” czy inna Telewizja Republika wszystko wyolbrzymi, albo nawet skłamie, żeby było zgodne z przyjętą linią. Wszystko jest z góry przesądzone – jak przemowa polityka.

Polityk MUSI powiedzieć to i owo, nawet jak w głębi duszy zgadza się z przeciwnikiem. Musi, bo taka jest gra. Prasa coraz częściej działa tak samo – MUSI napisać o czymś w taki, a nie inny sposób, bo tego oczekują jej czytelnicy. I spirala podziału Polski nakręca się coraz bardziej.

Nie macie szans w byciu wyrazistym. Przegracie z blogerami, youtuberami i innymi gwiazdami sieci, które są po prostu autentyczne. 

Macie coraz mniejsze szanse w reportażach na żywo. Będziecie stopniowo przegrywać z ludźmi uzbrojonymi w komórki, w Twittera, w Periscope, będącymi zawsze na miejscu zdarzeń. 

Ale to do was należy dociekanie, wchodzenie w głąb, analizowanie, przetrawianie tych milionów gigabajtów informacji i przekazywanie tego ludziom w przystępny sposób.

Tylko… gdzie? W której gazecie? Czy istnieją jeszcze takie tytuły i stacje telewizyjne? Bo może to się nie opłaca? Bo może łatwiej dowalić z prawej lub z lewej, tak głośno i na pokaz. Może to się lepiej sprzedaje?

Potrzebuję Was, o dziennikarze. Bardzo. Wierzę, że blogerzy nigdy nie zapełnią tej niszy. Będą bardziej subiektywni, emocjonalni, naturalni. Wy za to powinniście być bezstronni, drobiazgowi, nieustępliwi i nieustraszeni. Nie tylko relacjonować, ale także tłumaczyć, wgryzać się w temat, mielić go i prezentować w znośnej postaci. Edukować. Macie ciągle w rękach olbrzymią władzę.

Chciałbym przynajmniej wierzyć w to, że ją macie.