Tak. Ten dzień musiał kiedyś nadejść. Nie wkręcam, nie ściemniam. No dobra, może lekko niedopowiadam. Bo przecież brzmi strasznie, prawda? Dziś zjadłem steka. I pożegnałem się z nim czule.

Ja!

Naczelny Mięsanin Polski.

Wielbiciel Bekonu.

Pochłaniacz Burgerów.

Smażyciel Steków.

Imperator KFC.

CO SIĘ STAO?

Uspokajam. Jestem zdrowy na umyśle, nie porwali mnie wegeterroryści, nikt nie włamał mi się na bloga. Zwabiłem Was trochę tytułem i leadem, więc dopowiem. Przestaję jeść mięso (oprócz ryb i owoców morza*) na okres Wielkiego Postu. Czyli do Wielkanocy. I tu mógłbym w sumie urwać – post to post, jestem chrześcijaninem, czemu się dziwić? Ano temu, że nigdy tego nie robiłem i w sumie wiele osób dziś tego nie robi. A ja mam ku temu kilka powodów. Ale zanim je wymienię, powiem wyraźnie co NIE jest moim powodem. Otóż nie zmienił się w żadnym stopniu mój stosunek do zwierząt. Kocham je, a mimo to zjadam. Takie jest życie i tak jest świat zbudowany – człowiek jest istotą mięsożerną i żywi się mięsem innych zwierząt. Od wieków. Nie mam zamiaru tego zmieniać. Szanuję tez rośliny, ba, kocham przyrodę, a mimo wszystko je jem :) Nie chcę tu prowadzić dyskusji ideologicznych z wojującymi wegetarianami, bo uważam wszelkie nadgorliwości za rzeczy gorsze od faszyzmu i po prostu szkoda mi czasu na takie spory. Ale do rzeczy. Oto moje powody:

1. Urozmaicenie diety i poszerzenie horyzontów.

Pamiętacie, gdy pół roku temu zdecydowałem się na Androida? Korzystałem z niego ładnych kilka miesięcy właśnie po to, by zobaczyć jak to jest z drugiej strony. Teraz w sumie chcę zrobić podobnie. To nie jest tak, że świat ryb, owoców morza i warzyw jest mi nieznany, ja naprawdę odżywiam się nieco inaczej niż burgerami i stekami jak wiele osób zdaje się sądzić. Uwielbiam dobre ryby, jem prawie wszystkie owoce morza (oprócz ostryg na które moim zdaniem jest po prostu hype), smakuje mi wiele roślin. Natomiast trochę się rozleniwiłem i często idę po linii najmniejszego oporu gotując dla rodziny (tak to ja u nas gotuję). Dlatego też postanowiłem zarządzić zmianę diety na pewien okres, a Wielki Post jest do tego świetnym czasem – trwa w sam raz, sporo ludzi przeżyło odstawiając wtedy mięso i są na to dowody! ;) Ja sam będę musiał spiąć się w sobie i poszukać alternatyw. Mam nadzieję, że ta podróż dużo mi da. (Aha, nie narzucam tego rodzince, szczególnie dzieciakom, ale pewnie siłą rzeczy będę starał się robić mniej mięsnych potraw, bo może być to pod koniec marca niezłą męczarnią dla mnie :)

2. Ciekawość – jak wpłynie to na mnie?

Żyjemy w czasach w których każdy może stworzyć teorię, napisać o niej książkę i zebrać rzesze wyznawców. Bawi mnie to strasznie, bo często nie minie nawet tyle czasu, by sprawdzić, czy teoria ma sens, a już miliony neofitów gorliwie niczym wojownicy dżihadu podążają tą ścieżką. Będę pisał jeszcze o nadgorliwości i wierzeniu w głupie teorie, ale ja nie o tym. Otóż postanowiłem sam na sobie sprawdzić jak to wpłynie na mnie i moje zachowanie, moją wagę i inne rzeczy. Cholesterol mam w normie (choć wysoko), BMI mam w normie (choć wysoko), zawartość tłuszczu już nieco wymknęła się spod kontroli. Choć wiem, wiem, odchudzanie to wcale niekoniecznie odstawienie mięsa. Ale jestem ciekawy :)

Ach właśnie, jest jeszcze jedna sprawa – mam ciągle nie do końca zdiagnozowane stany zapalne zatok, jedna z teorii wiąże choroby zatok właśnie z nieodpowiednią dietą – czemu nie spróbować?

3. Siła woli

Napisałem wczoraj notkę (która swoją drogą pobiła wszelkie rekordy popularności, szok) w której piszę o tym jak to postanowiłem się nieco ogarnąć. To nie jest tak, że nagle przekreślam swoje życie i zaczynam nowe – nie, nie, za bardzo kocham swoje obecne by tak robić. Nie mam potrzeby totalnej transformacji, ćwiczę jednak siłę woli na wielu obszarach, bo wiem, że nikt za mnie tego nie zrobi :) I to będzie właśnie jedno z takich ćwiczeń.

4. Religia

Nie piszę dużo o religii i sprawach duchowych, ale nigdy nie kryję się z tym, że jestem osobą wierzącą. Po prostu to sprawa tego co siedzi głęboko we mnie, ale wspomnę o tym tu, skoro mam wypisać powody. U mnie w rodzinie nigdy nie pościło się przez cały okres Wielkiego Postu, ja też nigdy tego nie robiłem, ale postanowiłem to dołączyć do postanowienia. Gdy już wszystko inne zawiedzie, to będę wspierał się właśnie tym :)

BONUS

A na koniec mały bonusik. Otóż wybieramy się na urlop – było to dość ciężkie, bo ciągle nam coś nie pasowało, a wciśnięcie dwóch tygodni (najchętniej bez pracy) nie jest proste. I gdy w końcu udało się zaplanować urlop, uświadomiłem sobie, że całe dwa tygodnie urlopu przypadają na moje postanowienie. Najpierw chciałem to zmienić, ale potem… pomyślałem że to właśnie świetna sprawa. Lecimy na Kanary – byliśmy tam już kilka razy i wiem doskonale, że tamtejsza dieta opiera się w dużej mierze na rybach i owocach morza. Może i lepiej – nie będę opychał się burgerami przy dość ograniczonym urlopowo ruchu, może tym razem nie wrzucę kilku kilo :) Dodatkowo odpadnie motyw wyszukiwania potraw i gotowania tychże, będą to dokładnie dwa ostatnie tygodnie, więc mogę być już nieco wyzuty z pomysłów.

I to chyba tyle. Wish me luck. Muszę poszukać trochę przepisów wegetariańskich i rybnych. Choć boję się o to samo co z Androidem – w tamtym przypadku najtrudniejsza rzeczą była świadomość bycia w jednej grupie z hejterami Apple. Teraz będę trochę czuł się razem z wege-terrorystami, czy gorliwymi neofitami którzy nagle odkryli nowego siebie i zapałali szczerą nienawiścią do schaboszczaka. No cóż. Powtarzam, że daleko mi do tego obozu.

A żurek, żurek z białą kiełbasą w niedzielę wielkanocną, będzie pewnie najpyszniejszym żurkiem w historii.

(Aha. Cichaczem już od dobrych 4 tygodni jem mniej mięsa, więc szoku jako takiego nie będzie – taki cwany jestem!)

* Ponieważ temat często się pojawia w różnych dyskusjach – tak, wiem że ryby też są uznawane za mięso. Nie, nie przechodze na dietę stricte wegetariańską. Nie jestem historykiem, nie wiem do końca dlaczego w tradycji chrześcijańskiej wolno jeść ryby, a nie czerwone mięso, jest mnóstwo teorii w sieci na ten temat, nie chce mi się ich weryfikować. Jedno jest pewne – w wielu kulturach jest bardzo podobnie, może kiedyś po prostu słowo “mięso” oznaczało “mięso ssaków i ptaków”. Whatever. Ryby są dobre. Ryba wpływa na wszystko ;)

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: