fbpx

Lubię pisać na gorąco, zanim „emocje już opadną jak po wielkiej bitwie kurz – jak śpiewał niegdyś obciachowy, a dzisiaj podobno coraz bardziej kultowy wśród młodzieży zespół. Czasem nie wychodzi mi to na dobre, bo gdy pisze o faktach to nie wszystko pamiętam, część rzeczy przekręcam, ale taki już mój los. Dziś o faktach nie napiszę, napisze za to o przemyśleniach po spędzeniu cały dzień na Wachlarzu, czyli spotkaniu ludzi których pasją sa podróże. Bo tak to spotkanie trzeba nazwać – to nie spotkanie blogerów jako takich – byli tam i ludzie zajmujący się tworzeniem wideo, i dziennikarze, i autorzy książek. I wiecie co – to bardzo fajna odmiana do tych wszystkich konferencji na których bywam i na których słucham jak to poprawić ROI, efektywność Czegoś Tam, i tak dalej. Dziś patrzyłem na ludzi pełnych pasji, którzy odkrywają świat. Sami lub z dziećmi. I to cholernie napełniające energią przeżycie. Kuba i Ania – dzięki, to było naprawdę wspaniałe! A teraz garść przemyśleń. Trochę ponumerowana, żebym mógł sobie to jakoś poukładać i żeby nie było to do końca chaotycznym ciągiem świadomości.

1. Coraz bardziej śmieszy mnie mówienie „blogerzy coś tam”

Jak już napisałem – tu nie było tylko  blogerów. Byli ludzie związani z podróżami. Blog był dla niektórych tylko i wyłącznie formą ekspresji. Jedni po swoich podróżach pisali książki, inni blogowali, jeszcze inni kręcą filmy. Inni robią reportaże i audycje radiowe. Choć część z nich jest blogerami, a część nie, to pewnie łączy ich więcej ze sobą niż z blogerem politycznym z Rzgowa Dolnego, czy szafiarką spod Łomży. Blog jest tylko i wyłącznie formą ekspresji, taką jak wiele innych i sprowadzanie blogerów do wspólnego mianownika jest jak sprowadzanie do wsplnego mianownika telewidzów albo „fejsbukowiczów”.

2. Pasja to coś niesamowitego

To co łączyło tych wszystkich ludzi to PASJA. A to jest coś wspaniałego, coś co napędza rzeczy wielkie. Oprócz mojej Mary która bohatersko, na kilka dni przed porodem, pokazywała gadżety które ułatwiają życie w podróży, można było posłuchać rodzin, par, czy samotnikówktórzy wyruszyli w mniejszy czy większe podróże. Ze sobą, albo z dziećmi. Dwuletni rejs po Morzu Śródziemnym razem z małymi dzieciakami, zwiedzanie z dziećmi kilkudziesięciu krajów, czteroletnia podróż dookoła świata, czy odszukiwanie koleżanki swojej babci na Syberii. Wow, słuchało się tego niesamowicie.

3.  Pieniądze to nie wszystko

Uuuuoooo powiało Paolo Coleho. Ale wiecie – coś co wydaje nam się takie wyświechtane i oczywiste, wcale oczywistym nie jest. Chodzę na niektóre konferencje, patrzę na tak zwanych Ludzi Sukcesu, patrzę jak opowiadają o swoich biznesach i widze rzeszę wyznawców mówiących „kiedyś będę taki jak on!”. Nie odmawiam niektórych z nich pasji i wytrwałości – niech robią to co robią. Widzę jednak czesto wśród nich ludzi którzy są po rozwodach, lub mają zaniedbane rodziny, bo nie mieli na nie czasu. Ludzi którzy teraz chcą jak najwięcej zrobić, a może zarobić, żeby „potem móc mniej pracować”. Nah, to tak nie działa. Będą pracować cały czas – część z nich będzie szczęśliwa, część nie. Pieniądze szczęścia nie dają, choć pewnie ich totalny brak powoduje nieszczęście.

Tu widziałem ludzi, którzy imponowali mi o wiele bardziej. Ludzi którzy w wieku dwudziestu kilku lat zrobili tak dużo, że było mi wstyd. Nie, nie chodzi mi o skończenie prestiżowej uczelni i zarabianie dużych kwot. Mnie w ogóle duże kwoty trochę rozwalają, nie wyobrażam sobie jak można tyle zarabiać i co można robić z takimi pieniędzmi. Bardziej imponują mi ludzie, którzy w wieku studenckim lub postudenckim potrafili zrealizować niesamowite projekty społeczne, którzy nie spędzili być może najfajniejszej dekady swojego życia jedynie prasując krawat i koszulę do wyścigu o kasę, tylko robili rzeczy Wielkie. Kurcze Przemek Skokowski z autostopem-przez-zycie.pl to gość który już teraz zrobił społecznie tyle rzeczy, że mogę mu myć stopy. A teraz jedzie przez świat z chęcią zebrania z działalności okołoblogowej 100 tysięcy złotych na dzieciaki z hospicjum. Tomek Kozakiewicz jako jedyny eurpejczyk załapał się na kurs Kanthari i teraz bierze udział w projektach pomocy różnorakiej (zobacz). To są dla mnie wielcy ludzie. Śmieszy mnie ten podziw wyrażany głównie wobec tych którzy są SUCCESSFUL pod kątem biznesowym. Trochę się to nasze środowisko warszawsko-startupowo-biznesowo-marketingowo-fejsbukowo-cośtam zapędziło, takie mam trochę wrażenie. Ale to w sumie temat na trochę więcej niż jeden punkt w jakiejś tam notce. Dzięki, że mogłem dzisiaj znowu nad tym się zastanowić.

4. Gdzie jesteśmy my?

Gdzieś tam po środku. Staramy się nie gonić zbytnio tego króliczka oblepionego banknotami, choć życie jest dla nas bardzo łaskawe. Czasem zastanawiam się czy nie za bardzo. Staramy się ciągle pamiętać o priorytetach, ja obecnie cieszę się najbardziej z tego, że mogę być blisko mojej rodziny, że mogę być przy dzieciakach kiedy rosną i poznają świat. I że to co robię biznesowo jest moją pasją. Jednakże pasją, która nie przesłania mi tego co naprawdę ważne. Staramy się cieszyć z tego co jest tu i teraz. Zarówno teraz jak i wtedy kiedy się poznaliśmy. I znowu – zaraz usłyszę – ty możesz, nie przymierałeś głodem, nie musiałeś wyjechać z małej wioski. Tak, nie musiałem. Dlatego nie ma jednej słusznej drogi. Cieszę się jednak z tego, że dzięki temu, że w dzieciństwie poznałem tak wielu bogatych, nieszczęśliwych ludzi, pozwoliło mi mieć takie spojrzenie jakie mam.

Jesteśmy też po środku z podróżami. Nie byliśmy w Nepalu, Tajlandii, czy w Afryce. Ale nie spędzamy też każdego lata w hotelu all-inclusive, czy w innym miejscu, przy basenie. Ani w domu „bo małe dzieci”. Z małymi dziećmi można naprawdę dużo – można ruszyć w podróż dookoła świata. Dlatego staramy się z nimi jeździć tyle ile możemy i czerpać z tego radość.

5. A na koniec

Tak wiele czasu na przemyślenia zaowocowało jeszcze jedną decyzją. Pisałem jakiś czas temu, że chciałbym popisać na tematy parentingowe. Chciałem nawet założyć nowego bloga. Ale blog ten w mojej głowie ewoluował i przekształcił się w blog o radości z życia. I rodziny. Bo tak, jestem kurcze szczęśliwym człowiekiem. I kiedy tak rozmyślałem o tym, to doszedłem do wniosku, że przecież już taki blog mam. To nasz Mikemary, na którym piszemy głównie w trakcie wyjazdów, ale one też są częścią naszego szczęścia. Jest tam wiele innych tematów – nie chcę tworzyć nowych bytów bez potrzeby. Tak więc zamiast tworzyć coś nowego, rozwinę tego bloga i postaram się pisac na nim nie tylko w czasie wyjazdów. W końcu prowadzimy go już ponad 7 lat! Zapraszam serdecznie. Mam nadzieję, że będzie tam bardziej pozytywnie niż tu, gdzie często poruszam drażliwe i kontrowersyjne tematy. Ten blog raczej nie powstał z pasji. Powstał z chęci wyrażenia się. Mikemary to blog który zawsze składał się z pasji i radości. I właśnie pasji i radości w życiu wam życzę :)

P.S. Ania i Kuba – dzięki za wachlarz. Fajnie poznać tak wiele osób które mi imponują. Nie udaje się to zazwyczaj organizatorom konferencji biznesowych ;)

 

 

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.