Na początku byłem dość sceptycznie nastawiony do idei gier LEGO. To nie jest tak, że nie lubię LEGO – kocham je szalenie od wielu lat, ale jakoś kompletnie nie pasowały mi do świata Hobbita, czy MARVEL. Wiecie – filmy i gry na ich podstawie, szczególnie te dwie produkcje, to realistyczni bohaterowie, wspaniałe bronie i potwory, a tutaj wszystko jest takie… symboliczne. I właśnie “legowe”. Jako, że w styczniu tego roku nie było zbyt dużo do wyboru jeśli chodzi o gry na PS4 (nadal nie ma szału :P) to ściągnąłem sobie demo LEGO Marvel Superheroes. Popykałem bez przekonania i wróciłem do innych gier. Aż któregoś dnia mój 4 letni wówczas Franek powiedział – “Tato, daj mi pada, ja chcę pograć”.

W sumie czemu nie? W tej grze nie ma właściwie przemocy, a jeśli jest to taka “legowa” – zamiast krwi sypią się klocki. Nie ma też straszliwych potworów, wszystkie są ludzikami lego. A więc dałem. Franek po godzinie już swobodnie obsługiwał pada, a po 3 dniach… przeszedł całe demo. Z lekką pomocą z mojej strony. No cóż, pozostało mi kupić pełną wersję. Kupiłem i zupełnie nie żałuję.

(Tu możecie popatrzeć na letsplay Rocka)

Gdybym nie wyznaczył młodemu limitów, to pewnie grałby non stop, jak ja na Amidze kiedy były wakacje. No ale cóż – ja byłem nieco starszy. Tak czy inaczej Franek UWIELBIA gry z serii Lego. Poza Marvel mamy jeszcze Hobbita oraz Piratów z Karaibów i Batmana 2 na PS3. I to co byłoby wadą w przypadku gier dla dorosłych, czy młodzieży, jest zaletą w przypadku gier dla dzieciaków. Otóż są one do siebie bardzo podobne, zbudowane są niejako “na jednym kopycie”.

W grze sterujesz jedną z postaci – postacie odblokowujesz realizując składowe głównej misji. Zazwyczaj po odblokowaniu postaci musisz jeszcze ją kupić. W ten sposób w MARVEL możesz odblokować kilkadziesiąt postaci, zresztą w pozostałych tytułach podobnie. Każda ma inne właściwości (bronie, umiejętności, ekwipunek), ale tak naprawdę jest ich tylko kilka typów. Powoduje to, że dzieciaki szybko łapią o co chodzi.

W grę można grać samemu, na jednego pada, lub na dwa. W momencie gdy postacie się rozdzielają, robi się dynamiczny split-screen który fajnie się dopasowuje do ich położenia.

Gdy nie realizujemy głównych misji, mamy do czynienia z takim “legowym” sandboxem. Najlepiej widać to właśnie w Marvelu, gdzie po prostu biegamy / latamy sobie po mieście i dachach wieżowców. Mamy mnóstwo misji pobocznych i innych zadań – po kilku miesiącach regularnego grania i przejściu głównych misji mamy dopiero… 34% gry! To pewnie także dlatego, że każdą misję można “maxować”. Żeby zdobyć za nią 100% trzeba zagrać w nią innymi postaciami i odblokować ukryte trofea. Na przykład Wolverinem, aby odkopać coś pazurami, czy Magneto aby przesunąć metalowe sztaby. Powoduje to, że te gry są naprawdę na długie miesiące… jak nie lata!

Muzyka w grach jest boska, ta w LOTR i Hobbicie jest wspaniała jak na filmie, Avengers i Piraci też mają super oprawę. Ok, to teraz kilka słów o poszczególnych tytułach:

LEGO Marvel Superheroes jak na razie przypadło mi do gustu najbardziej. Jest świetna, nie tylko dla dzieciaków, jak już przyzwyczaisz się do tego że wszystko jest kwadratowe i klockowe. Do tego można spokojnie zostawić dzieciaki same i nie słyszeć co chwilę “Tata pomóż!” :)

LEGO Hobbit jest nieco trudne i skomplikowane. Franek nie radzi sobie ze sporą częścią misji, trzeba czytać to co napisane jest na ekranie i mocno kombinować. Z założenia też sandbox jest nieco ograniczony – ale to wynika z fabuły, która jednak jest… liniowa :) Wybieranie postaci też jest nieco upierdliwe – nigdy nie pamiętam który krasnolud ma które narzędzie. Być może jest to po prostu dobre dla starszych dzieciaków. Nie wiem jeszcze jak LEGO Władca Pierścieni, czeka na wypróbowanie.

LEGO Przygoda  jest dość zakręcone i pełne akcji. Graliśmy na razie tylko w demo. Dobre, jeśli ktoś oglądał film, Franek wyłapuje postaci z filmu, ale nie wczuwa się tak jak w superbohaterów.

LEGO Piraci z Karaibów – też trudniejsze od Marvela, ale całkiem znośne. Poczekam aż więcej odblokujemy, może będzie sandboxowe jak Pirates, albo AC4 ;)

Lego Gwiezdne Wojny – to chyba drugie miejsce u Franka, ze względu na postaci oczywiście. Na razie jeszcze nie oglądał normalnych gwiezdnych wojen (chyba za wcześnie), ale widział właśnie filmiki Lego. To w ogóle świetny sposób na pokazywanie takich światów dzieciakom! Nie ma potworów które śnią się po nocy, a przemoc to rozsypywanie klocków. O wiele mniejsza niż w większości kreskówek :)

LEGO Batman (2) – no cóż, Franek wreszcie pozna świat DC, bo ciągle mówił mi, że tylko Marvel i Marvel. To niesamowite, że pochłonął już chyba wszystkich superbohaterów. Geek mi rośnie :)

Wiem, że jest jeszcze LEGO City, LEGO Ninjago, LEGO Harry Potter no i LEGO Indiana Jones (muszę to mieć!)

Reasumując – jeśli zastanawiasz się jaką grę na konsolę kupić dla dzieciaków, to LEGO Videogames są mega fajnym pomysłem. Uczą grać na padzie, uczą kombinować i myśleć, a przede wszystkim…

No tak. Drodzy ojcowie. Kiedy gracie z synem na dwa pady, ty jesteś Batmanem, a on jest Robinem, to jest to coś, co trudno opisać. OSOM! :)