fbpx

Nie, nie będzie dzisiaj o religii. Ani o Radiu Maryja. No może trochę o religijnym zaślepieniu swoim pojazdem oraz miłości do bliźniego – tego który jeździ czymś innym niż my. A mianowicie o kierowcach, rowerzystach i pieszych. Postaram się krótko i na temat. Dlatego, że mam do powiedzenia coś każdej z tych trzech grup. Przed nami lato i nieuniknione starcia między tymi grupami, więc jeśli jesteś w którejkolwiek z nich – przeczytaj. Ja jestem we wszystkich trzech.

Słowo do kierowców

Tu w sumie trudno powiedzieć coś nowego. Kierowcy w Polsce jeżdżą źle. Bardzo źle. Chamsko, agresywnie i niebezpiecznie, a z drugiej strony cipowato, bez wyobraźni i namysłu. Najgorsze jednak jest to, że ze względu na masę samochodu, to oni zazwyczaj „wygrywają” w starciach z dwoma pozostałymi grupami. Niestety. Bo często to ich lekkomyślność, a śmierć rowerzysty lub pieszego.

Zwalniaj przed przejściem. I zatrzymuj się przed nim. Zrozum wreszcie do cholery, że nie ma właściwie żadnego wtargnięcia pieszego na pasy. To ty możesz wtargnąć na pasy. Masz psi obowiązek zatrzymać się i przepuścić pieszych. Nie, nie wtedy kiedy wejdą ci pod zderzak. Jeśli brakuje ci wyobraźni, pojedź gdzieś „na zachód”. Zobacz co oznacza kultura na drodze. Nie wolno ci dopuścić, żeby pieszy przez ciebie nawet zwolnił, lub przyspieszył. I koniec, bez mądrzenia się. Pieszy ma pierwszeństwo na pasach. Ty nie masz.

Uważaj na przejazdy dla rowerów. Tak, one są niebezpieczne. Sam się często łapię na tym że zauważam je w ostatniej chwili. Rowerzyści powinni przed nimi zwolnić, ale często tego nie robią. Chociaż nawet wtedy to ONI mają pierwszeństwo. Nie ty.

Zachowuj odstęp od rowerzystów! Oni są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu na drodze. Właśnie przez kretynów za kółkiem boją się jeździć po drogach. A tam gdzie nie ma drogi dla rowerów, rowerzysta ma prawo (i obowiązek!) jechać po drodze!

Uważaj na rowerzystów skręcając w prawo. Wiesz, że rowerzysta który jedzie z twojej prawej strony ma pierwszeństwo? Nie? A widzisz. Ma. Doczytaj Kodeks Drogowy, może znasz jego wersję z 1990 roku.

Słowo do pieszych

Problem z pieszymi polega na tym, że myślą zawsze „tym razem się uda”. Przebiec przez ulicę w złym miejscu. Albo na czerwonym. Albo jeszcze coś. Nie, nie uda się. Ty przegrywasz. Prawie zawsze. Dlatego oczy dookoła głowy!

To, że możesz jako jedyny z 3 grup być po pijaku, nie oznacza, że jesteś bezpieczny. Wręcz przeciwnie. Inaczej skończysz jak mój znajomy któremu żuk przygwoździł głowę do krawężnika. Cudem żyje. Cudem się porusza.

Nie wpieprzaj się na ścieżkę rowerową. Nie, nie, nie. Po prostu nie. Nikt ci nie powie, że po niej idziesz. To ty masz patrzeć na znaki. Obok zazwyczaj jest chodnik. Matko z wózkiem – tak, też święta nie jesteś. Też się stosuj. Zazwyczaj naprawdę obok masz chodnik. To jest droga dla ROWERÓW. Jeśli nie chcecie, by rowerzyści jeździli po chodnikach, to zostawcie im te ścieżki w spokoju!

Nie chodź po zmierzchu w barwach maskujących. Szaroburych kurtkach. Czarnych swetrach. Serio, czasem trudno was zauważyć. Ja wiem, że może jesteś zbuntowanym metalem który musi na czarno, nawet po zmroku, nawet idąc poboczem, ale jeśli nie planujesz zakładać deathmetalowej kapeli ze św Piotrem, to zastanów się. Może coś w barwach szatańskiego ognia chociaż?

Słowo do rowerzystów

Tu będzie najtrudniej. Bo o ile wszyscy się przyzwyczaili, że kierowcy są źli, że piesi są często jak bydło, to podniesienie reki na rowerzystów jest niemalże grzechem. No bo jak to? A no tak to. Tak, rowery to wspaniała sprawa, jestem za zwiększeniem ilości ścieżek rowerowych, za pozwoleniem jeżdżenia buspasem i wszystkim o czym pisałem w poprzednich punktach. Ale, ale. Świętą krową nie jesteś. Jeśli inni mają się stosowac do przepisów, to ty też musisz. Bezwarunkowo. A nie wtedy, kiedy ci jest wygodnie.

Nie jeździj chodnikiem. Po prostu. Są wyjątki kiedy możesz, ale generalnie nie możesz. Koniec. Jeździsz ulicą, albo ścieżką rowerową. I teraz nie chcę wchodzić w detale i rozmawiać o niebezpiecznych trzypasmówkach. Serio, tu wcale nie o to chodzi. Już w tym roku tylko zostałem potrącony kilka razy na chodniku przez przejeżdżającego rowerzystę. W miejscu, gdzie ulica była pusta, a na chodniku pełno ludzi. To kwestia przestawienia czegoś w głowie po prostu. Albo północ, Krakowskie Przedmieście, zero pojazdów na i tak ograniczonej ulicy, pełno ludzi na chodniku i rowerzyści pomiędzy nimi. Sio. Na ulicę.

Zawsze zastanawiam się – dlaczego to wam przysługuje prawo decydowania kiedy możecie stosować się do przepisów, a kiedy nie? Pieszy nigdy nie może wam po ścieżce łazić. Skuter byście ze ścieżki przepędzili (no jak to?!). Nawet gdyby się bał jeździć po ulicy. No ale wy po chodniku możecie. Dlaczego?

Zsiadaj z roweru na przejściu. I znowu. Nie ma „bo szybciej, bo nic nie jedzie.” Dupa z siodełka. Raz, raz. Taki masz obowiązek. Chyba, że to przejazd dla rowerów. Kierowca nie spodziewa się, że ktoś na przejściu nagle pojawi się przed jego maską. Piesi tak szybko nie chodzą.

Zwalniaj na przejazdach dla rowerów. Tak, masz pierwszeństwo. W niebie może też je będziesz mieć. Zwolnij dla włąsnego dobra. Niestety te przejazdy dla rowerów są często słabo oznakowane, a jeśli pędzisz to po prostu kierowca może cię nie zauważyć. I co, przed śmiercią wyplujesz z siebie razem  z krwią: „tfff -khe,khe- fffoja wiinaa!” ? Po prostu zwolnij.

I to chyba tyle. Tak mało trzeba, by na ulicach było przyjemniej. Dla wszystkich starczy miejsca. Amen.

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.