fbpx

Od kilku tygodni przez Facebook przewija się niezła burza „branżuniowa”, a koszulki „Fuck Edgerank” zaczęły znowu się sprzedawać. To znak, że w Palo Alto zaczęli coś grzebać z zasięgami postów. Rzeczywiście – ostatnie zmiany mają promować ciekawy content. Objawia się to na razie tym, że zasięgi organiczne spadły mocno w dół. Organiczne, czyli te zwykłe. I jest lament.

„Ja się nie dziwię się” jak to mawiał Kononowicz. Z punktu widzenia zarządzającego fanpage to jest pewien ból, bo skoro było lepiej, a jest gorzej, to jak tu nie płakać. Ja jednak zawsze w takiej chwili idę sobie na okoliczne wzgórze i staram się ogarnąć całość zjawiska. Bo to co się dzieje jest nieuniknione.

Kiedy nie mogę czegość wytłumaczyć w zwykły sposób, często uciekam do metafor. Tak więc będzie i tym razem. Pozwoli to zrozumieć dlaczego dzieje się tak jak się dzieje.

Zapraszam do klubu

Wyobraź sobie, że masz klub. Klub ma oczywiście określoną pojemność. I służy do tego, aby przebywali w nim goście. Oprócz gości możesz wpuścić też hostessy, które będą reklamowały produkty. Często posługuję się tym przykładem, bo on bardzo fajnie obrazuje to, że klub nie jest dla hostess, tylko dla ludzi, a te muszą w sensowny sposób prowadzić działania promocyjne, a nie wychodzić z wielkim bannerem na środek densfloru. Ale ja tym razem o czym innym.

Na początku chętnych do reklamy w klubie jest mało. Wpuszczasz wszystkie chętne hostessy, co więcej wpuszczasz nawet takie z organizacji społecznych które mówią o tym, aby pomagać zwierzątkom. Jest sporo miejsca, nikomu to nie wadzi.

Twój klub staje się jednak coraz bardziej popularny. Ludzi jest tam coraz więcej, a i chętnych firm całkiem sporo. Klub jednak nie jest z gumy i wszystkich nie wpuścisz. Masz więc dwie opcje:

1. Decydujesz, że będzie więcej hostess, a mniej klubowiczów.

2. Wprowadzasz opłaty dla firm chcących wystawić swoje hostessy. Niech się biją o to kto chce u ciebie się reklamować.

Opcja numer 1 jest oczywiście absurdalna. Owszem, ładne hostessy z ciekawymi akcjami nie drażnią tak bardzo, ale jak pół densflora będzie zajęte standami reklamowymi to ludzie pomyślą, że klub jest słaby i pójdą gdzie indziej. Opcja numer dwa oznacza natomiast że niestety trzeba teraz za to płacić, w dodatku części firm (choćby organizacji społecznych) nie do końca na to stać.

Życie.

Wróćmy na fejsa

I tak jest z newsfeedem – chyba każdy skumał mój dość prosty (jak nie prostacki) przykład. Newsfeed nie jest z gumy. Jakie jest rozwiązanie? Wprowadzić więcej reklam i płatnych postów? Zwykli ludzie TEGO NIE CHCĄ. ZROZUM TO WRESZCIE. Oni chcą oglądać posty swoich znajomych. Owszem, fajne posty nie drażnią, tak jak i fajne hostessy, ale bez przesady! A, że to boli? Czekam na inne, alternatywne rozwiązanie. Ciągle o nie pytam i nikt nie odpowiedział.

Tak, było inaczej. Tak, świat się zmienia. Tak, kiedyś można było znaleźć miejsce parkingowe w centrum Warszawy i parkować za friko. A trawa była bardziej. Wszystko było. Pan Tarei.

Kilka punktów na koniec:

1. Pisałem już dawno temu o budżetach mediowych. To chora sytuacja, gdy firmy myślą, że można bez nich. W innych kanałach to norma, że daje się na to suty budżet. Produkcja 20%, media 80%. Ale albo agencja zjadały te nadwyżki (budując zasięg farmami fanów), albo klient myślał, że można bez tego. Kliencie, nie da się już. Okres promocyjny się skończył. Zawsze w nowych kanałach jest luz, a potem po prostu trzeba płacić. Skąd to zdziwienie, takie jest życie.

2. Nie widzicie podobieństw do Google’a? Ja widze. Kiedyś bardzo łatwo było być wyszukanym w Googlu. Dzisiaj jest coraz większy clutter. Trzeba albo kombinować (SEO), albo płacić (SEM). Tak jak na fejsie. Dlaczego nikt się tu nie burzy?

3. Nie ma kanałów ze 100% zasięgiem. Jak to mówi John Loomer: „Myślisz, że na Twitterze masz zasięg 100%?”. Oczywiście, że nie. Po prostu tam nie podaje się tego zasięgu. Tu się podaje i każdy ubzdurał sobie, że będzie miał 100%. Absurd. Wiecie jak wygląda clutter reklamowy? Przejedźcie się do Raszyna.

4. Przyszła mi nawet do głowy myśl, że Facebook mógłby premiować blogi, małe organizacje i inne takie i dawać im większe zasięgi za małą kasę, albo za friko. Ale wiecie co? 5 minut później ktoś wpadłby na pomysł jak wcisnąć tam swoją firmę. Niestety. Więc premiowane są nadal małe fanpage. Jak ktoś ma 100 tys osób albo i więcej to nie jest to jakaś maciupka firemka. Albo ma kasę, albo powinna ją mieć, albo… może zrobić tam kampanię i zarobioną kasę przeznaczyć na zasięgi :)

5. Mam pretensje do Facebooka. O niestabilność, chaotyczność i inne takie. Pisałem o tym ostatnio. Ale nie o to akurat.

6. I jeszcze słowo na koniec. Najbardziej śmieszą mnie predykcje w stylu „ludzie uciekną na Google+ bo reklamy mają coraz mniejszy zasięg”. HEEELLOOOOOOŁ! Branżuniu! Normalsi mają W DUPIE wasze zasięgi reklam :))) A nawet jeśli nie mają, to tylko cieszą, się, że będzie ich mniej. SRSLY. Czy kiedy widzicie nowy outdoor koło waszego domu, to krzyczycie „JUPPI! Nowe medium reklamowe w mojej okolicy! Będę teraz o wiele lepiej poinformowanym konsumentem!”? Czy raczej „Ja pierdole, kolejna reklama.”? Delikatnie skłaniam się ku bramce numer dwa. Ludzie uciekliby gdyby reklam było WIĘCEJ. Oni tu naprawdę nie są po to, by czytać posty fanpage’y.

 

Serio.

Serio, serio.

Hough.

P.S. A jeśli macie inne rozwiązanie globalne, z chęcią o nim posłucham.

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.