fbpx

Tak moi drodzy. Sam byłem piewcą teorii o Cudownym Wpływie Facebooka Na Efektywność w Pracy. W sumie, to nigdy nie trzymała się ona kupy, bo jest przecież bzdurna jak nie wiem co, ale potrzeba korzystania z niego w miejscu pracy jest tak duża, że racjonalizujemy sobie to z niesamowitą siłą. Pamiętam wyszukiwanie  teorii, że poprawia on kreatywność, że to takie mikroprzerwy jak na papierosa – tylko zdrowiej. I to moje porównywanie, że moje kilka, kilkanaście postów dziennie na fejsie to i tak mniej niż palacze spędzają na dymku. Bo mniej. Ale to nie pisanie jest najgorsze. Najgorsze jest jego bezmyślne przeglądanie.

TAK, MÓWIĘ TEŻ O TOBIE. Jeszcze raz – to nie jest tak, że ludzie których jest tu najwięcej, czyli twórcy, czyli „1” w teorii „1/9/90” to najbardziej uzależnieni. Nie, kochani. To także kciukowcy. Pożeracze treści. Czytacze. To na tym spędza się tu 99% czasu… Ale po kolei.

Uwielbiam media społecznościowe. To dzięki nim wreszcie mogę być sobą non stop – mogę mieć kontakt z ludźmi. Zawsze i wszędzie. Przeżywać z nimi moje życie. I nie, nie mówię tego pejoratywnie. Zawsze śmiałem się z teorii mówiących o spłycaniu relacji. Tak, bo rzeczywiście kiedyś ludzie spotykali się z setkami osób co weekend, wysyłali miliardy pocztówek, a dzisiaj siedzą tylko przy kompach. Bullshit. Nadal wychodzę na piwo z tym z kim mam wyjść, a dzięki chociażby Facebookowi utrzymuję kontakty z ludźmi z którymi normalnie nie miałbym jak ich utrzymywać, tak miałem kiedyś.

Problem w tym, że Facebook – jak już nie raz pisałem – jest jak jedna, wielka impreza. A ty na tej imprezie żyjesz, jesz, budzisz się, a nawet pracujesz. A to może być cholernie, cholernie męczące. Dlatego ciągle zastanawiam się jak to ogarnąć bez totalnego e-miszowania, waldenowania, czy jak tam tę wirtualną ucieczkę w Bieszczady nazwać.

 

1. Wyłączenie powiadomień

Powiadomienia wszelkiego rodzaju to zło najgorsze. A są niestety wszechobecne. Kiedyś przeczytałem żartobliwe (choć jak prawdziwe) zdanie, że najgorszym wrogiem efektywności w pracy są M&M’s. Meetings and Managers. I to trochę tak jest, pamiętam, że kiedy już zabierałem się do pracy, ktoś do mnie przychodził. Zebranie. Spotkanie. Porada. Burza mózgów. MASAKRA.

A powiadomienia działają właśnie w ten sposób. Cokolwiek robisz, PUSH! Tu i teraz. Wiadomość. SMS. Wiadomość na fejsie. Powiadomienie na fejsie. Tweet z twittera. Nie da się, po prostu nie da się w ten sposób pracować – chyba, że twoja praca nie wymaga dłuższego skupienia nad jednym projektem (np ochroniarz, czy recepcjonistka).

Ale nie mówmy tylko o pracy. Jesteś na randce, na wyjściu na miasto z żoną, na spotkaniu ze znajomymi. Rozmawiasz, jesteś z nimi, ale co chwilę pach, pach, pach. Przerwa. Jak stosunek przerywany.

Ja wyłączyłem powiadomienia na komórce jakiś czas temu – po prostu zżerały mi na iPhonie za dużo baterii. I zacząłem błogosławić ten dzień. Włączyłem je na chwilę gdy już kupiłem Mophie, ale wyłączyłem je znowu. Polecam! Co gorsza, nawet nowy system na moim Maku ma funkcję powiadomień – używam jej tylko do maili i przypomnień. Nic poza tym!

Odzyskaj władzę nad swoim czasem! TO TY DECYDUJESZ kiedy sprawdzić wiadomości i odpowiedzieć na nie!

KIM JESTEŚ? JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ! :)

2. Ograniczenia w przeglądarce

Kiedy moja praca przestała w dużej mierze polegać narobieniu rzeczy na fejsie, postanowiłem nie trzymać go w otwartej karcie przeglądarki. Dlaczego? Dlatego że pojawia się tam cholerna cyferka mówiąca o tym, że ktoś coś skomentował. Lub do ciebie napisał. Niestety, ja nie wytrzymywałem i zawsze sprawdzałem. A potem… „Wszedłem na chwilę na fejsa, a nagle minęły 3 godziny”. Dosłownie. Tak samo, gdy muszę wrzucić tam posta, albo sprawdzić statystyki. Czy napisać coś do współpracowników (używamy czata fb). Nagle wbijam się w jakąś dyskusję i tracę w niej godzinę!

To jak zabranie laptopa na imprezę. Niby da się pracować, ale co chwilę ktoś stuka cię w ramię mówiąc (pijemmyyy!). No nie, nie da się. Dlatego zainstalowałem plugin do przeglądarki o nazwie StayFocusd. Ograniczyłem sobie fejsa w godzinach pracy do 120 minut (stopniowo będę to zmniejszał). Pomaga – kiedy licznik nieubłaganie się zmniejsza to wchodzisz tylko na chwilę, zupełnie jak do sieci w czasach modemowych.

Problemem jest bycie dostępnym na czacie, ale tu korzystam z Messengera, który obsługuje czat fejsbukowy (choć niedoskonale).

3. Mobilny diabeł

Ale to wszystko nic. To, że jestem na fejsie zamiast w Excelu, czy Outlooku nie jest jeszcze aż takie złe. Najgorszy jest cholerny smartfon. I tutaj naprawdę toczę swoją wielką walkę ze samym sobą.

Mobilne korzystanie z czegokolwiek wypełniło do końca moje życie. Każda czasowa szczelina, szpara, fragment. Telefon z kieszeni i już jestem obok. Tak, obok. Wiem, że jesteśmy tam ludźmi z krwi i kości, to nie jest wirtualne życie, mówimy zazwyczaj o codzienności i tym co się dzieje tu, ale… jesteśmy tam. Serio. Powtórzę – to nie sa problemy nas – twórców treści. To też problemy Was – lurkerów, przeglądaczy. To właśnie TO marnuje czas. Powolny ruch kciuka i przewijanie walla. Czytanie treści z fejsa niczym jedzenie niebieskiej papki. Łyżka po łyżce. Oj na jak wielki opór trafiam gdy o tym mówię. Jak wypominanie czegoś bandzie alkoholików. Każdy od razu wykrzykuje „mogę przerwać kiedy chcę!”. Gówno prawda. Spora część z Was jest po prostu na poziomie nieświadomej niekompetencji. Czyli nie zdaje sobie sprawy. Potem jest dopiero świadoma niekompetencja (zdaję sobie sprawę że jest źle) i poziom który staram się osiągnąć – świadoma kompetencja (pilnuję się i jest lepiej. O czwartym poziomie nie marzę, nie wiem czy jest tu możliwy.

Siedzimy obok siebie i ktoś wyciąga smartfona. Znika na 2 minuty. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Niegrzeczne. Wyciągnąć książkę w trakcie rozmowy? DAFAQ? Dzisiaj to norma. Udaję, że słucham ale przeglądam fejsa. Albo Instagram. Heh. Jedziemy samochodem i jedno z nas wyciąga smartfona. I znika na 5, 10 albo 50 minut.

Uderzyłem więc z grubej rury. Na próbę. Nie łudzę się, że na dłużej, ale… spróbuję. Odinstalowałem mobilnego fejsa. Mam tylko messengera (oczywiście bez powiadomień :P). Zostawiłem go na iPadzie, bo korzystam z niego głównie wtedy gdy mam czas.

Pierwsze efekty widzę od razu. To odruchowe sięganie po smartfona w KAŻDEJ sytuacji. Ha, dupa! Nic nie zrobisz. Poobserwuj ludzi. Abo ptaki. Albo pogodę :) Chęć napisania statusu – nope. Zdjęcie – spoko mogę wrzucić z poziomu iOS. Albo Instagrama. Foursquare – spoko. Ale nie będe spędzał czasu na czytaniu komentarzy i liczeniu lajeczków. Zobaczymy jak mi będzie. Już teraz czuję, że trochę odzyskuję czas.

4. Treści zamiast treściuni

Zrobiłem też coś na styl Nicorette. Zamiast ikonki fejsa na iphonie (na ipadzie też je zamieniłem) pojawiła się ikona Feedly. To taki program do czytania RSS – mam tam swoje ulubione blogi i inne źródła treści. Zamieniłem niebieską słodką papkę na coś zdrowszego, bardziej treściwego. Choć na szczycie tej piramidy żywieniowej są książki na które nadal nie starcza mi czasu, to mam wrażenie że ta e-dieta wyjdzie mi na zdrowie.

Wam też ją polecam. I nie zachęcam was do głodówki czyli opuszczania z hukiem fejsa (po to by potem z hukiem powrócić). Bo to nic nie daje. Chodzi o przemyślenie swojej e-diety. Szczególnie w godzinach pracy, szczególnie jeśli macie własny biznes, tak jak ja.

Aha tak, wiem, wiem. Za chwilę 99% z Was powie, że was to nie dotyczy. Że przecież to doskonale kontrolujecie. Tak, tak. Pozdrawiam etap nieświadomej niekompetencji. Ignorance is bliss, they say.

Ok, ok, możesz być osoba o silnej woli. Zazdroszczę. Ja nią nie jestem. Nam jest trudniej :)

A więc dieta- wyłączenie powiadomień, ograniczenie fejsa w przeglądarce, odstawienie mobilnej apki. We will see.

P.S. Tak, wiem. Jest całkiem prawdopodobne że po końcu mojego eksperymentu rzucę się w wir nałogu, schleję wirtualną mordę i wpadnę w ciąg – znowu. Mam nadzieję jednak, że świadomość będzie we mnie rosła z dnia na dzień.

P.S.S. Jest 99% szansy, ze ktoś napisze o FIRST WORLD PROBLEMS. Zawsze odpowiadam tym samym – a TY masz problemy drugiego, czy trzeciego świata? Strzecha ci przecieka? Krowa się nie cieli? Ryż nie chce rosnąć?

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.