Okazałem się znowu naiwny. Myślałem sobie, że skoro zima trwała do kwietnia włącznie, to może lato chociaż o wrzesień zahaczy. Nic z tego, tym razem jeszcze liście nie zdążyły zżółknąć, a temperatura spadła poniżej 10 stopni. Słabo, co zrobić. Jeszcze słabiej, że zaczyna się sezon na kichanie, kasłanie i infekcje o czym bezbłędnie informują nas reklamy radiowe i telewizyjne. Ale zupełnie nie o nich chcałem tym razem pisać.

Chciałem podzielić się z Wami krótko dwoma doświadczeniami – tym razem jako osoba chronicznie chorująca od jakichś 30 lat – problemy z zatokami i górnymi drogami oddechowymi nadal pozostają dla laryngologów zagadką (a dziwne, myślałem, że się w tym specjalizują :P) i podobnie jak wiele osób nadal zmagam się z tymi infekcjami regularnie. Nie chcę wchodzić teraz w wątek “wyleczymy cię przez neta” – jestem po operacji przegrody i zatok – podzielę się jak już mówiłem dwoma doświadczeniami – jednym pozytywnym, drugim negatywnym. I nie, nie będe pisał o magicznych miksturach z miodu, imbiru, czosnku, czy ziela angielskiego – mówię o hardkorze nosowym, a nie przeziębieniu.

1. Nie używaj kropel z Xylometazoliną.

Już kiedyś o tym pisałem na blogu. Tych kropli jest pełno na rynku i sa oczywiście dostępne bez recepty. Xylogel, Otrivin, inne (często te same produkty występują w wariantach bez xylometazoliny, np Otrivin Natural więc może lepiej użyć właśnie tych.) Krople wydają się cudem techniki. 30 sekund po psiknięciu  kanały nosowe otwierają się i czujesz autostrade w nosie. Wow. Wow. Niestety na jakieś kilka godzin. Potem sytuacja wraca, a ty musisz użyć ich znowu. I znowu. I znowu.

Instrukcja mówi żeby używać maks kilka dni, ale KAMAN! Mam nagle zrezygnować z oddychania przez nos? Więc używałem ich tygodniami. Miesiącami. Raz wpadłem w ciąg, który trwał rok. Serio. I wiem, że nie jestem w tym sam.

Ważna sprawa – nieżyt nosa to nie jest “nos zatkany katarem” jak mi się wmawiało w dzieciństwie. To nie jest tak, że mam zatkany nos, bo tam jest katar, a jak go się wydmucha to będzie super. Całe dzieciństwo zastanawiałem się dlaczego nie moge go do końca wydmuchać, a to przecież spuchnięte śluzówki, które wypełniają ci nos. Krople je obkurczają, ale na jakiś czas. Gdy przestają działać, śluzówki wracają do poprzedniego stanu… a nawet do jeszcze bardziej opuchniętego. W ten sposób uzależniasz się, bo po miesiącu musisz już ich używać, inaczej masz totalnie zatkany nos, śpisz oddychając przez usta – MASAKRA.

Serio, byłem narkomanem. Na imprezach szukałem najbliższej apteki (gdy zapomniałem ich wziąć z domu). Wiedziałem że cały wieczór zwalony. Co więcej, one wypalają nos tak, że i tak nie czuje się zbyt zapachu ani smaku, choć oddychac można. Jedna wielka masakra – NIE UŻYWAJCIE TEGO GÓWNA. Jeśli lekarz wam daje spytajcie czy nie można czegoś innego. Lekarze mogą dac kortykosteroidy, które działąją słabiej, ale nie “uzależniają”. Co ciekawe, one sa akurat na receptę, a tamto nie, eh. A jeśli jesteście w “ciągu kroplowym” idźcie do laryngologa. U mnie skończyło się przerostem śluzówki i operacją.

2. Płucz nos i zatoki

Po wspomnianej operacji lekarz zalecił mi płukanie nosa i zatok specjalną butelką. Jest droga jak cholera, ale to jedno wielkie dobro. Serio, tej notki nikt nie sponsoruje, ale jest to tak zarąbista rzecz, że muszę wam ją zareklamować. Ja trafiłem na jedno, dość drogie rozwiązanie, w dodatku amerykańskie – butelka z zapasem specjalnej mieszanki (soli z sodą chyba) kosztuje kilkadziesiąt złotych – wydaje się to drogie, ale warto (NeilMed Sinus Rinse). Moim laickim okiem – ta mieszanka powoduje, że nie masz podczas płukania tego uczucia które towarzyszy ci jak wleje się np woda do nosa na basenie. Napełniasz butelkę ciepłą wodą, dosypujesz mieszankę, przykładasz do dziurki i…

…za pierwszym razem czułem się jak Herkules czyszczący Stajnię Augiasza Alfejosem i Penejosem. Nie będe wchodził w szczegółowe opisy, ale rzeczywiście wypłukujesz cały syf z nosa i jednocześnie mnóstwo bakterii, które tam się lęgną. Serio, polecam wszystkim.

I to chyba tyle tej amatorskiej notki medycznej, jeśli jest na sali lekarz albo ktoś inny to niech prostuje bzdury albo niedomówienia, to wszystko moje empiryczne opisy, słowo zucha, że piszę prawdę :)