fbpx

Nie wiadomo kto wpadł na ten pomysł pierwszy. Po prostu zasadził marchewkę i zaczął się nią zajadać. A potem pojawili się inni. I inni. Tak dużo, że nikt nie potrafił ich zliczyć. Z małymi ogródkami na kilka grządek, które nagle rozrosły się na wielkie ogrody. Sadzili, jedli i dobrze im się żyło.

Aż w końcu któryś z nich wpadł na genialny pomysł. Przecież za moim ogródkiem przebiega ulica! Dlaczego nie wywiesić wielkiego banneru na moim płocie? Jak pomyślał, tak też zrobił. Wywiesił banner z napisem TO MIEJSCE CZEKA NA TWOJĄ REKLAMĘ. I już po chwili pojawili się pierwsi reklamodawcy. Oferta była świetna – ceny znacznie niższe niż na mieście, a i ludzie zerkali ciekawiej niż gdzie indziej, wśród gąszczu outdoorów. Dodatkowo niektóre firmy wpadły na genialne pomysły – ogrodnicy mogli organizować konkursy dla odwiedzających ich gości. Firma zadowolona, ogrodnicy szczęśliwi – w końcu zawsze fajnie mieć trochę grosza. A i przechodniom było dobrze – czasem mogli wziąć udział w konkursie.

Idylla.

Sielanka.

Prawie.

Najpierw odezwały się głosy wśród samych ogrodników. „SPRZEDALI SIĘ!”. „PRAWDZIWY OGRODNIK NIE MA REKLAMY NA SWOIM PŁOCIE!”. „PRAWDZIWY OGRODNIK NIE ZARABIA NA TYM CO ROBI!”.

Głosy oburzenia rozbrzmiewały oczywiście także wśród SZKLARNIARZY. To oni do tej pory zajmowali się uprawą owoców i warzyw. Szklarniarzem zostac nie było łatwo – trzeba było zdać specjalne egzaminy organizowane przez cech, toteż szklarniarze z politowaniem patrzyli na ogrodniczy plebs. „Żenada. Ogrodnikiem może zostać każdy. To już chyba świaczy o tym, że to zerowy poziom. A jeszcze teraz, gdy zaczęli wywieszać reklamy na swoim płocie?”

Oburzali się też niektórzy przechodnie. „To żenada! Dlaczego firmy płacą mu za reklamy? Niech mi też płacą! Nie jestem gorszy!”. Biedny przechodzień zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że jego mały balkonik na 10 piętrze, w położonym na peryferiach bloku nie jest dla nikogo interesujący i nie ma żadnego racjonalnego powodu dla którego ktoś miałby mu coś dać lub wywiesić tam reklamę. Dla kogo? Dla przelatujących tam wron? Ale cóż – zazdrość robiła swoje.

Hejt na ogrodników narastał. Było ich całkiem dużo, dlatego też zdarzało się coraz więcej dziwnych sytuacji. Coraz więcej ogrodników zakładało ogródki tylko po to, by na ich płotach wywieszać reklamy. Mieli w ogródku kilka z rzadka podlewanych krzaków i jedno drzewko, jednak zamiast je podlewać woleli wydzwaniać po firmach i dogrywać konrtakty reklamowe. Na to tylko czekało wielu przechodniów. „HA! Ogrodnicy to sprzedajne świnie!”. I nie ważne było to, że zdecydowana większość ogrodników nadal uprawiała swoje grządki. I nieważne, że wielu z przechodniów nadal codziennie odwiedzało niektóre ogródki. Tak wspaniale było zebrać się razem i poszydzić z ogrodników. Zdawało się to takie na czasie.

Najgorsze jednak z tego wszystkiego było to, że niektórzy ogrodnicy dostawali tak dużo pieniędzy z reklam, że mogli rzucić pracę. Wstawali o której chcieli, podlali grządki, wypielili chwasty (niektórzy bardziej zaciekle od innych :D). I mogli oddawać się zbytkom. A tych było co niemiara. Tego było za dużo! To ja zasuwam od rana do nocy, ledwo wiążę koniec z końcem, a on… A ON!!! A O CO? Może robić co chce? W dodatku dostaje prezenty od firm które z nim współpracują! Jak Boga kocham, dostał nowiutką kosiarkę, tylko po to, by ja przetestował i opowiedział swoim gościom! A ja? A ja musiałem na nią zarabiać pół roku! Ja też chcę ją dostać! Nieważne że na mój zapyziały balkonik przychodzi tylko mój kumpel z żoną. MNIE SIĘ TEŻ NALEŻY!!!

Ta bajka nie ma końca. Na razie. I pewnie jeszcze długo mieć go nie będzie. Ogrodnictwo rozwija się, firmy nadal współpracują z ogrodnikami. Jedne lepiej, inne gorzej. Jedne w sposób całkiem fajny, inne w żenujący. Niektórzy ogrodnicy informują grzecznie swoich gości, że dostali taką oto kosiarkę od firmy i rzetelnie mówią co o niej sądzą, ba, nawet dają ją do wypróbowania swoim gościom – inni nic nie mówią i po prostu wystawiają ją na widok publiczny. Jeszcze inni chwalą się nią wszystkim w dzielnicy. A jeszcze inni… A jeszcze inni robią co innego. W końcu ogrodnikiem może zostać każdy. I dlatego ogródki są prowadzone w tak różny sposób.

Nadal istnieją jednak durni przechodnie. Ci, którzy zazdroszczą, bo sami nie chcą lub nie potrafią założyć swojego ogródka.Tacy, którzy pozjadali rozumy po zobaczeniu kilku z nich. Tacy, którzy hejtują niektórych ogrodników nie będąc nawet u nich w ogródku. Tacy którzy ciągle powtarzają „Pff, zgniłe jabłko wczoraj widziałem. W szklarni koło mojego domu – NIE DO POMYŚLENIA!”

I wielu innych.

Przechodniu! Szkoda dnia na hejt. Nie smakuje? Idź do innego ogródka. Nie lubisz owoców i warzyw z ogródka? Idź do Szklarniarzy! I przede wszystkim naucz się jednego – nie ekstrapoluj (trudne słowo!) opinii na wszystkich ogrodników na podstawie kilku z nich. Choćby tych najgłośniejszych. To dość prymitywne i dziwię się, że tak inteligentny człowiek jak ty nie jest w stanie tego zrozumieć. A także tego, że firma woli podarować kosiarkę blogero…. eee ogrodnikowi którego odwiedza codziennie tak dużo gości, niż Tobie. Po co ma ją tobie dać?  Schowasz ją na swoim balkoniku i nikt się o tym nie dowie.

W kadym razie…

Smacznego!

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.