fbpx

Rozpisałem się ostatnio o blogosferze i okolicach. Czas na trzecią i ostatnią notkę trylogii. Tym razem zmierzę się z pytaniem najważniejszym, które pada ostatnio bardzo często, w komentarzach pod tym tekstem i w innych miejscach. A mianowicie:

CZY (V)BLOGI TO SZAMBO?

I znowu będę musiał wyjść poza samą blogosferę i potraktować temat ogólniej. Tak jak przy blogerach poruszyłem temat liderów opinii jako takich, tak tym razem będe musiał odnieść się do UGC – User Generated Content. Czyli treści które tworzą dziś – lub mogą tworzyć – wszyscy. Czy są one rzeczywiście aż tak gorsze od tego co było do tej pory? Od starannie selekcjonowanych treści prasowych, telewizyjnych i innych, tworzonych przez wyspecjalizowane zespoły? Krótko mówiąc – znowu konfrontujemy stare i nowe media.

1. Jesteś stary

Przykro mi to powiedzieć. Ale statystycznie (choć badacz ze mnie słaby), osoby narzekające na nowe media to osoby stare. Stare mentalnie. Osoby z zeszłej epoki. Bardzo bardzo rzadko – o ile wogóle – spotykam się z takimi opiniami od osób z pokolenia późnych Millenialsów, czyli osób urodzonych w okolicy roku 90. Zazwyczaj są to raczej osoby urodzone dekadę wcześniej, nie mówiąc już o tych urodzonych raczej w roku 1970.

Ja sam powinienem biologicznie zaliczać się właśnie do pokolenia Starego Porządku, choć kiedyś już wytłumaczyłem, że jestem cyfrowym immigrantem. Choć wychowałem się bez internetu, staram się zrozumieć świat cyfrowy i chyba dobrze mi to idzie. Ale nie idzie dobrze wszystkim, postaram się więc dziś wytłumaczyć Wam – Starzy Ludzie :D – jakie umiejętności powinniście posiadać, by przetrwać w cyfrowej, socialowej, UGC-owej rzeczywistości.

2. Trudna Sztuka Wyboru

Żyjemy w świecie deficytu uwagi. I nie, nie chodzi mi o to że coraz więcej ludzi ma ADD, chodzi mi bardziej o to, że ilość bodźców która nas zalewa, jest coraz większa. Ja czuję to dopiero, gdy wyjeżdżam na offlajnowy urlop. Kiedy w latach 80 wyjeżdżałem na wczasy do mojego ulubionego ośrodka nad Jeziorem Dadaj, chodziłem czasami do sali telewizyjnej. Krzesła ustawione jak w kinie, jeden telewizor i… ciagłe głosowanie. Który program włączyć. Jedynkę czy Dwójkę. Innych nie było :)

I tak, niestety części osób myślenie zatrzymało się na tym poziomie. A żyjemy w zupełnie innych czasach. Gdybym miał tylko wymieniać źródła treści z których mogę skorzystać bez odchodzenia od komputera, to zajęłoby mi to cały dzień. Siedzę tu – przed klawiaturą i mam dostęp do takiej ilości informacji, że osoby z lat 80 nigdy by w to nie uwierzyły.

Dlatego muszę WYBIERAĆ. To podstawowa sztuka dzisiejszych czasów. Nie mam szans na przetrawienie wszystkiego. Czytam blogi które chcę, oglądam filmy na YT które mi pasują. To już nie są czasy kiedy włączałem TVP1, potem TVP2 i mogłem zakląć „nic tu k… ciekawego nie ma”. To przerzuć kanał, głupcze! :)

Bez umiejętności odrzucania niechcianych treści i wybierania swoich pereł nie odnajdziesz się w dzisiejszym świecie internetu. A jeśli będziesz czytał wszystko, po kolei, to rzeczywiście będziesz mieć wrażenie, że tu pełno gówna…

3. „Dopóki nie skorzystałem z internetu…”

Znacie pewnie wszyscy słynny cytat z Lema. Tak jest. Zawsze, zawsze przy obniżonej barierze wejścia GDZIEKOLWIEK średni poziom treści MUSI spaść.

Wyobraźcie sobie, że każdy może otworzyć galerię sztuki. KAŻDY. Co będzie w 90% tych galerii? Kicz. Masakra. Późne rokokoko. Piękne jak domy cygańskich baronów w Mławie, lub wjazd do Raszyna. Albo nie wyobrażajcie sobie niczego. Przypomnijcie sobie programy typu IDOL. Ile w nich było pereł? A ile osób z których montowało się potem „najśmieszniejsze występy w programie”?. Tak samo jest z blogami, filmami na YouTube, czy każdym innym typem treści, która jest tworzona przez wszystkich. Robiliście kiedyś konkurs foto? Zazwyczaj nadaje się może 5% zdjęć przysłanych przez użytkowników…

Więc możemy powiedzieć, że to tylko ścieki? Oczywiście że nie. Niech to będzie nawet 90 milionów bezwartościowego śmiecia. Wśród nich skrywa się 10 milionów świetnej twórczości. Ile to razy na YT znajdowałem świetne covery piosenek nagrywane gdzieś w środku Kansas, przez nikomu nie znaną dziewczynę? Jest mnóstwo, mnóstwo świetnych treści. A ty musisz być dzisiaj e-Kopciuszkiem. I oddzielać, oddzielać, oddzielać. Albo zdać się na innych i patrzeć co polecają. To już nie epoka lecenia po kolei po kanałach TV.

4. A co ze starymi mediami?

Bawi mnie zawsze podawanie starych mediów jako przykładu dobrych, przemyślanych treści. Owszem, muszę się zgodzić, że PRZECIĘTNY artykuł prasowy będzie bardziej merytoryczny i dopracowany, niż przeciętna notka na blogu. A przeciętny program w TV niż vlog. Z powodu o którym pisałem. Ale nie ma sensu wkładać do porównania całego tworzonego przez użytkowników contentu. I tu, i tu są perły. I tu, i tu jest szambo. Nadal nie rozumiesz?

Ok. Co powiesz o vlogerze profesorze Bralczyku i jego kanale? Że niemerytoryczny? Że amatorski? Takich przykładów jest naprawdę dużo. Co z blogami prowadzonymi przez dziennikarzy? Jest bardzo dużo treści amatorskich i półamatorskich które biją na głowę nie jeden program w TV czy artykuł w gazecie.

Z drugiej strony zerknijcie co dzieje się w telewizji i prasie. Artykuły w serwisach internetowych lecą poziomem na pysk, to jest bezdyskusyjny fakt. Pamiętam screen z opisu systemu Piano, który ma serwowa płatne, wysokojakościowe treści. Ktoś zaznaczył na nim na czerwono kilkanaście błędów – ortograficznych, stylistycznych, gramatycznych. A co z serią O Mamie Madzi? To też uważacie za świetny poziom? Co wreszcie z programami w stylu Gwiazdy Tańczą Na Głodzie, czy też moimi (nie)ulubionymi Pamiętnikami z Wakacji? I całym wysypem programów w których amatorzy grają amatorów? Nie zdzierżę ani odcinka. To nazywacie tym wysokim poziomem?

Błagam.

5. O zazdrosnych nerdach

(Uwaga, teraz będzie z humorem, dość uszczypliwym)

I na koniec jeszcze mały przytyk co do „gwiazdorzenia”. Bo to znowu się pojawia. Tłumaczyłem już, że blog jest takim medium w którym postac twórcy jest ważna. Pojechałem też nieco części blogerów, co spodobało się oczywiście części z was (chociaż fragment o tym jak bezmyślnie hejtujecie przeszedł bez echa :P) No to jeszcze jedna rzecz.

Musiałem, bo temat pojawia się często, a ja jestem dość mocno obeznany z tematem i nie mówię tylko o blogach. Prawda jest taka, że znakomita część hejtu na „gwiazdorzenie” wypływa z ust cichych, zakompleksionych osób, które zawsze miały problem z publicznymi wystąpieniami i tym podobnym.

Znam ich bardzo dobrze. Sam kiedyś taki byłem. Ale potem z różnych powodów się odmieniłem. I tak, miałem zawsze gdzieś za plecami grupki hejterów. Wiem o tym, choć bardzo rzadko mówili mi to w twarz. Zazdrościli mi, gdy tańczyłem z dziewczynami, a oni podpierali drabinki gimnastyczne w zapiętych pod szyję koszulach.

„…chłopcy trochę pijani podpierają drabinki gimnastyczne. W kieszeniach butelki taniego wytrawnego wina po 20 centów, a może nawet po 18…”

Zazdrościli nam, gdy robiliśmy show z gitarami na scenie. Zazdroszczą mi teraz, bo mam (czego nadal nie rozumiem) grubo ponad tysiąc subskrybentów. Bo zawsze to co robię ma sobie coś z SHOW. Ja nie nazywam tego gwiazdorzeniem, jedni będą cicho siedzieć w kącie, inni będą go robić. Nie będę przepraszał za przynależność do tej drugiej grupy. I nie widzę w tym nic złego. Ktoś musi podpierać te nieszczęsne drabinki :P

Reasumując.

Tak, patrząc na średni poziom treści tworzonych przez dziennikarzy i innych twórców, i średni poziom treści tworzonych przez wszystkich ludzi, pierwsza grupa może wydać się bardziej wartościowa.

Tak, w drugiej będzie więcej szamba.

Nie, to nie znaczy że jest mniej wartościowa.

Musisz nauczyć się wybierać te treści.

Albo utopić się w szambie.

Lub zostać e-miszem i czytać tylko prasę papierową!

:>

 

 

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.