No dobra, to strasznie głupie. Jako dorosły facet właściwie nie powinienem pisać o takich rzeczach, ale przyznałem się już kiedyś, że mam zboczenie na punkcie przedmiotów papierniczych, więc co tam. Zdaję sobie też sprawę, że retro-PRL temat jest juz mocno w sieci ograny. Trudno. Naszło mnie na przypomnienie sobie kultowych przedmiotów które kojarzę ze szkoły.

Część z Was pewnie kojarzy te same, część już nie, część może jeszcze nie. Ja podstawówkę kończyłem w latach 80, liceum w latach 90. Nie dzieciaki, nie było jeszcze gimnazjum. Całe szczęście :P

Kurcze jak szybko o tych przedmiotach zapomnieliśmy. A były tak bliskie. W końcu z częścią z nich stykaliśmy się codziennie. tyyyle lat….

A więc po kolei. Aha, nie będe wrzucał zdjęć. Nich wasza wyobraźnia podziała :)

1. Kalka

Taka zwykła kalka, fioletowa rzecz jasna. Prawdę mówiąc nie używałem jej specjalnie w szkole – bo nie było po co, ale bawiłem się nią nie raz w domu – to jedna z tych rzeczy które Tata trzymał w biurku. Kalka służyła oczywiście do kopiowania i miała dwie strony – matową i błyszczącą. Można było na niej wykonywać kilka tricków, między innymi pisać wyczerpanym długopisem, a mimo to na drugiej kartce pojawiał się napis. MAGIC!

2. Kalka techniczna

Oprócz nazwy miała mało wspólnego z poprzednią. Była za to genialna do kopiowania wzorów, jeszcze zanim wiedziałem co to CTRL-C i CTRL-V.

3. Guma arabska

W sumie jestem za młody, aby pamiętać regularne jej używanie w szkole, ale Dziadek miał jej pełno. Dziadek pracował w archiwum i miał generalnie mnóstwo artykułów papierniczych z poprzedniej epoki. Guma arabska  słabo kleiła, rozlewała się i była mało poręczna w tych szklanych butelkach, ale do dziś pamiętam charakterystyczną gumową końcówkę którą trzeba było lekkim ruchem rozkleić :>

4. Ołówek

Kiedy ostatni raz używaliście ołówka? Ja nie pamiętam. Długopisu trzeba od czasu do czasu użyć. Ale ołówka? Najbardziej podobały mi się te 6-cio kątne. Z gumką na końcu rzecz jasna. Były tym ładniejsze im krótsze :) Albo takie oldskulowe “pawie oko”. I oczywiście ich twardości. Od megatwardych 6H do ultramiękkich 6B. Ołówek to przedmiot kultowy, coby nie mówić :)

5. Papier kredowy

Papier kredowy był dla flamastra tym, czym kawior dla podniebienia. Flamaster ślizgał się wspaniale, aż człowiek nie chciał przestawać rysować. Nie, nie wytłumaczę dlaczego to było wspaniałe. Było i już. Dziadek miał mnóstwo dziwnych zaproszeń Beton-Stal wydrukowanych na papierze kredowym. Właściwie pół werandy. Znaczyło to mniej więcej tyle, że mogłem korzystać z tego do woli. BOGACTWO.

6. Korektor

Prawdę mówiąc za korektorem specjalnie nie tęsknię. No może trochę… Korektor był dla mięczaków. Można było po prostu zakreślić, przekreślić, wykreślić, narysować czarną kratkę, albo jakiegokolwiek innego bazgroła. Ale rzeczywiście czasem trzeba to było zrobić z godnościom osobistom. Wtedy do gry wkraczał właśnie korektor.

7. Linijka

Linijka służyła oczywiście do wymierzania karczycha. Oj, na samą myśl porządnego klepnięcia w odsłonięty kark budzą się we mnie jakieś odruchy sadystyczne. Ej no, serio, czy to nie było piękne? Oczywiście jak ktoś sobie zasłużył :D

Oprócz tego linijka służyła do głośnego walenia w ławkę. Przy odpowiednim uderzeniu odgłos był naprawde konkretny. Przytrzymujesz jeden koniec, drugi unosisz do granicy pęknięcia i….

8. Cyrkiel

W sumie cyrkiel był przyrządem dość abstrakcyjnym. Czasem rysowało się nim jakiś okrąg, czy łuk, ale częściej możnabyło wykorzystać igłę do porysowania czegoś, czy ukłucia kogoś. Cyrkle dzieliły się na normalne (z wkładem od ołówka) i wieśniackie z miejscem na ołówek. Nadal twierdzę, że te drugie tragicznie wyglądają.

9. Długopis BIC

Długopisy te używam do dziś, niestety dziś służa mi one do pisania. Kiedyś oczywiście służyły do konstrukcji spluw, czyli podstawowej broni klasowej. Konkretna spluwa potrafiła donieść wyżuty kawałek kartki z ostatniej ławki prosto na tablicę. Kosmos.

10. Długopis z kolorowymi wkładami

Powód do szpanu. Im więcej kolorów tym lepiej. Bywały dziewczyny które miały tak grube długopisy, z tyloma kolorami, że brakowało nam nazw aby je nazwać. Choć w sumie i tak wazny był czerwony – można było podrabiać nim oceny.

11. Papier kolorowy

Jest coś takiego w tym papierze, że kręci mnie do dziś. Nie wiem czy to wielkie połacie jaskrawych kolorów, czy co innego ale uwiebiałem wszelkie zajęcia na ZPT, czy plastyce które go wykorzystywały. Po prostu chyba lubię kolory.

12. Temperówka

Zacznę od tej oldskulowej, z żyletką. Podobnie jak z Gumą Arabską – jestem za stary aby regularnie z niej korzystać, ale muszę  przyznać że miała jedną zaletę – żyletkę, którą można było z niej wyjąć. A jak ktoś nie wie po co miec żyletkę, to jest za młody albo za głupi. Jak to po co? Bo nie wolno było jej mieć! Oprócz tego temperówka była idealnym powodem, aby do kogoś podejść w trakcie lekcji. Dziś kręcą mnie te elektryczne – jest coś takiego w temperowaniu ołówków, choć teraz jako stary cap mam tu skojarzenia głównie seksualne :P

13. Gumka myszka

Gumka służyła do ścierania, ale też do rysowania na niej długopisem. Miała taki fajny wtopiony w siebie pasek który był fajny bo był wtopiony. Nie wiem dlaczego był fajny. A nie był? Ktoś się ze mną nie zgadza?

14. Plakatówki

Akwarele ssały. Nie dość, że miały słabe kolory, trzeba było rozpuszczać je długo w wodzie, to po prostu jakoś ich nie lubiłem. Za to plakatówki to było coś. Może to znowu moja fascynacja kolorami?

15. Kredki bambino

Zwykłe kredki świecowe jakoś nigdy nie zawojowały mojego serca, ale Bambino… Miały w sobie coś, może dlatego że fajnie się je skrobało. I miały bardziej spiczaste końcówki. Tylko łatwo się łamały,

16. Nalepki literki

Kto ich nie zna, ten przegrał dzieciństwo! Miałem ich mnóstwo – ze smerfami, z różową panterą, Donaldem czy Myszką Miki. Ba, mam chyba je do tej pory naklejone na skarbonce szyfrowej do której nie pamiętam szyfru.

17. Piórnik

Nie ma chyba osób które nie miały piórnika. Piórników było mnóstwo, a mody na konkretne modele przechodziły niczem haute couture. Jakość piórnika oceniało się tym ile ma miesc na ściągi. Proste.

18. Tornister/plecak

Zacząłem chyba od skajowego klasyka z zapinkami-odblaskami. Później wypasiony model który przywiózł mi Wujek z Libi. Potem były już plecaki w tym nieśmiertelna wojskowa kostka. Ech… :) To niesamowite, ale do pracy nadal nosze plecak, a nie jakieś głupie torby czy aktówki :]

19. Blok rysunkowy

Ten duży. Z rączką. Pozwalał poczuć się przez chwilę artystą. Siadałeś, otwierałeś go i… po chwili już nic. Ale ten moment był bezcenny. Oprócz tego, że blog trzeba było jakoś przewozić.

20. Worek na kapcie

I rzecz ostatnia, choć mało papiernicza, to jednak kultowa. Worek był podstawowa bronią szkolną. Dobrze było mieć w nim twarde obuwie, wtedy bardziej bolało. Wtedy panowały jeszcze zasady, że w głowę się nie bije, ale sieknąć kogoś porządnie w nery – ooo to było coś. Oczywiście jak zasłużył.

I to chyba tyle. Rozpisałem się o głupotach, ale czasem fajnie odbyć taką podróż w czasie. Jakoś lepiej na duszy.