Koperta. Bąbelkowa. Przyszła dzisiaj. Nadawca “Direct Channel”. Zadresowana do mnie, otwieram. W środku mała koperta i kilka innych rzeczy. Najpierw wysypały się zdjęcia.

Zdjęcia. Raczej nie moje.

Poczułem się trochę jak na filmie, kiedy ktoś przesyła kopertę ze zdjęciami gdy zdradzam żonę. Uff. To nie to. Ale dzieci raczej nie moje (mam nadzieję! :P). Do tego fotka z panną młodą – eeee. WTF? Chyba jakaś pomyłka.

Sięgam do koperty. A tam… kartka pocztowa.

Kartka?

Jasne. Ktoś mi zrobił dowcip. Zaraz wszystko się wyjaśni. Ale… Przecież to kartka nie do mnie! Od Kasi… hmm znam trochę Kasi, ale tej nie znam. O, jeszcze jakies pismo?!

Errrrr?

LOL. Odrzucenie kredytu?? Szperam dalej.

WHO?

Tu zacząłem coś podejrzewać. Genowefa Śliska brzmi dziwnie podejrzanie i fejkowo. Hmmm. Z ciekawością otwieram kopertę (wsadzoną po to, aby otworzyć ją na końcu)

No proszę :)

A tam… list od Netii. Z firmą tą zbytnio się nie lubimy (bo chciała mnie jakiś czas temu zrobić w bambuko i w sumie trochę zrobiła), przesyłka też nie jest mi do niczego potrzebna (mam Maka), ale musze przyznać, że całość zrobiła na mnie mega wrażenie!

Nie sądziłem, że można zrobić kreatywną kampanię pocztową, która w dodatku zaskoczy takiego narzekacza jak JA. A jednak. Udało się :)) Nie wiem czy można zmierzyć open rate, czy też bounce rate tej oto przesyłki ;) ale sądzę, że instalacje programu pewnie jakoś tak. Ciekawy jestem wyników :) Kreatywnie, pewnie skutecznie (trochę strachu). Brawo!

No i…

Trololololololo

P.S. Dawno nikt mnie tak nie strollował :))) A już na pewno nie marketingowo!