Dzwoni telefon. To pani z firmy która kiedyś namówiła mnie do wpłacania raz na jakiś czas drobnych kwot po to bym miał godziwą emeryturę. Niestety całość okazała się mniej opłacalna niż odkładanie do skarpetki – ale to temat na inna notkę. Pani chce porozmawiać, coś pozmieniać, pokombinować. Chce się umówić. Kiedy? W tygodniu. Jakoś między 10.00 a 17.00. Ja mam podjechać.

Tych sytuacji sa tysiące. Za każdym razem dosięga mnie wtedy niebotyczne wnerwienie. JAK TO W TYGODNIU W CIĄGU DNIA? LUDZIE, JA PRACUJĘ!

Kiedy patrzę sobie na nasz świat to zastanawiam się czy to takie niezwykłe że chodzę do pracy. Zawsze wydawało mi się, że większość ludzi to robi, że większość ludzi spędza dzień właśnie gdzieś w pracy. Nie liczę tych z własnymi firmami, freelanserów, leser…. ee studentów i innych takich. Wydawało mi się, że większość ludzi pracuje.

Ale gdy wychodzę na miasto w ciągu dnia – czasami udaje mi się to osiągnąć – to widzę że miasto jest pełne ludzi. Może to ja jestem dziwny w takim razie spędzając swoje życie w pracy? A może oni też wyskoczyli tylko na chwilę? Ale znowu zbaczam z tematu.

Otóż nerw straszny mnie zalewa gdy mam coś załatwić. Bo większość punktów usługowych działa tak, że zwykły, pracujący człowiek nie ma właściwie żadnych szans nic załatwić. Większość z nas pracuje na pierwszą zmianę, więc dlaczego ci którzy nas obsługują pracują w tych samych godzinach? Muszę naprawić samochód – trzeba zerwać się z pracy. ZUS, Urząd Skarbowy – to samo. Urząd Gminy – może uda się trochę wcześniej, przed pracą – ale tylko wtedy gdy nie będzie kolejki. Ubezpieczenie, cokolwiek – w tygodniu, 9-17. Chciałem ostatnio przejechać się na jeździe próbnej. W tygodniu, do 18.00. WTF? Jak mam tam zdążyć dotrzeć? W weekend? “W weekend to nie, sprzedawcy nimi jeżdżą”.

Przecież to nie jest tak, że możemy dziś jak za komuny wyrywać się ciągle na godzinkę czy dwie żeby załatwić nasze sprawy. Jest praca, mam pracować. A nie szlajać się po mieście. Dlaczego tak mało punktów obsługowych czynnych jest w godzinach kiedy normalni ludzie są w pracy?

Nauczyły się już tego banki, nauczyły się sklepy. Ale ciągle trafiam na zdziwienie w tylu różnych miejscach: “No jak to, nie może pan w tygodniu? W ciągu dnia?” NIE. PRACUJĘ. Czy to takie dziwne…?