Podczas tegorocznego forum IAB dowiedziałem się,  że Facebook to największe repozytorium zdjęć na świecie. W sumie to żadne wielkopomne odkrycie, ale jakoś do tej pory nie uzmysłowiłem sobie tego faktu. Rzeczywiście ostatnio zrezygnowałem nawet z galerii trzymanej na moim serwerze (Menalto Gallery) bo nikt tam nie zaglądał. Przyzwyczaiłem się do komentowania i tagowania, do lajkowania, do tego że wrzucam zdjęcia tam gdzie sa moi znajomi, po to żeby je widzieli.

Robimy coraz więcej zdjęć – ja na przykład co najmniej kilka – kilkanaście dziennie. Oprócz wyjazdów nie używam już właściwie mojej lustrzanki – nie chce mi się jej dźwigać. Korzystam głównie z mojego iPhone 4 i szeregu programów, które ułatwiają mi obróbkę zdjęć w locie. To wygodne – normalnie musiałem zrzucać wszystko w domu na kompa i robić długą i żmudną obróbkę. Teraz w kilka sekund otrzymuję znośną panoramę, HDR, zdjęcie z zabawą głębią ostrości itp. Bawię się też gotowymi filtrami – można za ich pomocą uzyskiwać naprawdę ciekawe efekty. Oczywiście o ile się nie przesadzi. Właśnie…

Największe repozytoria zdjęć na świecie

No właśnie – filtry. Stosowane do zdjęć artystycznych (wiem że to pojęcie względne) mogą być naprawdę fajne. Problem zaczyna się wtedy gdy da się je osobom zupełnie nieogarniętym graficznie. Nie chciałbym wyjść na foto specjalistę – zupełnie nim nie jestem. Ale filtry stosuję delikatnie i świadomie – kiedy chcę uzyskac określony efekt. Czasem delikatnie, czasem mocno, czasem zupełnie. Całe szczęście Camera+ daje możliwość ich stopniowania. Poniżej kilka moich fotek.

Nie zrozumcie mnie źle – każdy ma prawo korzystać z dobrodziejstwa fotografii. Cały szkopuł w tym, że gdy zderzymy świat retro filtrów i świat zdjęć “oto mój pies przed domem” vel “oto moje dzieci na chrzcinach” to wynikiem będzie straszny potworek.

W dodatku Facebook wypuścił właśnie na rynek aplikację do robienia zdjęć. Przypomina ona nieco Instagrama – program o którym już nie raz pisałem. To świetnie, bo aplikacja ułatwi znacznie wgrywanie zdjęć na Facebooka. To jednak straszne, bo hipsterskie filtry wejdą już do zupełnego mainstreamu. O ile wyciągnięcie kontrastu i poprawa balansu bieli to potrzebna rzecz to jednak filtry już nie zawsze.

Być może w 2050 roku będziemy załamywać ręce nad tym że do 2012 nasze zdjęcia stawały się coraz lepsze, ale od tego czasu zostały bezpowrotnie zepsute przez filtry które powodują że są one brzydsze od tych z lat 70tych poprzedniego stulecia?

Chciałbym się mylić, ale mam wrażenie że teraz zaleje nas fala zdjęć z wakacji w sepii, robionych niby Łomo, Dianą, itp. Pomarszczony papier. Nieodwracalne zmiany w palecie barw, spłaszczony kontrast, dodane ziarno. O, to takie zdjęcie rodzinne które ostatnio zrobiłem:

I kilka sposobów jak je zepsuć filtrami :)

Ludzie nie będą tęsknić za zdjęciami chmury czy trawy które wykonali 20 lat temu. Nawet gdy są zniszczone filtrami – taki zamysł artystyczny. Ale to trochę kiepsko gdy okaże się że wszystkie zdjęcia z pamiętnych wakacji są pociągnięte kosmiczną paletą i mają ziarno wielkości ziaren pszenicy, a fajne zdjęcie które chcemy wydrukować (lub zrobić  z nim to co się wtedy będzie robiło) będzie miało jakość cofniętą o 30 lat.

Obym się mylił. Oby to nie nastąpiło. Oby filtry wprowadzane przez Facebooka nie były zbyt destrukcyjne. Zabrzmię troszkę jak foto lord popijający Lady Gray z filiżanki patrzący sie z pogardą na plebs, ale to chyba realna groźba. Ludzie ogarnijcie się z tymi filtrami. Z głową, z głową! :)