Osobom które mnie znają może wydawać się dziwne że to właśnie JA piszę tę notkę – osoba która pisze dość sporo i bez wątpienia należy do “1” w modelu 1/9/90. Ale tak, nawet ja uważam czasami że są pewne granice, granice za którymi rozpoczyna się “oversharing”. I na pewno za tą granicą leży mechanizm który od niedawna stosują aplikacje facebookowe – frictionless sharing.

Pamiętam że gdy około roku temu Facebook zmienił sposób działania przycisku like miałem dość mieszane uczucia. Przypomnę – przed marcem 2011 przycisk like nie wrzucał automatycznie linkowanego obiekty na Facebooka, jedynie krótką wzmiankę. Po zmianach like = share (z małymi różnicami). Krótko mówiąc kliknięcie że coś lubię było tożsame z tym że chcę by pojawiło się to na moim wallu. A przecież mogę “polubić” 20 artykułów bo akurat robię prasówkę. Lubię bo są fajne. Ale czy chcę wrzucić do siebie 20 artykułów pod rząd? Niekoniecznie :/

Wspomniamy mechanim zanosi to na jeszcze wyższy poziom. Jak to działa? Tak, że dajmy zezwolenie aplikacji na automatyczne umieszczanie pewnych informacji na naszym timelinie, ale co ważniejsze – na głównej stronie znajomych (w widoku aktualności). Krótko mówiąc automatycznie “share’ujemy” rzeczy na Facebooku. Słuchamy jakiejś piosenki na Deezerze? Pach! Odtwarzamy coś na Soundcloud? Sru. Czytamy artykuł na WP albo na Onecie? Trach. Wszystko jak leci ląduje u znajomych.

Czy to dobrze? Oczywiście że nie. Po cholerę mam pokazywać wszystkim moim znajomym moją aktywność w sieci 1:1? Czy następnym krokiem będzie plugin do przeglądarki który będzie wrzucał informacje o KAŻDEJ stronie na którą wejdziemy? Czekam aż ktoś wejdzie na Redtube i niechcący udostępni się to jego znajomym :))

Co więcej, linki wyplute w ten sposób przez WP czy Onet zmuszają do skrzystania z tej aplikacji! Nie można po prostu przeklikać się na stronę z artykułem, trzeba włączayć najpierw ten ekshibicjonistyczny tryb u siebie. MASAKRA. Oczywiście wtedy my też podzielimy się z innymi faktem że czytamy ten artykuł. Być może straszliwie denny, być może wcale nie chcemy się tym dzielić. Trudno.

Co pozostaje? Wyłączcie to gówno, pliz. Wrzucajcie ręcznie to co chcecie wrzucić, bez sensu jest dzielić się tak zupełnie wszystkim. Wyłączcie zanim przeczytacie jakiś głupi artykuł i będzie wam trochę wstyd :) Dla mnie to tak naprawdę mechanizm podobny do Facebookowych ściem i farm fanów o chwytliwych tytułach, z tymże tu dzieje się to w imieniu prawa.

Dla mnie mechanizm ten to o jeden most za daleko.