Kiedy kilka lat temu zapadła decyzja o zmianie nazwy starego, dobrego Ronda “Babka” na “Rondo imienia zgrupowania Armii Krajowej Radosław” byłem przekonany że to jakiś okrutny żart. Niestety – nie miało to nic wspólnego z żartem, a następne miesiące pokazały że fantazja radnych i innych osób decydujących o nazwach warszawskich ulic nie zna granic. Montypythonowską granicę absurdu przekroczono właśnie teraz, gdy stacja metra “Świętokrzyska” zamieniła się w partyzanckie spaghetti i została nazwana “Metro Świętokrzyska-PASTa”. No nie do końca, powinienem użyć znaku Polski Walczącej, bo to właśnie nim będzie się pisało tę nazwę. (Przypomina to swoją drogą historię z Princem, który niegdyś nazwał się specjalnym symbolem który nie znajdował się na żadnej klawiaturze i nie miał nazwy, więc nazywano go “artysta znany niegdyś jako Prince”) (Tu nawet zbiera się już grupa sprzeciwu)

Ale wróćmy do samej sprawy nazewnictwa. Otóż niestety muszę przyznać, że tym razem znowu dostanie się trochę prawej stronie sceny politycznej. Bo to raczej prawica znana jest ze swojego prymitywnego i łatwego postrzegania patriotyzmu. Znicze, wieńce, capstrzyki, mruczando i wspominanie historii. Najlepiej poprzez nadanie imion zmarłych wszystkiemu co możliwe. Wszechobecny symbolizm i romantyzm – tak naprawdę po większości z tych ulic i rond powinniśmy chyba jeździć na baczność… Rondo podporucznika Jana Wójcika ps.”Znicz”?? Skwer Zgrupowania Armii Krajowej “Chrobry II”???

To pierwsza “winna” grupa. Drugą sa bezmyślni urzędnicy, którym najwyraźniej się nudzi, skoro wpadają na takie absurdalne pomysły.

Ja może prosty chłopak z prawej strony Wisły jestem, ale tak mi się wydaje, że nazwy ulic, placów, przystanków, rond, istnieją przede wszystkim w jednym celu. W celu identyfikacji tych miejsc. Powinny byc krótkie, proste, łatwe do zapamiętania i wymówienia, charakterystyczne. Od tego one są. Od tego są one. Od tego są. Mamy tyle pięknych, przedwojennych nazw ulic. Krótkich nazw. Długa, Złota, Piękna, Krucza, Mała, Piwna, Mysia. Złe są? Za krótkie? Nie upamiętniają żadnego rozlewu krwi? Może je też zmienimy? :]

Jeśli chcecie upamiętniać kolejne serie polski porażek wojennych to odpieprzcie się na miłość boską od ulic mojego miasta! Nie wystarczą cmentarze, tablice pamiątkowe, pomniki, czy izby pamięci? Ja wiem że to trochę racje przeciw emocjom, bo przecież nic racjonalnego z nazwania tak jednej czy drugiej ulicy nie wynika, wiem też że nie wytłumaczę tego tym którzy na te pomysły wpadli i je zatwierdzali. Stara, dobra ulica Budowlana, obecna na mapie Bródna od 1916 roku stała się nagle Ulicą Matki Teresy z Kalkuty. Ja rozumiem że Matka Teresa była wspaniałą postacią, ale czy każda wspaniała postać musi dostawać swoją ulicę albo plac?

Chwilę temu przez Warszawę przebiegła elektryzująca wiadomość, że Most Północny na który czekamy od lat nagle ma zmienić nazwę na most Marii Curii Skłodowskiej. DOUBLEYOU TEE EF?! Po co? Dlaczego? Czy szanowni radni (chciałbym zrobić listę tych którzy głosują za tymi absurdami) mogliby się wreszcie ogarnąć i podejść do sprawy PRAKTYCZNIE? To są nazwy do cholery. Nazwy którymi będziemy się posługiwać na codzień, nazwy które mają być poręczne! W końcu często nazwy do których się przyzwyczailiśmy latami. Nie, nikt w Warszawie nie mówi o Rondzie Zgrupowania AK Radosław. Mówi się Rondo Babka. I tak się będzie mówiło do cholery!

W końcu drodzy włodarze, czy wy naprawdę macie nadmiary gotówki? Do cholery, w Warszawie jeszcze pełno miejsc bez asfaltu, druty biegną od drewnianego słupa do budynku jak na wsi, a wy wydajecie grubą kasę na zmianę tablic, dokumentów, map i innych rzeczy w związku z waszą chwilowa fanaberią i chęcią przypodobania się jakiejś grupie wyborców?

Absurd goni absurd. Na koniec dodam jeszcze że całkiem niedwno banda urzędasów wpadła na pomysł zmian nazw 299 ulic w Warszawie. Stwosza Wita na Wita Stwosza, Jana Pawła II na Papieża Jana Pawła II (bez tego pierwszego słowa nikt nie wie kto to jest?) a Żwirki i Wigury na… Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury (!!!). No nie. Cycki opadają. Na to wszystko potrzebne by było oczywiście mnóstwo, mnóstwo pieniędzy. Oprócz tych które musiałoby wydać miasto (z naszych podatków przecież) byłyby te które musielibyśmy wydac my (choćby zmiany dokumentów, później zmiany w bankach, urzędach). MA-SA-KRA!

Całe szczęście tym razem radni poszli do rozum do głowy i powiedzieli urzędnikom co o tym sądzą. Wyjątkowo jednogłośnie. Uff.

Reasumując – drodzy Radni, urzędnicy miejscy i inni! Jeśli w ogóle zastanawiacie się nad takimi rzeczami w godzinach pracy, za nasze pieniądze to znaczy że wasze stanowiska są zbędne. Ja sam mogę wskazać setki rzeczy na które trzeba wydać środki, setki rzeczy którymi trzeba się zająć. Więc zamiast wkładać kije w szprychy i wprowadzać chaos i zamieszanie (czesto w imię niby wyższych wartości i pamięci o bohaterach, którzy teraz pewnie na to patrzą i wołają o pomstę) zajmijcie się pracą u podstaw. Organiczną.

A tu petycja to podpisania.