Pamiętam, że gdy jeszcze w latach 90tych wracałem z wakacji nad morzem, to przez cały wrzesień zamiast “tak” mówiłem “jo”. To był taki trochę celowy lans, a trochę przyzwyczajenie, po prostu nad morzem tak się mówiło – tak mówili ludzie z Trójmiasta, a my za nimi powtarzaliśmy. Poznaniacy śpiewnie podnosili końcówki pytań, a Krakusy tradycyjnie akcentowali pierwsze sylaby. O wyjazdach w Tatry nie muszę chyba mówić, akurat gwara góralska miała się zawsze silnie – jak zresztą cała ich kultura, choć można twierdzić że jest niec plastikowa i na pokaz.

Wchód Polski to oczywiście sljedziki i zacjąganie – melodyjne jak nigdzie. Mazury – mój wujek który mówił na mnie “Mnichał” i kupował “mnięso” na obiad. Mazowiecka wieś? “Pójdo, przyjdo, zrobio”. Tak mówił jeszcze czasami mój dziadek. I “warsiawka”. Kiedy wracałem z podwórka, Mama zawsze ochrzaniała mnie że jakiś cwaniacki zaśpiew łapię. A to właśnie gwara warszawska była. Bliżej Warszawy? “Chustkie”, “kratkie”, “kurtkie”. Z drugiej strony “Genek”, “keszeń” i “kedy”.

Ginie to. Bezpowrotnie. W erze globalizacji, internetu, szybkiego podróżowania i studiowania w dużych miastach coraz częściej wszelkie regionalizmy stają się raczej zbędnym, wstydliwym ciężarem niż czymś z czego moglibyśmy być dumni. I dzieje się tak nie tylko u nas. Jestem zafascynowany akcentami jęsyka angielskiego (który jest na nie niezwykle podatny) i ze smutkiem obserwuję, że prawdziwe dixie akcenty południa zanikają, że prawdziwie redneckowe akcenty nie są tak silne jak kiedyś, że nowojorskie, lekko włoskie “młejk młi a kłoffi” też nie jest tak silne jak kiedyś. Tylko w filmach udających dawne czasy, takich jak Big Fish, słyszymy mocny akcent. Świat się ujednolica.

No cóż, nasz folk nigdy nie wydawał mi się sexy. Był mocno wiejski i siermiężny. Podobało mi się amerykańskie country, irlandzki folk. A my? Wiejskie przyśpiewki, masakra. Ale to trochę nie tak, w dużych miastach USA country też jest synonimem wieśniactwa. Może po prostu trzeba się wznieść trochę ponad wielkomiejskie zadufanie? Odszukać piękno regionów – czy to bardziej wiejskie, czy miejskie?

Trochę mnie to wszystko martwi. Regionalizmy są piękne. Polska przez swą historię raczej próbowała się jednoczyć niż różnić, ale mimo wszystko jesteśmy przecież wielkim krajem z różnymi regionami i tradycjami. Często nieznanymi i pięknymi. Żal by było gdyby umarły. Dlatego nie wstydźcie się swojego pochodzenia, nie wstydźcie się tego akcentu, tej gwary, tych słów. To będzie straszna bieda gdy zaczniemy mówić tak samo. Ja tam chciałbym, żeby Kaszubi pielęgnowali swój język (to jest co prawda istny hardkor bo z niego to nic nie rozumiem), coby Ślązacy godoli po swojemu, żeby sljedziki zacjągały, żeby Poznaniacy śpiewnie pytali się mnie o cokolwiek podnosząc ostatnią część zdania do góry. Żeby w Warsiawie mieszkaLY take osoby które by umieLY mówić troszeczkię po warsiasku. Bo to fajne jest. O.

A włodarzom życzę tego, żeby potrafili ten koloryt jakoś wykorzystać. Bo jest w nim potencjał.