Polacy współtworzyli bombę wodorową. Wynaleźliśmy melex. Stworzyliśmy kamizelkę kuloodporną. Złamaliśmy Enigmę. Stworzyliśmy niebieski laser, hologramy, świetlówki, lampę naftową, projektor filmowy, spinacz biurowy, walkie talkie, wycieraczki samochodowe.

Wykonujemy najbardziej skomplikowane operacje – na otwartym sercu, przeszczepiamy skórę, przyszywamy kończyny, zmieniamy płeć.

DLACZEGO WIĘC DO KU*WY NĘDZY NIE MOŻEMY OGARNĄĆ TECHNOLOGII NIEZAPADAJĄCYCH SIĘ STUDZIENEK?!

Przepraszam za wulagryzm, ale to po prostu we mnie kip. Mam czasami wrażenie, że technologia budowy dróg zatrzymała się gdzieś w Polsce kilkadziesiąt lat temu i nie chce ruszyć do przodu. Nie piszę już o samych drogach – o tym, że nie ma autostrad, tylko o samym asfalcie. Dlaczego do cholery w XXI wieku nadal jadąc ulicą przez środek stolicy czuję się jakbym jechał po podkładach kolejowych? Rytmiczne dum dum dum dum. To kolejne dziury w drodze, kolejne studzienki które niespodziewanie zapadły się nieco w głąb. O co do cholery chodzi?

Dlaczego nadal drogi nawet w dużych miatach przypominają patchwork? Tu zerwane, tam naderwane, tu doklejone, wbite gumofilcem, przejechane jakimś małym walcem, o, utrzyma się. Może. Do zimy. Potem zobaczymy. Znowu tłumaczenie że “nie ma pieniędzy”? Ale na co nie ma pieniędzy? Na to żeby porządnie asfalt położyć? Przecież to jakaś paranoja jest. Nie jesteśmy już biednym wschodnim krajem, cała Polska się buduje, a asfalt jak był gównianej jakości tak jest.

Tajemnica. Wielka tajemnica. Ciągle jej nie pojmuje.