I znowu to samo. Jestem w kropce. A raczej jestem między młotem a kowadłem, bo decyzji żadnej podejmować nie muszę. Siedzę sobie w swoim centrum lekko nachylonym ku libertarianizmowi i patrzę w lewo i w prawo. Patrzę, bo jutro dzień ważny – 11 listopada. Święto Niepodległości. A mnie każe się wybierać między dwoma skrajnościami. Ach jak ten internet spolaryzował świat…

Z jednej strony Marsz Niepodległości. Inicjatywa mogłoby się zdawać całkiem szczytna. Przynajmniej dla mnie. Nie wstydzę się tego że jestem Polakiem. Nie mam z tym żadnego problemu. Przez pewien czas pracowałem w bardzo międzynarodowym środowisku, potem mieszkałem prawie dwa lata za granicą i musze przyznać że najbardziej Polaków wstydzimy się my sami. Wyszło to zresztą bodajże w jakimś dużym badaniu. To śmieszne i smutne zarazem.

Owszem, widzę mnóstwo naszych wad, a raczej wad kraju w którym mieszkamy, bo to te mi najbardziej przeszkadzają. Widzę też jakieś wady nasze, o ile można takowe rzeczy uogólniać – pewnie trochę tak. Pierwsi jesteśmy do bitki, pierwsi do akcyjnych zrywów, ostatni do pracy organicznej. Ale tak już jest, możnaby rozprawiać godzinami dlaczego. Nie o tym chciałem pisać.

Cieszę się, że mamy niepodległość. Cieszę się, że odzyskaliśmy ją wtedy, po wielu latach, cieszę się, że tak naprawdę odzyskaliśmy ją w 1989. Wiele krajów tego nie dostąpiło, wiele innych dostąpiło i też cieszy się z tego powodu co roku. Bo jest z czego. Fajnie żyć w wolnym kraju. Fajnie mieć swoją kulturę. Trzeba wyjechać z kraju żeby to porządnie docenić, ale to temat na oddzielną notkę jest.

Ale o ile cieszę się niezmiernie z naszej wolności o tyle zupełnie odcinam się od wszelkich przejawów ideologii narodowościowej. Uważam ją za głupią, ograniczoną, upraszczającą i przede wszystkim ahumanistyczną i nietolerancyjną. Nie boję się powiedzieć tego, że uważam wszelkich rasistów i nacjonalistów za tępe pały które były albo krzywdzone w dzieciństwie, albo miały po prostu chu*owe wychowanie. Koniec, kropka.

Tym bardziej w Polsce – w kraju który może szczycić się swoim wielokulturowym dzedzictwem. Niestety w dużej mierze zaprzepaszczonym :( Nie musze sięgać daleko, według książek historycznych warszawskie Bródno było jedną z bardziej wilokulturowych osad – Żyd mieszkał obok Niemca, Polak obok Rosjanina, czy Rusina. Prawosławny obok człowieka wyznania mojżeszowego, katolik obok protestanta. To musiało być wspaniałe – feeria kultur, religii, barw. Niestety XX wiek obszedł się z tym wszystkim bezlitośnie, w efekcie dostaliśmy państwo złożone prawie tylko z Polaków i z katolików. Reszta – won.

Nóż się w kieszeni otwiera kiedy czytam o białostockich wybrykach, o tym jak tępe pały na stadionach powołują się na Polską Siłę, o tym jak Młodzież Wieśpolska zamawia 5 piw gestem Hitlera – osoby która chyba naszym bohaterem narodowym być nie powinna :]

Ale, ale – powiecie. Przecież Marsz Niepodległości nie ma z tym nic wspólnego. To marsz patriotów. Pewnie TEŻ. Pewnie oni też tam będą – normalni ludzie którzy tak jak ja będą chcieli świętować. Ale to właśnie WY, normalnie ludzie, będziecie szli ramię w ramię z tępymi, nacjonalistycznymi kretynami. Sorry.

Wiem o czym mówię. Kiedy jeszcze jako harcerz (tak, tego też się nie wstydzę :P) brałem udział w obchodach 11.11 w Gdańsku, widywałem podczepiające się pod nasz marsz tępe pały we flekach z “OIkami” na rękawach. Nacjonalistyczne świnie. Źle mi z tym było. Bardzo źle. I stwierdziłem że nigdy więcej na to sobie nie pozwolę – idąc czy stojąc z nimi jednak ich akceptuję. A to dla mnie za dużo, bo kompletnie nie podziwiam tej ideologii nienawiści. Jak zresztą chyba żadnej ideologii nienawiści.

***

Co mamy z drugiej strony? Z drugiej strony mamy blokadę. I Kolorową Niepodległą. I znowu muszę stwierdzić, że pewnie ze sporą częścią tych ludzi się zgadzam. Ba, moje libertariańskie poglądy każą w sferze światopoglądu zgadzać się z nimi nawet bardziej. Bo ja jestem właśnie za taką Polską – niepodległą wielokulturowo, wieloreligijnie i tolerancyjnie. Jestem za niezaglądaniem innym do łóżka, za szeroko rozumianą tolerancją.

Ale… No właśnie. ALE. Ale tu znowu musiałbym iść ramię w ramię z ludźmi z którymi zupełnie mi nie jest po drodze. Ze środowiskiem Krytyki Politycznej, z bananową lewicą bawiącą się codziennie w Nowym Wspaniałym Świecie przy drinkach za 15 zł. Z Oburzonymi posiadaczami iPadów protestujących przeciwko braku dotacji na nie. Z ultrafeministkami które najchętniej pozwoliłyby na aborcję płaczącego dziecka dzień przed porodem, bo matka zdecydowała że brak palca u jego nogi jest zbyt dużą wadą. Albo zapomniała założyć gumy gdy puszczała się na imprezie. Z bzykającymi się na widoku gejami-ekshibicjonistami. Z zionącymi nienawiścią antyklerykałami. Z osobami wstydzącymi się swej polskości, wyznającymi kult Marksa i Engelsa. Tymi którzy so ZAGRANICO i zapomneli jusz że som z tego prostackego kraja. Czy wreszcie z ludźmi którzy zabraliby mi najchętniej 80% pensji i oddali tym którym się nie chce pracować. No i NIEMCY blokujący nasz Marsz Niepodległości?? Ja pierdolę, chichot histori… :]

Fajne byłoby święto muzyki świata, kultur Europy, czy malarstwa Azji. Ale to nie jest to święto. To święto POLSKI. I ja chciałbym, żeby takim pozostało.

I znowu to samo. I znowu pozorna alternatywa. Czy mam się poparzyć, czy odmrozić. Alternatywa narzucona przez mniejszościowe skrajności, choć mam wrażenie że gdyby wyjść całe centrum z obu marszów, to spokojnie mogłoby się dogadać. Ech. Co zrobić. Po prostu zostanę w domu. Tak będzie chyba najlepiej.

“Dychotomia myślenia – błąd procesów myślowych wyróżniony przez Aarona Becka charakteryzujący się postrzeganiem różnych zjawisk tylko w skrajnych aspektach. Dychotomia myślenia może prowadzić do występowania problemów psychologicznych.”

Pozostanę zdrowy na umyśle. To mój wybór.

P.S. Było gorzej niż myślałem. Tu rozwinięcie.