fbpx

Dziś na Gazecie pojawił się artykuł o kasach samoobsługowych. Miałem napisać już o tym jakiś czas temu – zaraz po naszej pierwszej przygodzie z tym systemem, ale jakoś ciągle wylatywało mi to z głowy. A może po prostu nie chciałem o tym pisać, bo niestety pochlebna opinia to nie będzie. Ale cóż – system jest już w kilku ładnych marketach, więc może posłucham o tym Waszych opinii.

A jak to wyglądało w moim przypadku? Kolejek oczywiście nienawidzę. Chociaż supermarket często jest jedynym rozwiązaniem (kupujemy tam choćby pieluchy i mleko dla młodego, a jeszcze niedawno dochodziły do tego kaszki i słoiczki) więc mądry wybór cenowy to spora oszczędność w skali miesiąca. Wybór pada czasem na Biedronkę, a czasem na supermarket – ten najbliższy nas to Real, chociaż czasem warto pojechać do Tesco (żona śledzi wszelkie promocje, chyba jest Lo-tekiem ;))

W Realu problemów z kolejkami zazwyczaj nie ma. W kolejce stoją maksymalnie 3 osoby, czekać długo nie trzeba. Oczywiście kasa dla osób z małymi dziećmi i w kobiet ciąży zazwyczaj albo jest zamknięta, albo zapchana przez inne osoby (zupełnie jak kasy z ograniczeniem do 9 produktów – zawsze ktoś niechcący nie doczyta, ale to zupełnie inny temat, o którym muszę napisać na Subiektywie).

W Tesco natomiast (przy Stalowej) prawie zawsze trafiam na dość spore kolejki. Dlatego ucieszyłem się niezmiernie, gdy zobaczyłem kasę samoobsługową. Po pierwsze koniec stania w kolejce, po drugie jako geek nie mogłem takiej okazji przepuścić. Podchodzę, kładę towary obok, zaczynam skanowanie. I tu zaczyna się przygoda. Wiem, pewnie osoby korzystające z tego codziennie mają w tym wprawę, ja na początku zapomniałem o przekładaniu towarów na specjalną wagę. Potem okazało się, że coś z wagą jest nie tak – summa summarum co chwilę coś się wieszało. Młody był już głodny, więc marudził, kasa co chwilę miała humory, a pani która przychodziła ją odblokować nie zawsze się spieszyła.

Do tego trzeba było wyjąć KAŻDY słoiczek z opakowania i skasować! A opakowań mieliśmy kilka. Inaczej waga się nie zgadzała. W ten sposób trzeba było wieźć słoiczki oddzielnie (normalnie stały zapakowane na półce). Bezsens.

Prawdę mówiąc jakoś specjalnie rewolucji nie odczułem.

A przecież można inaczej. Pisałem o tym dwa lata temu. Można wprowadzić czytniki, którymi już w trakcie zakupów skanujemy kody, a następnie wychodzimy sobie ze sklepu specjalnym wyjściem. Czytniki są tylko dla zarejestrowanych klientów, a przy kasach raz na jakiś czas zdarzają się wyrywkowe kontrole, czyli po prostu zwykłe kasowanie produktów na taśmie. Jeśli ściemniasz (czyli kradniesz) – trafiasz „na gablotę” (tych klientów nie obsługujemy). Można? Można.

Oczywiście można powiedzieć, że u nas więcej złodziei niż w Szwajcarii. Bo ja wiem? Nas w Polsce nigdy nie okradli, w Genewie natomiast tak :P Tak czy inaczej system ważenia uważam za półśrodek i straszną upierdliwość, gdy dodać do tego jego niedoskonałości i zacinanie się przy niektórych produktach, to cały eksperyment z samodzielnym kasowaniem wcale mnie nie bawi.

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.