Może kiedyś będę musiał odwołać swoje słowa. Może będę wyśmiewany niczym Bill Gates, który rzekł w 1981 r: “Nikt nigdy nie będzie potrzebował więcej niż 637 kB pamięci w komputerze osobistym.” Tak czy inaczej na razie mówię jasno i wyraźnie – Google+ w obecnym kształcie nie ma najmniejszych szans stawić czoła Facebookowi, ani nawet choć troszkę się do niego zbliżyć. Period.

To może wydawać się nieco śmieszne, ale gdy tłumaczę dlaczego tak jest, przywodzę na myśl początki obu gigantów i to co za tym stoi. Pamiętajmy – mówimy o SOCIALU. Co stoi za początkiem Google? Dwóch gości, nie bójmy się tego słowa – IT geeków, którzy wpadli na zajebisty ALGORYTM. I właśnie ten algorytm wyszukiwania stoi za ich sukcesem, nigdy wcześniej żadna inna wyszukiwarka nie pozwalała na tak wiele. Prawdziwy IT CROWD success.
A jak powstał Facebook? Pewien gość (też geek można powiedzieć) wymyślił system, który pozwoli oceniać laski. Która jest fajniejsza, która się bardziej podoba. Klimaty mocno imprezowe, coby nie mówić.

I jeśli przyglądam się poczynaniom obu gigantów w socialu to widzę właśnie to. Z jednej strony serwis który powstał w celach rozrywkowo-towarzyskich, serwis który zredefiniował, a własciwie zdefiniował pojęcie połączeń między ludźmi w internecie. Który wpłynął na kształt dzisiejszego przekazywania informacji i dzielenia się nią, jak żaden inny serwis do tej pory (pisałem o tym tu).

Z drugiej mamy serwis, który przypomina informatyka na imprezie – nerda w okularach i swetrze nieśmiało podpierającego drabinki na sali gimnastycznej. Zatańczyłbym, ale się wstydzę. Choć może przez ostatnie pół roku studiowałem teorię wszystkich tańców i teoretycznie powinienem być w nich najlepszy w klasie. Teoretycznie.

Google+ jest pełen rozwiązań. Lepszych i gorszych rozwiązań, ulepszeń, usprawnień, łat w miejscach gdzie Facebook daje ciała. Jest rajem dla geeków – można tworzyć w nim kręgi podkręgi, można edytować prywatność wpisów nawet po ich umieszczeniu, można nawet umieszczać animowane GIFy (!) (co to k*** sa animowane gify spytałby zwykły człowiek). Można… a można będzie jeszcze więcej. SO…. SO WHAT?

Google+ nie daje ludowi ŻADNEJ REWOLUCJI. Żadnej. Daje to samo w nieco lepszym opakowaniu z pewnymi ulepszeniami. Czy to wystarczy? NOPE.

Jeśli cokolwiek ma pobić Facebooka musi być to coś rewolucyjnego. Musi być to coś na tyle niesamowitego, iż ludzie przestaną się martwić tym, że na fejsie siedzą ich dziesiątki lub setki znajomych i rzucą się na nowść jak pies na mięso. Po co mieliby rzucić się na Google+? Nie wiem. Zupełnie nie wiem.

“Tymczasem w świecie równoległym…”

Obserwowanie teorii snutych przez IT crowd na Google+ (bo to oni głównie się tam znajdują) przypomina mi nieco obserwowanie ich utyskiwanń nad tym, że stracili kontrolę nad internetem. Kiedyś było fajnie – tworzyli i grafikę i kod i treści WWW. Ach, te piękne czasy szarych stron z kulkami 3D jako bulletami i animowanymi płomieniami jak ozdobnikami ;) Dziś niestety grafikę tworzą graficy, teksty – copywriterzy a kodowaniem zajmują się developerzy.

Google+ ma możliwość łatwiejszego targetowanie postów.
Google+ ma  animowane gify. Google+ ma asynchroniczność znajomości.
Google+ odniesie sukces, bo skoncentruje wszystkie serwisy (kto z nich korzysta do cholery? Ile procent ludzi korzysta z docsów czy innych wynalazków? Przeciętny człowiek korzysta z wyszukiwarki, MOŻE ma gmaila).
Google+ ma możliwość eksportu naszych danych lub natychmiastowego usunięcia naszych danych. I tak dalej.

WAKE UP! WHO GIVES A F***?

Przeciętny użytkownik ma to na prawdę gdzieś. Trust me :) A opcja przesiadki na G+ przypomina mi nieco niegdysiejsze namowy IT crowd, coby przesiąść się na jabbera, bo jest lepszy. Może i lepszy, ale po jaką cholerę mam się tam przesiadać skoro nikt z moich znajomych go nie używa? -To ich namów. GET A LIFE!

Nie zrozumcie mnie źle. To dobrze, że powstał Google+. Coś się dzieje, Facebook obudził się z zimowego snu (dawno nie było już rewolucyjnych zmian) i wprowadza jakieś tam poprawki. Mówię “jakieś tam” bo rzeczywiście przypomina mi to słynny dowcip z mrówką i słoniem idącym przez most, gdzie mrówka mówi “słoniu, ale tupiemy!”. Bo choć Google jest gigantem, to socialowo nadal pozostaje mrówką. Zuckerberg obudził się, posłuchał porad swoim doradców którzy rozgorączkowani poinformowali go, że Google ma to i to, rzucił na odczepnego, aby wprowadzić kilka zmian i znowu zapadł sobie w błogą drzemkę.

Ludu cyfrowy! Przestań się podniecać. Facebook jest gigantem, Facebook to nie tylko narzędzia, ale to ludzie. Miliony ludzi którzy na nim przebywają. Musi stać się coś rzeczywiście rewolucyjnego, aby co ruszyli swoje leniwe zadki i przenieśli się gdzie indziej. A porównywanie wygryzienia Facebooka przez Google+ do wygryzienia MySpace przez Facebooka jest jak porównywanie Amy Winehouse do Janis Joplin, czy Hendrixa  tylko dlatego że umarli w wieku 27 lat. NIE TA LIGA.

Ludu cyfrowy! Nie liczę na to, że zrozumiesz zwykłych ludzi. Studiowałem nieco na uczelniach informatycznych, pracowałem wśród IT crowdu i wiem, że wielu informatyków będzie tkwiło w swoim niezrozumieniu anologowego świata (oj, za to stwierdzenie ubędzie mi z 10 fanów). Ale świat działa nieco inaczej. Lud nie rzuca się na coś tylko dlatego, że ma nieci lepsze rozwiązania techniczne.

Google+ spełnia na razie rolę dawnego Flakera. Grupka geeków rzuca sobie linki, dyskutuje na kilka tematów. I co mnie najbardziej dziwi – dodaje innych na potęgę. Codziennie na G+ dodaje mnie kilka osób. Osób-zombich, osób których nie znam i które później zupełnie nie odpowiadają na to co piszę. Po cholerę mnie dodajecie?

Ok, ok. To ciągle zamknięta beta. W teorii. Po otwarciu może stać się coś zupełnie innego. Czy się stanie? Wątpię. Chyba że Google zaserwuje nam jakąś rewolucję. A nie powolną ewolucję jaka ma miejsce teraz. Czyli kolejną klapę po Orkucie, Wave, Buzz i paru innych. Rozbudzającą większe nadzieje, ale jednak. Czekamy. Jak na razie: Google-

Amen.