Kiedy patrzę na wpisy niektórych proroków wieszczących rychły upadek Facebooka i dominacje Google+ przypomina mi się scena z jednego z moich ulubionych filmów – Żywotu Briana – w której John Cleese pragnie udowodnić, że Rzymianie nie dali światu właściwie niczego. Po chwili okazuje się jednak, że trochę tego jest. “-A oprócz nawodnienia, bezpieczeństwa, wina, kanalizacji, medycyny,edukacji, łaźni, akweduktów i porządku publicznego, co ci cholerni Rzymianie dla nas zrobili?”

No właśnie. Nadejście G+ jest przyjmowane gromkimi brawami i słusznie – Google wreszcie zrobił porządny krok (a nie jakieś bzdurne małe kroczki), wreszcie pojawia się konkurencja (to zawsze robi dobrze), w ferworze podniety zapominamy nawet że to Google bardzo długo był tym złym (ileż on danych o nas kolekcjonuje), staje się on teraz Dawidem w starciu z (F)Goliatem ;)

Zapominamy jednak o tym “co jeszcze dał nam Facebook”. Zapominamy o tym, że przez te kilka lat Facebook zaszedł naprawdę daleko, że nie jest to kolejny Myspace czy Bebo, że to gigant, który zmienił oblicze internetu raz na zawsze i że bardzo trudno będzie go pokonać. A więc “co jeszcze dali nam Rzymianie?”

1. Naturalne miejsce prowadzenia dyskusji

Facebook to ewidentnie Top Of Mind jeśli chodzi o social. Myślimy “social” – mówimy “Facebook”. To tutaj wrzucamy rzeczy którymi chcemy podzielić się z naszymi znajomymi. Myślenie “znajomymi” to właśnie w dużej mierze zasługa Facebooka. Śmiem twierdzić, że właśnie to obracanie się wśród realnych znajomych stanowi krok w stosunku do poprzednich wirtualnych światów typu Second Life, czy for dyskusyjnych gdzie wokół danego tematu dyskutowali nieznajomi. Wiem, że na Fejsie porozmawiam na temat tego co wrzucam z ludźmi których znam. JA jestem panem dyskusji, JA decyduje kogo ewentualnie zablokować. Choć nie ma zazwyczaj takiej konieczności, brak tu różnych trolli forumowych czy komentarzowych, frustratów, itp. A nawet jeśli są to ich znam. Znam większość ludzi. Dyskutuję u siebie, na tablicy. Kropka. Ciężko będzie przekonać ludzi, by wrzucali te rzeczy gdzie indziej. Na razie na G+ siedzi banda geeków gadająca głównie na G+ o G+. I tyle. Google musiałoby naprawdę mieć COŚ żeby przeciągnąć ludzi na swoją stronę. Na razie ma ładniejszy design i ładniej ograne kręgi (czyli facebookowe listy).

2. Facebook Like

Facebook like to zdecydowanie rewolucja. To zmiana myślenia o internecie. W momencie gdy “like” wyszedł poza Facebooka (a było to już wtedy, gdy bardzo dobrze znaliśmy go z samego fejsa) zmieniło się myślenie o treści. Treść oceniamy bardzo prosto – podoba nam się – klikamy “lubię to”. To tak naturalne, że strony bez tego przycisku wydają się dziwne – jak mam wyrazić aprobatę?

Googlowy przycisk “+1” wydaje się mieć o wiele większy potencjał, wpływa na wielką machinę jaką jest SEO i cały system wyszukiwania Googla, a za tym jak wiadomo kryją się całe tabuny ludzi wchodzące na dane strony z wyszukiwarek. Jak na razie ludzie nie szaleją jednak z wciskaniem tego przycisku – Like na większości witryn notuje o wiele więcej kliknięć niż “+1”. To też bardzo ciężki orzech do zgryzienia.

3. Share to Facebook

Automatyzne wrzucanie na fejsa informacji które nas interesują to odruch milionów internautów. Są gotowe przyciski na stronach, są skróty do przeglądarek. Są specjalne pluginy. Od niedawna przycisk “lubię to” spełnia prawie tę samą rolę, ale tak czy inaczej automatyczne seedowanie po Facebooku jest zupełnie naturalne. Wciśnięcie +1 nie wrzuca niczego na G+, nie spotkałem się jeszcze z przyciskami które to umożliwiają. Kolejna długa droga.

4. Facebook Connect

Logowanie się za pomocą Facebooka, czy zewnętrzne aplikacje które wyciągają dane z twojego profilu – to też dziś chleb powszedni. Gry na komputerze, gry na konsolach, gry na komórkach, coraz więcej z nich posiada mechanizmy umożliwiające informowanie swoich znajomych o tym czy tamtym. Oczywiście przez Facebooka. Szybka rejestracja na witrynach – jeden klik i po sprawie. Wielu z nas wybiera tę drogę.

5. Naturalne miejsce kontaktu z marką

Facebook stał się naturalnym miejsce w którym kontaktujemy się z brandem – jeśli coś nam nie pasuje, to szukamy fanpage i piszemy. Wierzymy że ktoś nam odpisze. Bo zazwyczaj ktoś się tym przejmie. To własnie tam jest miejsce naturalnego helpdesku firmy, lub choć pierwszej reakcji. Przyzwyczajeni do miernego poziomu obsługi przez infolinię, chętnie kontaktujemy się z firmami właśnie tą drogą. To TAM własnie jest wirtualne biuro firmy. Przejdźcie się galerią handlową. Na co drugich drzwiach: “find us on Facebook”.

G+ ma lada dzień wprowadzić profile biznesowe. Jak to wyjdzie? Nie wiem. Tu znowu długa i kręta droga przed nimi.

6. Social gaming

Choć większość gier facebookowych jest głupia i bezrefleksyjna – o czym już pisałem – to nie należy lekceważyć faktu, że w gry te grają miliony osób na całym świecie. Jeśli doliczymy do tego inne aplikacje serwowane przez firmy różnej maści, promocyjne i konkursowe aplikacje, to mamy obraz milionów linii kodu. Mamy obraz milionów wirtualnych krów, marchewek i spluw w Mafia Wars. Mamy miliony osób rywalizujące między sobą w grach – po raz pierwszy możemy masowo rywalizować ze swoimi znajomymi, a nie z nieznajomymi japończykami którzy mają zawsze tyle punktów, że nie chce się nikomu z nimi rywalizować. Lud potrzebuje igrzysk. Facebook im je dał. Masowo.

***

Nie poczuwam się na siłach określać w tym momencie, czy Google+ będzie sukcesem. Na pewno to najodważniejsze posunięcie Google w sferze social, to w dużej mierze postawienie wszystkiego na jedną kartę. Niestety jak na razie – choć to posunięcie najmocniejsze – rewolucji nie ma. Trzeba jednak przyznać szczerze, że Google idzie ciągle za ciosem, wprowadza poprawki, dziś pojawiła się aplikacja na iPhone. Facebook był do tej pory dośc leniwy – aplikacje sa pełne bugów, nowe wersje wychodzą dość rzadko. Interfejs nie powala przyjaznością, a zdanie użytkowników praktycznie się nie liczy. Zobaczymy na ile Googlowi starczy sił i na ile Facebook podniesie się z laurów i zacznie ucieczkę w przód.

Tak, czy inaczej nie zapominajmy że Facebook jest naprawdę baaaaaardzo wysunięty na prowadzenie i nie będzie go łatwo przegonić. Ma masy ludzi które z niego korzystają masy ludzi którym zupełnie niepotrzebne są nowości i które nie mają wcale chęci na przesiadkę – czy będzie to przypominać dawne nawoływania geeków do przesiadki na jabbera? Po co, skoro wszyscy znajomi byli na gg? Po co więc, skoro wszyscy znajomi są na Facebooku?