Kiedy obserwuje narastające zainteresowanie tematem grywalizacji i zdobywania odznak, czuję się trochę jak w latach 80tych, gdy do mojego ulubionego ośrodka wczasowego nad jeziorem Dadaj, w którym spędzałem prawie całe wakacje, przyjeżdżał nowy turnus. Oni byli podekscytowani wszystkim wokoło, a ja byłem starym wygą i patrzyłem na nich z góry. Przynajmniej tej psychicznej ;) Dlczego czuję się podobnie? Ano dlatego, że grywalizacja to nic nowego. Nowy też nie jest zupełnie system odznak, czyli “achievmentów”. Będziecie mogli się o tym przekonać niedługo z książki Pawła Tkaczyka, a na razie ja opowiem trochę o tym jak wygląda to z mojego punktu widzenia przez pryzmat moich doświadczeń.

Pisałem już kilka razy, że gry w tej czy innej formie towarzyszyły mi właściwie przez całe życie. Ale tym razem nie chciałbym pisać o grach jako takich tylko właśnie o styku rzeczywistości nie związanej z graniem i odznakach. Pierwsze odznaki za osiągnięcia z którymi się spotkałem były sprawnościami zuchowymi. Te małe trójkątne znaczki, które nosiłem na mundurze, zdobywane były za wykonanie określonych wymagań. Wymagania te wykonywało się zazwyczaj grupowo – na tym polegała specyfika pracy z tą grupą wiekową. Potem przyszedł czas na zostanie harcerzem, tam też można było zdobywać różne sprawności za wykonanie tego czy tamtego. Do każdej zestaw wymagań, później podpis drużynowego (weryfikacja) i możliwość wyszycia / naszycia sprawności na rękaw munduru. Badge, achievment – przecież to właśnie taki sam system.

Żeby nie był gołosłownym, znacie Nerd Merit Badges? To taki sklep internetowy sprzedający merit badges (czyli skautowe sprawności właśnie) ale ze śmiesznymi wzorami/wymaganiami dla… nerdów/geeków (kolejne osoby nie ogarniające różnicy między nerdem a geekiem eh :P) Jakiś czas temu zgłosili się do Foursquare z zapytaniem czy mogą haftować/sprzedawać  badge zdobywane w ich systemie. Udało się.

Moglibyśmy tak cofać się w historii aż do Indian Ameryki Północnej, którzy zdobywali Orle Pióra za osiągnięcia na polu walki, czy też do systemu wychowawczego Woodcraft Indians Ernesta Thompsona Setona i jego systemu “czynów”. Ale nie o tym chciałem pisać.

Jestem pewien system odznak dostępny szerokiej publiczności od wielu lat – żeby nie powiedzieć od wielu dziesiątek lat. To system odznak turystycznych PTTK. Dostępny dla wszystkich, nie tylko dla członków PTTK. Ja te odznaki zdobywam (łem?) od małego i pamiętam że zawsze bardzo mi się podobały. Bo właśnie wplatały w wędrowanie (które jako harcerzowi było mi zawsze bliskie) wątki grywalizacyjne. Szczerze mówiąc to moja pierwsza publikacja prasowa dotyczyła właśnie tych odznak, czyli można powiedzieć że o grywalizacji pisałem już pod koniec lat 90tych ;))) Ale wróćmy do samego systemu odznak.

Są dwa rodzaje odznak PTTK. Pierwszy to odznaki turystyki kwalifikowanej. Zdobywa się je za osiągnięcia w przemierzaniu tras w konkretny sposób.  I tak chodząc po górach zdobywamy Górską Odznakę Turystyczną, po nizinach Odznakę Turystyki Pieszej, pływając – Turystyczną Odznakę Kajakową i Żeglarską Odznakę Turystyczną, na rowerze – Kolarską Odznakę Turystyczną, itp.

Oprócz tego możemy zdobywać inne odznaki, czesto regionalne – np Warszawską Odznakę Turystyczną za zwiedzanie Warszawy, odznaki ogólnopolskie – np Turysta Przyrodnik za zwiedzanie rezerwatów, parków krajobrazowych i narodowych, czy też Odznakę Krajoznawczą Polski za zwiedzanie miejsc wymienionych w odpowiednim kanonie.

Krótko mówiąc pierwsze zdobywa się za odpowiednie punkty doświadczenia, drugie – za questy ;)

Weźmy dla przykładu Odznakę Turystyczną Polski, która jest mi najbliższa bo zdobyłem ich najwięcej, zacząłem też z nią najwcześniej.

Zasady są bardzo proste. 1 km = 1 punkt. Wystaraczało wpisywać trasę do specjalnej książeczki i zbierać potwierdzenia (pieczątki sklepów na przykład) na trasie. To zresztą nie było nigdy konieczne, wystarczyło że prowadzący wycieczkę (instruktor harcerski albo przewodnik/przodownik Pttk) potwierdzał przejście.

Dodatkowo można też zdobywać punkty za zwiedzanie miast, choć ich nigdy specjalnie nie wpisywałem, liczyło się przejście kilometrów! Dodatkowo na odznaki małe jest limit czasu, który wcale nie jest taki hop siup – trzeba było się w nim wyrobić. I w ten sposób po ładnych kilku latach doszedłem do Małej Złotej.

Aha, żeby było jasne, po zdobyciu danej odznaki punkty na kolejną zdobywamy od nowa!

Odznaka popularna
Popularna 60 punktów
Odznaki małe
Mała brązowa 100 punktów (max rok)
Mała srebrna 250 punktów (max 2 lata)
Mała złota 500 punktów (max 3 lata)
Odznaki duże
Duża srebrna Dwa szlaki po 150 km
Duża złota Dwa szlaki po 200 km
Odznaki za wytrwałość
Zielona 5, 7 lub 9 norm Małej Brązowej (w zależności od posiadanej odznaki w momencie rozpoczcia zdobywania)
Granatowa Kolejnych 5 norm Małej Brązowej
Czerwona Kolejnych 5 norm Małej Brązowej
Dla najwytrwalszych
Brązowa Kolejnych 5 norm Małej Brązowej
Srebrna Kolejnych 5 norm Małej Brązowej
Złota Kolejnych 5 norm Małej Brązowej

Kilka lat temu zastanawiałem się nad tym, czy te odznaki mają jeszcze sens w dzisiejszych czasach. Czy mają sens odznaki przyznawane przez organizację społeczną, odznaki które realnie nic nie dają (kiedyś były zniżki przy wejściach do parków narodowych i inne tego typu nagrody, dziś praktycznie ich nie ma). Czy mają sens odznaki które zdobywa się dla siebie, odznaki przy których teoretycznie można oszukiwać i obchodzić system? Czy wreszcie odznaki te nie są reliktem przeszłości, nie odejdą w dal razem z turystami z termosami, chlebakami, kanapkami i wełnianymi getrami?

Dziś myślę sobie, że mają. Choć oczywiście trzebaby się nad nimi gruntowanie zastanowić. Nad systemem weryfikacji (a może jakaś aplikacja wspomagająca weryfikację, przecież dzisiaj smartfony to nie problem!), przesyłania ich, czy systemu przyznawania samych odznak. I czy metalowe odznaki są rzeczywiście kręcące, czy nie? (Dla mnie baaardzo, uwielbiam je).

Jedynym dość sporym problemem który widzę jest horyzont czasowy. Spójrzcie na czas zdobywania odznak.

Pierwszą odznakę można spokojnie zdobyć w trakcie jednej kilkudniowej wycieczki pieszej, ewentualnie dwóch – 60 kilometrów, dla osób wędrujących (dzisiaj się mówi uprawiających trekking :P) to niedużo. Przy drugiej to już jest wyzwanie – 100 kilometrów wciągu roku to nie jest dystans, który przechodzi się ot tak. Później jest jeszcze trudniej.

Ale ja mówię o drugiej stronie kija. Otóż zdobyć możemy tylko jedną odznakę rocznie. Zdobycie wszystkich trzech to jakieś 3 do 6 lat! (U mnie trwało to 10). Przez ten czas wiele osób po prostu się poddawało, nudziło czy zapominało o wpisywaniu tras (ja sam przyznam się, mam zaległych kilka ładnych lat do wpisania do książeczki Górskiej Odznaki Turystycznej, nie wiem czy się za to w końcu wezmę…)

A co z kolejnymi? 6 ostatnich stopni odznak to LATA zdobywania. Kiedy wprowadzano tę odznakę w 1952 roku, taki horyzont czasowy wydawał się w porządku. Dla mnie podczas zdobywania ich (lata 90te) wydawało się to już trochę dużo czasu. A dzisiaj? Dzisiaj gdy rok wydaje się epoką? Gdy link do filmiku Youtube wrzucony na Facebooka o 3 tygodnie za późno okrzykuje się “sucharem”? Przecież system który byśmy stworzyli (rozmarzyłem się) musiałby być aktualizowany co chwilę, przecież za 5 lat komórki i systemy będą wyglądały zupełnie inaczej…

No nic. Wnioski mam dwa. A może trzy.

Po pierwsze grywalizacja nie jest niczym nowym i może warto przyjrzeć się jej historii i tym co realizowano w zeszłych dekadach, a nawet dawniej.

Po drugie – z chęcią wziąłbym w udział wprowadzający system odznak PTTK na szerokie wody, w XXI wiek. Jeśli ktoś chce wziąć w tym udział to niech się odezwie :)

Po trzecie – czas się wziąć za Duże Złote, może w tę wiosnę/lato :) Tym razem z Runkeeperem i Facebookiem w dłoni. Kiedy ostatni raz zdobywałem OTP, miałem zwykłą Nokię i prymitywnego GPSa Garmina – mogłem tylko o tym pomarzyć :)