“Check-in”. Słowo przeżywające swoją drugą młodość, kojarzone do tej pory prawie wyłącznie z hotelami. Check-in (zanim reszta autokaru dotrze do recepcji) i check-out (modląc się żeby rachunek doliczony do pokoju nie był zbyt wysoki). Dziś prawdę mówiąc coraz mniej osób kojarzy go wyłącznie z meldowaniem się w sposób fizyczny. Check-in to słowo wytrych – chleb codzienny dla ekstrawertyków i zmora dla introwertyków. A co to takiego?

Wszystko zaczęło się od pierwszych serwisów geolokalizacyjnych. Jestem w Hard Rock Cafe, wyciągam telefon, odpalam Foursquare/Gowallę/Facebook Places, wyszukuję na liście miejsc w okolicy właśnie Hard Rock Cafe, klikam “check-in”. Melduję się w nim – wirtualnie. Po co? O tym za chwilę.

Oczywiście o zameldowaniu się w tymże miejscu informuję innych. Albo moich znajomych z tejże platformy, albo wszystkich znajomych, czyli “share to Facebook” (tych biedaków nie posiadających konta na Facebooku przemilczymy ;)

Meldowanie się staje się czymś popularnym, na tyle popularnym, że rozciągnęło się na inne płaszczyzny. A właściwie zaczęło uzupełniać zwykłe dzielenie się ze znajomymi za pomocą opisów, linków czy zdjęć. Ma jednak trochę inną filozofię niż wszechobecny “like”. “Like” wciskamy jeśli coś lubimy, generalnie. Meldowanie się to mówienie “zobacz robię TO, TU, TERAZ”.

Zastanówmy się więc gdzie możemy się “meldować”.

1. Fizyczne lokalizacje

O tym już pisałem, ale wspomnę dla porządku. Meldujemy się w miejscu w którym jesteśmy. Kino, teatr, knajpa, egzotyczne miejsce, praca, sklep. Oczywiście nie w każdym, jak leci – wtedy byłoby to nudne. Z czego korzystamy? Foursquare, Gowalla, Facebook Places. Jest jeszcze dziadek Loopt i polska Popla.

2.  Filmy, Seriale, Programy TV

Oglądam właśnie film. Jeśli chcę się tym podzielić ze znajomymi – mogę po prostu ustawić taki status. Ale lepiej zrobić to za pomocą specjalnego programu :) Odpalam go, wyszukuję film i klilkam że go właśnie oglądam. Checkuje się do niego, możnaby powiedzieć. Dwa najpopularniejsze które znalazłem to Tunerfish i Miso, wygrywa u mnie ten drugi, ma o wiele większe możliwości dodawania nieistniejących pozycji.

Errata: po interwencji Pawła Loedla przyznaję, że jest jeszcze GetGlue i wygląda całkiem spoko (używałem go do tej pory tylko w przeglądarce)

3. Jedzenie, picie, itp

Jak na razie nie znalazłem programu w stylu “co jem”, natomiast owszem kilka pozwalających się checkować do alkoholu który aktualnie pijemy :) Mixology, czyli program będący naszym wirtualnym barmanem pozwala opublikowac na Facebooku dany drink, Hello Vino – wino które program dopasował do jedzenia które mu podaliśmy (lub vice versa).

4. Książki

Choć nie ma dobrej aplikacji  po polsku, to wiele aplikacji facebookowych pozwala nam dzielić się tym co właśnie czytamy. Wyszukujemy książkę i pach!

5. Muzyka

Sprawa ma się dość podobnie jak w poprzednim przypadku. Służyć do tego może aplikacja która została stworzona do nieco innych celów, a mianowicie rozpoznawania muzyki. Mowa o Shazam. Leci kawałek który mi się podoba, odpalam Shazam, program sampluje piosenkę, przesyła na serwer, chwila oczekiwania – pach. I już wiem co to. Oczywiście mogę podzielić się tym z moimi znajomymi na Facebooku.

Po co?

No właśnie, po co? Pytanie to nurtuje pewnie głównie introwertyków (może jeszcze jacyś na tym blogu zostali i nie obrazili się za moją poprzednią notkę :D) nie rozumiejących zupełnie w jakim celu ludzie dzielą się takimi sprawami. Od pewnego czasu układałem sobie odpowiedzi na to pytanie w głowie, aż napisał o tym Mashable i nieco mi pomógł. Ja jednak ułożę to bardziej po swojemu. A więc po co?

1. Grywalizacja (gamification)

Część z tych aplikacji/serwisów oferuje różnego rodzaju odznaki za konkretne osiągnięcia – czy to zacheckowanie się do 5 klubów jednej nocy, czy checkowanie się do 10 obiektów, czy wreszcie wrzucenie 15 zdjęć obiektów. Może to być też obejrzenie 5 horrorów, czy zachęcenie innych do obejrzenia tego co ty oglądasz. To zapożyczenie ze świata gier, szczególnie tych najnowszych – dziś każda pozycja na Playstation, czy spora część gier mobilnych ma właśnie taki system “achievmentów”. A IRL? Pogoń za odznakami jest stara jak świat – wystarczy wspomnieć harcerskie sprawności, odznaki turystyczne PTTK, czy kilkaset lat wcześniej – Orle Pióra dawane wojownikom indiańskim przez wodza… Wiele osób checkuje się właśnie dla tychże odznak.

Mogą to być też inne elementy grywalizacji, w Gowalli można znajdować różne przedmioty i wymieniać się nimi, kolekcjonować je. Nie jest to mega fascynujące, ale… zawsze coś :)

2. Korzyści materialne

Dotyczy to przede wszystkim geolokalizacji, choć pewnie nie tylko. Facebook Deals, czyli system sprzężony z Facebook Places daje wymierne korzyści przy checkowaniu się w danym sklepie. Zniżka, darmowe produkty… Mayor (burmistrz?) danego miejsca w Foursquare, czyli osoba która zameldowała się najwięcej razy, też dostaje zniżki w wielu lokalach.

3. Status 2.o

Jak już wspominałem, dla ekstrawertyków dzielenie się informacjami na serwisach typu Facebook jest czymś normalnym (bo jak wyglądałby Facebook, gdyby nikt się niczym nie dzielił? :). Tutaj robimy to w bardziej elegancki sposób. Zamiast pisać że jestem w Hard Rock, po prostu się tam melduję. Pokaże się to z ładną mapką, często z ikoną, albo zdjęciem. Film pokaże się z plakatem, drink ze zdjęciem. Może chcę po prostu podzielić się z przyjaciółmi, może zapoczątkować jakąś dyskusję, a może zobaczyć komu to się podoba, kto to lubi, kto myśli podobnie. Mogę chcieć poinformować znajomych że właśnie oglądam Misia który leci na TVP1.

4. Pamiętnik

To może dziwne, kiedyś pamiętniki trzymało się zamknięte w szufladzie, dzisiaj w erze blogów publiczne pamiętniki nikogo nie dziwią. Mogę checkować się do klubów, żeby nastepnej nocy pamiętać dokładnie gdzie byłem. Mogę kliknąć na drink, aby koniecznie go zapamiętać, bo mi smakuje. Oczywiście nie muszę wszystkiego wrzucac na Facebooka – choć pewnie mogę, patrz inne punkty. Są też aplikacje łączące nasze posty z Facebooka z kalendarzem (np Momento) – mogę na przykład dowiedzieć się w chwilę kiedy oglądałem po raz pierwszy LOST (bo rozmawiam o tym ze znajomymi…) Facebook swoją drogą ma niedługo udostępnić natywny mechanizm ułatwiający takie wyszukiwania.

5. Serendipity

To jedno z moich ulubionych słów po angielsku. “Zdolność do robienia szczęśliwych odkryć przypadkiem” :) Wspaniałe, prawda? A więc może się okazać, że ktoś z naszych znajomych jest w tej samej galerii co my. Albo w tym samym parku. Albo w okolicy. Czemu się więc nie spotkać? :)

6. Definiowanie swojego wizerunku

I to chyba jeden z ważniejszych punktów dotyczący całkiem sporej grupy ludzi. Dotyczy to nie tylko checkowania się, ale także “lubienia” niektórych rzeczy na Facebooku i poza nim. Pokazując ludziom co lubimy i co robimy w pewnym sensie budujemy swój wizerunek. Często używany jest tu termin “lans” – według mnie jest on zbyt pejoratywny. Swój wizerunek definiujemy w jakiś sposób zawsze – w sposób jaki się ubieramy, swoim samochodem (a nawet jego manifestacyjnym brakiem), swoją fryzurą. Dlatego też do tej samej grupy zaliczę pochwalenie się w jakim klubie jestem, co piję, czego słucham, czy też w jakim sklepie właśnie jestem. A to czy jest to prawdziwy wizerunek, czy tylko tworzony na rzecz naszego wirtualnego “ja” – to już zupełnie inna sprawa :)

I to chyba tyle na dzisiaj. Ja idę zacheckować się na spacerze z moim psem, a następnie zacheckować się w swoim łóżku. To jeden z przyjemniejszych checkinów dnia :)