Prawdę mówiąc do napisania tej notki zbieram się prawie rok. Jakoś tak wychodziło, że zawsze miałem coś innego do napisania, albo nie miałem czasu. Ale przy kolejnej aluzji o moim rzekomym ekshibicjonizmie, żarcie w stronę mojej żony lub siostry, czy innym zdziwieniu offline’owych Mugoli zdecydowałem się przemówić :)

Całość wywodu dojrzewała gdzieś tam w mojej głowie, więc jest on dość poukładany. Na samym początku postaram się odpowiedzieć na to jak to możliwe że spędzam przy Facebooku tyle czasu, a później na to że spędzając bardziej piszę niż czytam – bo to pierwsze akurat staje się z dnia na dzień bardziej i bardziej normalne nie tylko dla mnie. A całość właściwie pokaże, lub spróbuję pokazać jedno. Że byłem, jestem i mam nadzieję będę SOBĄ. Bo to dla mnie najważniejsze :)

Facebook life

A więc czy ja spędzam cały dzień online? Czy mam normalne życie? Dlaczego prawie zawsze jestem online? Czy mam czas na inne rzeczy?

Spędzam przy komputerze dużo czasu. To fakt. Po pierwsze – jestem geekiem. Komputerem interesuję się od kiedy pojawił się on w moim domu, a to wczesne lata 80te. I – rodzice i siostra mi świadkiem – wszelkie sposoby odciągnięcia mnie od niego na dłuższa metę nie działały. I nie działają.

Jestem geekiem – awangardzistą. Jako jeden z pierwszych miałem stację dysków do mojego C64. Mój pierwszy elektroniczny notes miałem gdzieś w okolicach upadku komunizmu w Polsce. Pierwszą – analogową – komórkę (Centertel) miałem już w 1997 roku. Wtedy wyjęcie jej na ulicy było obciachem. Ja uważałem że jest inaczej :) W 2004 roku zacząłem używać smartfona. Myśl przeglądania internetu z komórki, czy korzystania z Gadu Gadu była bardzo świeża, ja natomiast spokojnie komunikowałem się ze znajomymi mobilnie. Dziś oczywiście jest to normą. Pewnie gdy w 2007 roku zakładałem konto na Facebooku, większość z Was powoli dowiadywała się o Naszej Klasie. Życie :P

Nawiasem mówiąc mnie ta wizja przyszłości nie przeraża. Mało kto wpadł na to, że przyszłość to właśnie kontakt ze znajomymi. Że dość szybko anonimowe tworzenie alternatywnych siebie, ukrytych pod pseudonimami, zostanie wyparte przez otwarte komunikowanie się ze znajomymi w dużej mierze znanymi z życia.

Kolejna sprawa to czas. No cóż – jak duża część osób pracuję przy komputerze. Non stop. Jako account wyjeżdżałem częściej do klientów, teraz jestem prawie cały czas online. Co więcej, moje stanowisko przewiduje zagłębianie się w sprawy internetowych społeczności, szczególnie Facebooka. Więc bycie tam jest dla mnie zupełnie naturalne…

Co więcej, mój komunikator obsługuje Facebook Chat, więc nawet gdy mam zamkniętą przeglądarkę pokazuję się online. A gdy jest ona otwarta? Może dla niektórych z Was to niespodzianka, ale uwaga – przeglądarki mają teraz KARTY! Można spokojnie mieć otwartego Facebooka w innej karcie i raz na jakiś czas na niego się przełączać :) Mam też podpięte pod Facebooka inne serwisy – więc gdy “polubię” jakiś film na Youtube, ten automatycznie pojawia się na Facebooku.

Ale KIEDY? No cóż. Jedni wychodzą na papierosa, inni spędzają ponad godzinę na firmowym lunchu. Ja co jakiś czas zaglądam na Facebooka. Wolę chyba ten nałóg :) Więcej o tym napiszę w drugiej części.

Ja dokonale rozumiem, że takie ciągłe bycie online może być dziwne dla lekarzy, prawników, fotografów czy innych osób nie pracujących ciągle przy komputerze. No cóż – c’est la vie.

Moja obecność online zwiększyła się znacznie od czasu kupienia iPhone’a. To prawda. Tu rzeczywiście można dyskutować czy nie włączam go zbyt często – pewnie tak. Ale to z chęci dzielenia się czymś – o tym też napiszę później. Z drugiej strony życie na prawdę bywa czasami nudne i akurat odpalenie Facebooka jest miłą alternatywą do dłubania w nosie, grania w węża, gapienia się w punkt czy innych zajęć które można robić w autobusie, w poczekalni lekarza czy innym temu podobnym miejscu. Moje usposobienie nie pozwala mi bezczynnie siedzieć w miejscu. Wolę sprawdzić co u znajomych :)

A ilość czasu? Wrzucam na Facebooka około 10 rzeczy dziennie (o tym później). To chwila, mniej niż minuta (w sumie 10). Odpowiadanie na komentarze to drugie tyle (20). Zareagowanie na coś niewiele więcej. Szczerze mówiąc większość moich znajomych spędza więcej czasu dziennie paląc papierosy, pijąc kawę, nie mówiąc już o oglądaniu telewizji. Ja nie palę, kawy prawie nie piję, telewizji praktycznie nie oglądam a i seriali aż tak dużo ostatnimi czasy nie śledzę.

Tak więc bycie ciągle na Facebooku nie jest dla mnie niczym nadzwyczajnym i nie jest niczym nadzwyczajnym dla coraz większej ilości osób. Tym bardziej że akurat od samego bycia tam – o dziwo – uzależniony nie jestem. Serio. Bez najmniejszego problemu mogę wyjechać na offline-owy weekend, czy nawet wakacje – wpadam wtedy raz dziennie, aby zaktualizować bloga i wrzucić zdjęcia. Od czasu gdy skończyłem z Mafia Wars i Farmville nie musze tam wchodzić codziennie ;) Dowód – wyjeżdżam właśnie na dwutygodniowe wakacje i specjalnie nie odblokowałem simlocka w telefonie. Będe jedynie pisał bloga :) Czas na ważniejszą część czyli…

Dlaczego aż tyle piszę?

Tę część zacznę od napisania o sobie, bo może nie wszyscy znają mnie aż tak dobrze :) Otóż jestem EKSTRAWERTYKIEM. Trudne słowo. Nie, nie ekshibicjonistą. W zasadzie ja, te osoby które posądzają mnie o e-kshibicjonizm® (i piszą coś na fb raz na ruski rok) ja mógłbym nazwać osobami
e-utystycznymi® :P Więc pozostańmy przy terminach ekstrawertyzm i introwertyzm, ok?

To nic nowego. To po prostu cecha. Jedni będą cieszyć się wszystkim w sobie samym, będa uciekać wzrokiem gdy spotkają znajomą osobę w autobusie, zaszywać się w samotni, innych będzie wręcz rozrywało, by wszystkim podzielić się z innymi. I tak jest w moim przypadku, ja definiuję jeden z biegunów :] I tak było zawsze (ENFP – polecam testy Myers-Briggs).

Kurczę, większość z Was mnie zna. Ja po prostu jestem SOBĄ. Czy na jakiekolwiek imprezie, czy innym wyjściu siedziałem cicho i obserwowałem sytuację? NIE! Gadam ciągle – dużo, momentami wręcz za dużo. Mam milion pomysłów na minutę, nie mam problemów z opowiadaniem czegokolwiek. Nie mam właściwie barier psychicznych :) Mam chroniczną potrzebę dzielenia się z innymi – radością, smutkiem, dowolną inną informacją. Po prostu. Kiedyś gdy widziałem coś fajnego, rozsyłałem smsy po znajomych, lub do kogoś dzwoniłem. Dzisiaj wbijam to na fejsa. Proste. I na prawdę jestem tego świadomy, akceptuję to i nawet w sobie to lubię :) Co więcej – tak ekstrawertycznie i społecznie funkcjonują moi rodzice moja siostra. Tak zostałem wychowany. Problemy w stylu “będe dusił to w sobie przez 5 lat bo wstydzę się o tym powiedzieć” właściwie dla mnie nie istnieją :)

Możecie mi nie wierzyć, ale większość spośród moich 650 znajomych z Facebooka znam osobiście. Jest może 50, może 100 osób które są mi nieznajome – akceptuję zaproszenia od nieznajomych zazwyczaj jedynie wtedy gdy są związani jakoś z Social Mediami, marketingiem i mamy wspólnych znajomych (tak zresztą znalazł mnie mój obecny szef ;). Moja przeszłość – harcerstwo, dwie podstawówki, duża ilość uczelni, duża ilość rzeczy które robiłem i miejsc w których pracowałem oraz usposobienie o którym pisałem powodują że mam też dużo znajomych IRL. Każdego znam, o każdym coś wiem, o każdym mogę coś powiedzieć. Moje życia składa się właściwie z interakcji z ludźmi. Czasami ktoś pyta mnie po kilku latach czy go pamiętam jeszcze. Rany. W wielu przypadkach pamiętam jak nazywa się twój pies :) I pamiętam inne rzeczy o Tobie :)

Tak więc – jestem sobą. Szczerze mówiąc bardzo mierzi mnie gdy ktoś w internecie kreuje siebie na zupełnie inną osobę. Są tacy którzy kreują się na ę ą intelektualistów, są osoby bardziej niż normalnie agresywne, są osoby które chcą być świętoszkami. Ja jestem – powtórze to jeszcze raz – sobą.

Kolejna rzecz to moje dość luźne podejście do prywatności. Pieprzę prywatność. Zuckerberg jej nie ogranicza – w końcu każdy z nas pisze dokładnie o tym o czym chce napisać. Udostępnia te informacje które chce udostępnić. Jeśli jest inaczej to radzę problemów szukać w sobie, a nie w sieciowych mechanizmach. A o lęku przed upublicznieniem swoich danych pisałem tu.

W kwestii rzekomego ekshibicjonizmu jeszcze. Otóż Facebooka używamy do różnych celów. Niektórzy rozwijają siatkę biznesowych powiązań (hint: skorzystajcie z Linkedin :P), niektórzy szukają wirtualnych znajomych, inni jeszcze lansują się w szeroko rozumiany sposób i pisza o swoich dokonaniach tu i ówdzie. Ja tak nie robię. Facebook to medium na którym piszę to oczym pogadałbym ze znajomymi In Real Life. Bo mam tu – podkreślam jeszcze raz – prawie tylko moich ZNAJOMYCH.

Na rzeczy które wrzucam codziennie na Facebooka (a jest ich powiedzmy około 10, choć mechanizmy zliczające statusy twierdzą że mniejm ha!) składają się głównie ciekawe rzeczy znalezione w sieci (głównie przez innych znajomych), linki do notek które piszę na którymś ze swoich blogów i tym podobne. Mniejszą część zajmują moje konstatacje i inne spostrzeżenia, a zupełnie malutką część rzeczy prywatne. I to też są to zazwyczaj rzeczy które po pierwsze nie są intymne (nie piszę o tym że idę do kibla, nie wrzuciłem nigdzie relacji video z porodu Franka), a po drugie są to rzeczy którymi chcę się podzielić, porozmawiać o nich.

I szczerze mówiąc chodzi chyba w tym wszystkim o to właśnie uzależnienie od WAS :) I kontakt ten udaje mi się chyba nawiązać – pod wszystkim co wrzucę pojawiają się zawsze komentarze, lub “lubię to”. I dobrze. Naprawdę wolę takie życie online od tego z poprzedniej epoki – siedzenia na forach internetowych pełnych nieznajomych oszołomów i przerzucania się argumentami w akademickich dyskusjach. Zupełnie tego zaprzestałem.

A swoją drogą tysiące więcej rzekomych e-kshibicjonistów widzę na Blipie czy Twitterze (z których prawie nie korzystam), tam ludzie piszę nawet o tym, że właśnie idą z pokoju do pokoju… ;)

I na koniec trochę statystyki. Słyszeliście może o modelu 1/9/90? Otóż jak wykazują badania, na 100 osób w sieci, jedna generuje aktywnie treści, dziewięć aktywnie je komentuje i włącza się w dyskusję, natomiast aż dziewięćdziesiąt siedzi cicho i nic nie pisze. Obserwuje. Osoby takie nazywa się lurkerami :>

Tak więc dla mnie Internet jest kanałem wybitnie dwukierunkowym i bierne oglądanie treści jest traktowaniem go iście telewizyjnie. Chcecie – ok. Ja jestem inny. I nie tylko ja – serio. Jeśli macie 50 znajomych to może rzeczywiście to głupio wyglądac – tylko ja i ja. Też by mnie to nudziło :P Ale jeśli macie ich nieco więcej, pewnie są jeszcze inne aktywne osoby. Że mniej ode mnie? No cóż, ktoś musi być na pracowitym 1. miejscu :P

“Social Media is a Coctail party”

Co więc jeśli niektórych denerwuje ilość rzeczy które pisze? No cóż. Wyłączenie Goorek TV jest znacznie prostsze niż uciszenie mnie podczas spotkania towarzyskiego. Obok każdej z miliona rzeczy które piszę jest malutki przycisk UKRYJ. Zachęcam Was do skorzystania z niego. Serio! Nie obrażę się. Naprawdę nic złego sobie nie pomyślę, ba, wręcz dziwię się niektórym że jeszcze go nie wcisnęły (najwyżej poszydzę z kogoś delikatnie podczas spotkania gdy spytam “ej widziałeś to? ostatnio wrzucałem! Nie? Ukryłeś mnie? HE HE HE!”). Swoją drogą dziwię się, że az tyle osób – w tym obcokrajowców (a piszę przecież głównie po polsku) mnie nie ukryło ;) Social Media to wirtualna impreza, a moja tablica jest częścią imprezy która dzieje się w MOIM domu. Nie pasuje? Wyjdź :)

Czy moje życie się zmieniło?

Od momentu Facebooka? Na pewno. Ale nie jestem w stanie tego ocenić obiektywnie. Mój fejsbukowy start zbiegł się w czasie z wyjazdem za granice, z większością znajomych mogłem utrzymywać tylko wirtualny kontakt. A po powrocie do Polski zmieniła się zupełnie struktura mojego wolnego czasu – a to za sprawa urodzenia się dziecka. Automatycznie więcej czasu spędzam w domu, na jego pilnowaniu, trudno jest mi więc odnieść się bezpośrednio do czasów gdy decyzja o wyjściu z domu zapadała w 5 minut :> Zamiast oglądać TV siadam do kompa…

Czy czegoś mi brakuje? Szczerze? Jednej rzeczy. Otóż mój mózg nie znosi pustki. Kiedyś, gdy byłem zmuszony jechać autobusem, iść po prostu przed siebie, lub gdzieś na coś czekać – chłonąłem rzeczywistość. Bezpośrednią. Obserwowałem ludzi, otoczenie. Rozmyślałem nad sensem istnienia i wymyślałem niestworzone plany (nie realizując 95% z nich). Analizowałem ułożenie linii na płytach chodnikowych i inne z pozoru mało istotne rzeczy. Nie służyło to właściwie niczemu konkretnemu i nawet cieszę się, że teraz w wolnym czasie mogę wejść w interakcję z Wami, lub poczytać newsy w komórce. Ale tej ciszy informacyjnej mi trochę brakuje.

Jednak na moje wyciszenie się nie liczcie. Zresztą wyobrażacie sobie mnie siedzącego gdzieś cicho w kąciku, albo nieśmiało przestępującego z nogi na nogę? Come on. Wtedy dopiero byłbym nieszczery. A tego nad wyraz nie znoszę. Hough.