Kiedy ponad dwa lata temu, po przeprowadzce do Szwajcarii zapragnęliśmy mieć psa, dość mocno zastanawialiśmy się czy to aby dobry pomysł. Owszem, każde z nas psy już miało, ale przecież to Szwajcaria – kraj czystości i higieny. Wyobrażaliśmy sobie, że pewnie po połowie miejsc nie wolno chodzić z psami, a jeśli chodzi o drugą połowę – to tylko smycz i kaganiec. Zaczęliśmy robić więc mały research i okazało się, że psy traktowane są tam o wiele lepiej niż u nas. Przyjazd do Polski tylko potwierdził nasze przypuszczenia.

Psa oczywiście kupiliśmy. Była zima, on najpierw powoli oswajał się z naszym ogródkiem, a od wiosny zaczął prawdziwe szarże po okolicy. I co się okazało?

Szwajcarzy uwielbiają psy. Do tego stopnia, że nie pozwalają im kopiowac ogonów ani uszu. Za znęcanie się nad zwierzętami grozi surowe więzienie, bezpańskich psów natomiast nie ma w ogóle. Ale nie o tym chciałem pisać. Otóż z psami można spokojnie wchodzić do rozlicznych kafejek, barów, bistro i restauracji. Z psami można chodzić również po sklepach – czy to supermarkety, czy mniejsze sklepy osiedlowe. Ze względów higieny zakaz wchodzenia z psami obowiązuje tylko w sklepach spożywczych.

Szwajcaria nie jest tu wyjątkiem. Kiedy pojechaliśmy z Denisem do Mediolanu, w restauracji traktowany był jak gość specjalny – dostawał wodę w specjalnej miseczce, czasem też przekąski. Piszę o tym, bo ostatnio w jednej z warszawskich restauracji, pani kelnerka była bardzo zdziwiona, że goście weszli z psem. Całe szczęście byli stałymi gośćmi i udało się to jakoś załatwić. My oczywiście wstawiliśmy się za nimi – czemu piesek nie może sobie spokojnie leżeć pod stołem?

Restauracje to nie wszystko. W wielu parkach wyznaczone są specjalne strefy w których psy mogą miegać bez smyczy. Odgrodzone od całości lub też nie. To przecież dla psa bardzo ważne, bo gdzie ma biegać? W Mediolanie trafiliśmy nawet na specjalny psi park w którym dziesiątki psów biegały sobie razem. Niesamowity widok. Co ciekawe, psy nie wykazywały praktycznie żadnej agresji. Ani w parku, ani na spacerze, ani w żadnym innym miejscu. Oczywiście czasem zawarczały na siebie, czasem szczekały jak głupki z balkonu gdy przechodziliśmy obok, ale nie widziałem ani razu dwóch rzucających się na siebie psów. Nie wiem czy to tylko kwestia tego, że w Szwajcarii (nie wiem jak we Włoszech) agresywne rasy są zakazane, czy kwestia czego innego…

Gdy dwa tygodnie temu chcieliśmy pójść na rodzinny spacer do jakiegoś miejskiego parku, wszędzie zostaliśmy przywitani przez znaki zakazu wstępu z psami. Łazienki, Wilanów. Pojechaliśmy w końcu do Lasu Kabackiego (a i tam psy musza być na smyczy, co jest jednak ignorowane przez większość osób). Czy są w Warszawie jakieś psie parki?

No właśnie. Teraz nie-posiadacze psów powiedzą “wszystkie parki są psie do cholery!” wymownie patrząc na podeszwy. Na koniec zostawiłem sprawę wstydliwą, czyli sprzatanie psich kup. Pewnie dlatego do sporej części zamkniętych parków wstępu dla psów nie ma… Temat jest długi i skomplikowany, pewnie zahacza o kwestie kulturowe, o to jak postrzegamy co jest “wspólne” a co “niczyje” i inne takie. Powiem jedno – zanim wszelkie gazety zaczną kombinować z wielkimi akcjami uświadamiania ludzi, zanim zaczną się olbrzymie kary za niesprzątanie po swoich pupilach, niech wzorem Genewy wszędzie staną standy z woreczkami na kupy i przede wszystkim – śmietniki gdzie można tych woreczków się pozbywać. Nie zawsze noszę je przy sobie, a na pewno nie będe nosił ich kilometr po to żeby je wreszcie wyrzucić do napotkanego kosza.

A tymczasem niestety musze powiedzieć, że w Polsce psy pieskiego życia zbytnio nie mają :(