sledz

Przez ostatnie kilka dni, 1/5 naszego kraju żyła tylko jedną myślą. Jak zabić śledzia? Może specjalnym kodem, może zaklęciem, może wklejając potulną prośbę, a może jeszcze inaczej. Przecież musi być jakiś sposób! Musi!

Chodzi oczywiście o Naszą Klasę i kilkanaście milionów jej użytkowników. Ale po kolei.

Na początku był Dominik. Kaznowski. No może nie na początku Naszej Klasy (choć wtedy zapewne też już był), ale na początku wprowadzanej zmiany. Bo to on jako nowy nabytek Pana Gąbki zdecydował, że Nasza Klasa potrzebuje nowych kierunków rozwoju. Wybór padł więc na mikrobloging. Skoro coś przyjęło się na świecie, to czemu ma nie przyjąć się u nas? Ba, przyjęło się nawet u nas patrząc na Blipa.

Pomysł był prosty – mamy kilkanaście milionów użytkowników, wprowadźmy więc małe okienko do informowania znajomych o tym co robimy – wzorem Facebooka – i obserwujmy jak wspaniale się komunikują. Dominik jako doświadczony internauta mógł spodziewać się lekkiego oporu (na pewno znał doskonale opór przy redesignie grona, czy facebooka), ale czy spodziewał się po prostu aż takiej fali nienawiści w stosunku do nowej funkcjonalności?

Samemu Sledzikowi zarzucić nic nie można – nie zajmuje zbyt dużo miejsca, w wersji standalone (dedykowany serwis) design leciutki, milutki, w sam raz dla NK. Więc “co się stało?”, że zacytuję słynny remix z Youtube?

Najpierw opiszę zbiorową paranoję która ogarnęła serwis. A więc przede wszystkim niezrozumiała chęć natychmiastowego usunięcia tej funkcji. Nie wiem w czym ona tak bardzo przeszkadza, jeśli już to w przesunięciu na dół “zdjęcia ostatnio dodane przez znajomych”. Do tak, najważniejsza część serwisu – kto wrzucił ostatnimi czasy zdjęcia z Tunezji i Egiptu, kto wrzucił zdjęcia na tle cudzych samochodów, kto wrzucił pięćsetne zdjęcie swojego dziecka. A może po prostu “nie bo nie”?

Po drugie już za chwilę na śledziku pojawił się wysyp cudownych kodów mających uzdrowić Naszą Klasę i wyłączyć tą funkcjonalność. Kodów bzdurnych,  podobnych do rozsyłanych niegdyś statusów na GG (“ustaw sobie ten status, jeśli ustawi go milion osób, gg wprowadzi nowe, zielone słoneczko”), czy jeszcze starszych “łańcuszków św Antoniego”.

Największą niespodzianką, niestety przykrą, było to, że tak wiele moich znajomych – i to takich których uważałem za dość inteligentne osoby, bezmyślnie przeklejało te wpisy dając się ponieść odruchowi stadnemu. A w opisach – różne kody składające się z cyfr, gwiazdek i hashów (mające w zamyśle przypominać pewnie kody wklejane do komórek), adres siedziby NK mający uwiarygodnić informację, czy też skomplikowane seriale (podobne do numeru seryjnego Windowsa) zliczające niejako ilość antyśledziowych wpisów. Wklejane po kilka razy dziennie, z zaciekłością. Z zaciekłością tak silną, że osoby którym wypominałem bzdurne zachowanie… usuwały mnie z listy śledzonych i kontynuowały krucjatę.

W sieci jak grzyby po deszczu wyrosły strony pozwalające śledzia rzeczywiście ukryć. Bazujące na ukrywaniu odpowiednich layerów, proste i jasne strony instruujące co zrobić w przypadku każdej przeglądarki. Co więcej część z nich zupełnie bez reklam :)

Ok, zostawmy na chwilę samych użytkowników Naszej Klasy i zastanówmy się dlaczego takie zjawisko zaistniało i dlaczego zaistniało na naszą skalę.

Pierwszym tropem może być dość wiele mówiący wpis

“Usuńcie śledzika!!! N-K złamała nasze prawo do wolności. Bez naszej zgody nam to badziewie uruchomiła i nie chce wyłączyć.”

“Bez naszej zgody”. Użytkownicy serwisu, taki powiedzmy “Internet B” parafrazując słynną “Polskę B” rzeczywiście uważają serwis za swoją własność. W końcu wchodzą tam rzeczywiście codziennie, spędzają całe godziny rozmawiają, oglądają zdjęcia, wrzucają swoje. Często (choć nie tak często jak możnaby spodziewać się po serwisie tego profilu) towarzyszą temu spotkania ze swoją klasą, a to znowu zahacza o wspomnienia i emocje.

Summa summarum mamy tutaj grupę ludzi zachowującą się jak klasyczny tłum. Tłum który będzie przejawiał psychologię tłumu (zabić śledzia!) i który (jako organizacja, choc w tym przypadku bez hierarchii) będzie odporny na zmiany. Bardzo odporny.

Tak więc Panie Dominiku czas niestety podszkolić się w zarządzaniu zmianami. Nie można ich przy takiej grupie użytkowników wprowadzać ot tak. Owszem, część z nich przekona się do nowej funkcjonalności, ale sporej części zajmie to dużo czasu. Dlatego trzeba wprowadzać na początku dyskusję, zachęcenie do współtworzenia (albo chociaż wrażenie współudziału), sondy (choćby fałszowane) i inne elementy świadczące o tym, że użytkownicy BIORA UDZIAL w tworzeniu serwisu.

A potem…. potem po prostu umożliwić wyłączenie funkcjonalności, tak samo jak w przypadku innych wprowadzanych ostatnio funkcji.

Tak więc na początek polecam choćby tę lekturę, które wbrew pozorom może tu pomóc (Rozdział 17. Zmiana i doskonalenie organizacji) ;))

A wszystkim moim znajomym którzy być może przeczytali ten artykuł, a przedtem wklejali jakieś bzdurne kody: “Nothing personal. Po prostu nie wierzcie we wszystko i nie dajcie się ponieść tłumowi”. Ot co.