fbpx

wozki

Ta część z Was, która nie miała „przyjemności” chadzania do gimnazjum na pewno pamięta słynną scenę z „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” Barei w której dwóch klientów opowiada sobie o topografii Warszawy ;) No dobra, dobra, młodsi też mogą film znać. Choć akcja filmu ma miejsce na przełomie lat 70tych i 80tych to niestety pewne aspekty tej sytuacji znamy też dzisiaj. Kolejki. Oczywiście nie do porównania z tym co działo się kiedyś, ale jeśli spojrzymy na supermarkety – szczególnie w piątek , letnim wieczorem, to sytuacja ma się podobnie. I choć kas jest bez liku to często trzeba swoje odstać. A gdyby tak bez kolejki…?

Jako zapalony gadżeciarz już przy pierwszej wizycie w szwajcarskim Coopie zauważyłem dziwny uchwyt w wózku, sugerujący umieszczenie jakiegoś gadżetu. Sciana z gadżetami ukazała się przede mną chwilę później. Do skorzystania z niego jednak potrzebna była mi karta lojalnościowa na którą trzeba było chwilę poczekać.Po wyrobieniu karty (zarówno w wersji podstawowej – do gromadzenia punktów jak i w wersji plus – działającej jako karta kredytowa) należy podpisać umowę i… naprzód! Ale o co właściwie chodzi?

passaPassabene – tak nazywa się system samodzielnego skanowania zakupów. Po przyjściu do sklepu zbliżamy kartę do czytnika i bierzemy wskazany przez system terminal. Jest on nieco większy od dłoni, więc możemy nieść go w ręku (przy koszystaniu z koszyka) lub włożyć do wspomnianego uchwytu. Zasada jest prosta – skanujemy każdy towar wkładany do wózka. Po wykonaniu wszystkich zakupów idziemy do specjalnie oznaczonej kasy (w której zazwyczaj nie ma nikogo, choć są tylko dwie na cały supermarket), wręczamy kasjerce terminal i płacimy. To wszystko. Nie musze dodawać, że dzieje się to błyskawicznie – po pierwsze nie stoimy w kolejce, a jeśli nawet to posuwa się ona bardzo szybko – nikt nie wyjmuje towarów z wózka/koszyka.

Teraz pytanie – czy coś podobnego ma szanse wejść w Polsce? Chyba nieprędko :) Przecież i tak markety mają olbrzymie problemy z wynoszeniem towarów, a to coś byłoby wspaniałe dla złodziei. Szwajcar nie ma w głowie genu odpowiedzialnego za wyniesienie czegoś ze sklepu, oni po prostu nie oszukują…

Owszem, koszyki są wyrywkowo sprawdzane a nieskasowanie artykułu liczy się jako kradzież. Choć myślę, że za pierwszym razem odpuszczą… :] Siostra, która widziała podobny system w Szwecji, mówi że podobno koszyki są ważone. To rozsądne – w sumie system powinien znac wagę koszyka z danymi artykułami (pod warunkiem że KAZDY towar ma wprowadzoną wagę do bazy). Ale jak zważyć wózek? Nie widziałem specjalnych urządzeń ważących przy kasach… Tak czy inaczej po pierwsze zero czekania w kolejce, po drugie – wreszcie trochę zabawy przy zakupach. Wiem, wiem, nic nadzwyczajengo, ale przecież nawet taki drobny gadżet może urozmaicić nudne szwędanie się od półki do półki :)

Chcesz być ze mną w kontakcie? Polub mnie na Fejsie.
Obiecuję pisać same fajne rzeczy ;)
Czasem jakieś zdjęcie burgera.