Przejście dla pieszych. Strefa starcia trzech wojujących ze sobą ras zamieszkujących ziemskie miasta – Pieszych, Kierowców i Rowerzystów. Za każdym razem gdy podjeżdżam do przejścia, wiem, że trafię na jednego z nich:

1. Sprinter

Sprinter patrzy się w czerwone światło i czeka na pierwszy ułamek sekundy, by ruszyć. Generalnie nie są niebezpieczni na przejściach bez świateł, bo staram się wszystkich przepuszczać. Gorzej na tych ze światłami, szczególnie przy skręcie w prawo. Nigdy nie wiem gdy zmieni się u nich światło i jadę z duszą na ramieniu patrząc czy tłum sprinterów nie ruszy, gdy będę akurat na przejściu.

2. Random

Z Randomem nigdy nie wiadomo. Co krok rzuca w głowie kostką K3 – krok do przodu, krok do tyłu, czy pauza. To strasznie denerwujące.

3. Zombie

Tych ostatnio naprawdę sporo. Nie wiesz kiedy ruszą, bo wzrok mają utkwiony w telefonie. Czasem dopiero klakson potrafi wyrwać ich z osłupienia i kontaktu z Bardzo Ważnym Wątkiem W Którym Ktoś Nie ma Racji.

4. Babcia przepuszczaczka

Nie ważne czy przejedziesz, czy zatrzymasz się przed przejściem. “Jedź pan!” zdaje się mówić wyrazem twarzy. Macha ręką i czeka aż przejedziesz. Aż wszyscy przejadą. Dopiero wtedy wejdzie na pasy. Nawet jeśli ma czekać do wieczora.

5. Rowerzysta

Wjeżdża nie wiadomo skąd z prędkością międzygalaktyczną. Zazwyczaj nie zsiada z roweru, bo tak jest szybciej. W ułamku sekundy może pojawić się przed twoją maską.

6. “Przepraszam, że żyję”

Przebiega. Szybko przebiega. Przeprasza, że robi kłopot kierowcy – czasem rzuci spojrzenie w stylu “już mnie nie ma, przepraszam, że wtargnęłam na pasy!”

7. Ninja

Ninje wychodzą po zmroku, szczególnie w mało oświetlonych miejscach. Są mistrzami kamuflażu – mają czarne lub szare kurtki i spodnie. Pojawiają się w ostatniej chwili. Właściwie to rzadko korzystają z przejść dla pieszych – wolą przechodzić tam gdzie ich nie ma, lub po prostu iść poboczem.

8. Uprzejmy

Dość rzadkie zjawisko. Uśmiecha się, czasem nawet kłania głową. Dziękuje za przepuszczenie.

9. Dziecko / mentalne dziecko

Przechodzi tylko po białych. To chyba logiczne. Tak jak nienadeptywanie na linie między płytkami chodnikowymi.

10. The Flash

Zdąży. Zawsze zdąży. Nieważne, że czerwone.

***

No dobra, pośmialiśmy się? Świetnie. To teraz posłuchaj. Oni wszyscy mają pierwszeństwo. No dobra, oprócz numerów 5 i 10. O nich opowiem za chwilkę. Co do reszty – tak, jako kierowca masz psi obowiązek zatrzymać się i przepuścić. Po prostu.

Obserwuję w dyskusjach z udziałem kierowców jakiś straszny wzrost egoizmu, głupoty i agresji. Egoizm widać bardzo dobrze na przykładzie walki rowerzystów, pieszych i kierowców – “MOJA RACJA JEST NAJMOJSZA I KONIEC!”. Zapomnieliśmy chyba już zupełnie na czym polega społeczeństwo, wzajemne relacje, tolerowanie siebie nawzajem, nie mówiąc już o takich sprawach jak uprzejmość – bo o uśmiechaniu się do siebie na drodze można zazwyczaj pomarzyć. Ale to trochę inny temat.

Teraz chcę napisać jasno – tak, pieszy ma pierwszeństwo na pasach! I błagam, nie wyskakujcie mi tu z jakimiś archaicznymi argumentami w stylu “wtargnięcie przed pojad”. Jeżdżę samochodem ponad 20 lat i jakoś nikt mi na pasy nie wtargnął. Bo kiedy do nich dojeżdżam, kiedy widzę pierwszy znak ostrzegawczy – zwalniam. Rozglądam się. Patrzę. Zatrzymuję się. Robię to, choć nadal większość ludzi nie jest do tego przyzwyczajona. I większość dziwi się, kiedy ich przepuszczam. Zdążę.

Pokora. Jej tak bardzo brakuje niektórym królom i królowym szos, którzy mkną w swych blaszanych fortecach mając wszystkich innych w dupie. JA, JA, JA! PRZEDE WSZYSTKIM JA!

Ale tu nie chodzi tylko o to. Chodzi o to, że chciałbym nigdy nie potrącić człowieka. Nigdy. Przez 20 lat nie miałem wypadku i choć pewnie to w dużej mierze szczęście (bo to nie musi być moja wina), to w równie dużym stopniu kwestia pewnej pokory wobec drogi. I wobec tej tonowej kupy żelastwa, którą się prowadzi. Pokory wobec ludzkiego życia. Dlatego TAK, biorę pod uwagę nawet to, że na pasy wjedzie rowerzysta. Nie lubię tego, wiem że nie powinien tego robić, ale przecież nie potrącę go za karę! Myślisz, że gdy zabijesz człowieka na pasach, a okaże się, że to nie do końca twoja wina, to jest jakoś łatwiej? Opowiem Ci o tym.

Nie wiem jak to jest potrącić człowieka. Wie za to mój Tata. Było ciemno, spieszył się do żony i dziecka – miałem wtedy rok, mieszkaliśmy w Otwocku. Pijak pojawił się znikąd i nagle znalazł się przed maską. Finalnie nic mu się nie stało, choć zderzak i maska w Skodzie były do porządnego klepania.

Wiecie, że przez dobre 15 lat, Tata nie jeździł tą trasą? Ja nawet nie wiedziałem, że da się dojechać do Otwocka Wałem Miedzeszyńskim. Pamiętam z dzieciństwa, że miał traumę, mówił, że ten wypadek ciągle mu się śni.

Mojej Mamie gość wbiegł, dosłownie wbiegł pod samochód. Zdążyła odbić, zahaczyła go lusterkiem. Okazało się, że brał udział w jakichś porachunkach gangów i uciekał, był prawdopodobnie postrzelony. Pamiętam, że Mama nie mogła o tym zapomnieć całymi latami.

Jesteś kierowcą czegoś, co może odbierać ludzkie życie. Przerywać je nagle, jak pstryknięcie palców. Zostawiać jakieś dzieciaki bez taty, a może bez mamy. Rodziców bez dzieci. Siostry bez braci. Ot tak.

Zwolnij do cholery przed tym przejściem. Zdążysz. Jeśli nie możesz się wysilić, by zrobić to dla innych, jeśli to dla ciebie za trudne – zrób to dla siebie. Bo życie z takim ciężarem musi być naprawdę straszne.

I serio, nie zrzucaj winy na pieszych. To takie dziecinne. “Mamo, bo Jasiek też się bije! On był pierwszy!”. Równaj w górę, nie w dół.

I uśmiechaj się. Jako kierowca. I jako pieszy. Czasem mam wrażenie, że gdybyśmy uśmiechali się do siebie częściej, zniknęłaby spora część naszych problemów.

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: