„Bo pić to trzeba umić!” – jak mówi jeden ze znanych filmowych cytatów i trudno mi się z tym nie zgodzić. Kiedy obudziłem się po mojej urodzinowej imprezie – a impreza to była zacna, bo na czterdziestkę przyszło grubo ponad dwieście osób – moja głowa była jak kryształ. Serio! A za kołnierz nie wylewałem. Jak więc pić, by rano nie mieć kaca, a w ciągu imprezy zachować godność (jakkolwiek ją definiujesz i jakąkolwiek granice sobie postawisz)? Dziś podzielę się moimi doświadczeniami w tym zakresie.

UWAGA! Tekst dla ludzi powyżej 18 roku życia! :P

Impreza była gruba dzięki Grant’s Whisky :)

 

Za chwilę jednak usłyszę – „eeeej Górecki, nie pierdziel, przecież nie raz się nastukałeś!”. To prawda. Nie twierdzę, że zawsze udaje mi się osiągnąć złoty środek – i mnie czasem zdarza się przegiąć. Jednak mogę powiedzieć z ręką na sercu, że udało mi się w kwestii picia alkoholu dojść do takiego poziomu świadomości i samokontroli, o jakim mógłbym kiedyś jedynie pomarzyć. Nie miewam praktycznie nigdy kaca, a i przytulanie się do kibla celem zwrotu zakąski (zakąska, to zawsze wina zakąski!) właściwie już mi się nie zdarza. To temat nieco wstydliwy i mało kto przyznaje się do takich rzeczy, ale powiedzmy sobie otwarcie – są pewne poziomy utraty godności, których warto unikać.

Założenia

Ale na samym starcie ustalmy jedno – na pewno są różne cele spożywania alkoholu i często są one sprzeczne z tym o czym będę pisał. Często pije się tylko dlatego, żeby cieszyć się smakiem alkoholu. Takie picie jednak zazwyczaj nie kończy się źle (chyba, że ktoś smakuje całą butelkę wódki), więc o tym zbyt wiele pisać dziś nie będę. Poruszę temat picia imprezowego, które (choć nie wyklucza zupełnie picia dla smaku) zakłada chęć osiągnięcia pewnego stanu nieważkości.

Pewnego.

Bo jeśli dla kogoś celem jest nawalenie się w trupa (by zapomnieć), albo totalne sponiewieranie się, to chyba zbyt wielu rad dla niego mieć nie będę. Zakładam, że każdy dąży do „złotego środka”, czyli momentu w którym alkohol rozluźnił go towarzysko, ale jeszcze nie doprowadził do jednej z dwóch granic. Granic, do których staram się nie dochodzić.

  1. Pierwsza, to granica upodlenia psychicznego. Wtedy kiedy tracisz kontrolę nad tym co robisz, mówisz rzeczy, których nie chcesz mówić, a rano okazuje się, że nie pamiętasz wszystkiego. O tę granicę dość łatwo się otrzeć, ale przegięcie w tym temacie nie jest raczej czymś, co większość z nas chce osiągnąć.
  2. Druga, to granica upodlenia fizjologicznego. Tu chyba sprawa jest jasna – nie wiem czy ktokolwiek lubi rzygać, nie mówiąc już o utracie przytomności. Ach te niezapomniane domówki licealne, gdy prawie zawsze ktoś znalazł się przy kiblu, nie mówiąc już o wannie.
  3. Natomiast niezależenie od tego, czy przekroczyliśmy którąś z nich rano może pojawić się Kac Morderca i tu mogę być raczej pewien, że oprócz osób o skłonnościach masochistycznych nikt go nie lubi.

„Jaką masz więc dla mnie radę, wuju?”

Znaj siebie

To dość oczywiste, nie tylko w kwestii picia, ale jeśli nie będziesz świadomy w kwestii tego co i ile możesz pić, nigdy nie znajdziesz złotej granicy. Każdy z nas reaguje inaczej na różnego rodzaju alkohole, a także ma inną tolerancję. Powinieneś wiedzieć ile piw stanowi dla ciebie problem, czy pół butelki wina to za dużo, czy nie, i tak dalej. Wiem, że szczególnie w przypadku facetów to kwestia powiązana z EGO, bo przecież każdy twardziel ma twardą głowę, ale naucz się mieć w dupie zdanie innych w tym temacie. O asertywności napiszę jeszcze za chwilę, na razie po prostu pamiętaj, aby znać siebie. Jedni mają kaca po whisky, inni nie mają. Jedni źle reagują na tequillę, inni na czerwone wino. Ucz się i wyciągaj wnioski.

Ok, ok, to nie jest takie proste jak rzeczywistość według Korwina, to oczywiście wieczne próbowanie i zmaganie się ze sobą, ale pewne podstawy samoświadomości trzeba mieć.

Licz!

Jeśli znasz siebie – licz. Licz wypity alkohol. To cholernie ważne. Ja wiem, że impreza to nie lekcja matematyki, ani zamknięcie roku obrachunkowego w pracy (choć to dobry powód do picia), ale mimo wszystko warto być świadomym ile się wypiło. Łatwiej liczy się pełne butelki lub szklanki piwa, trudniej kieliszki wina, gdy są co chwilę napełniane podczas domówki, czy na innej imprezie z nieograniczonym alkoholem. Nie raz byłem świadkiem sytuacji w której zdrowy chłop został zmożony winem tylko dlatego, że kelner nie pozwalał na to, by kieliszek pozostawał pusty.

W przypadku drinków warto już na samym początku imprezy zorientować się, czy drinki robione są profesjonalnie, z użyciem miarki, czy „na oko”. W tym drugim przypadku to zdradliwe, szczególnie w przypadku prostych koktajli w stylu „whisky ze Spritem”, gdzie nawet po kolorze nie widać proporcji. Po jakimś czasie zarówno nalewający jak i pijący tracą kontrolę, a drink może stać się czystym alkoholem z domieszką napoju – to zetnie z nóg największego twardziela.

Inercja!

Wiesz co to inercja? Kiedy podchodzisz żaglówką do kei (pomostu), musisz w odpowiednim momencie zrzucić żagle, bo ona siłą rozpędu będzie jeszcze trochę płynąć. To samo jest z tobą – moment w którym przestajesz pić, to nie jest moment, w którym przestajesz się upijać. Wypity alkohol jeszcze przez jakiś czas będzie przedostawał się do krwi, trzeba o tym pamiętać robiąc sobie przerwę odpowiednio wcześniej.

Zrób podkład

O konieczności zrobienia podkładu wiedzą chyba wszyscy, przypomnę więc tylko, że TRZEBA się najeść przed imprezą. Warto więc dowiedzieć się, czy będzie tam jedzenie, czy nie. Picie na głodniaka to najprostsza droga do zostania szmatą do podłogi w rekordowym czasie. Jemy rzeczy tłuste, one powodują, że nie upijesz się zbyt szybko.

Nie mieszaj!

To chyba złota zasada, jeśli chodzi zarówno o upicie się, jak i o kaca. Muszę przyznać, że realizacja tej rzeczywiście wychodzi mi bardzo dobrze i są tego wyśmienite efekty. A każdorazowe złamanie jej kończy się dość smutną niedzielą. Warto strategicznie zadecydować już na samym początku „w co wchodzimy”. Są pewne połączenia, które są w porządku, choćby piwo i whisky, ważna jest też kolejność, bo jak mówi stare porzekadło:

„beer and wine makes me fine,
wine and beer, makes me weird”

(choć ja wina i piwa raczej w ogólenie mieszam).

Serio, jeśli chodzi o kaca to moim zdaniem jedna z ważniejszych zasad i choć istnieją nawet drinki mieszające ileś destylatów (słynne Long Island Ice Tea), to bywa to po prostu złem. Większość legendarnych kaców ma w pierwszym akcie mieszanie wszystkiego co się da, szczególnie słodkich alkoholi. Brrr.

Są też pewne mieszanki, na które trzeba wybitnie uważać, ja uczulam na mieszanie porto (lub innych słodkich win wzmacnianych) z czymkolwiek. Pamiętam zmieszanie porto i piwa, pamiętam zmieszanie madery i wódki smakowej. I długo nie zapomnę :D

Uważaj na kolejki

Dochodzimy do kolejnej kluczowej rzeczy, tym razem dotyczącej zmroczenia na imprezie. Kolejki. Otóż alkohol pijemy na dwa sposoby. Albo we własnym tempie – dotyczy to drinków, piwa, wina i innych alkoholi tego typu, albo na szoty. A szoty są zabójcze. Zabójcze, dlatego że w większości wypadków o tym ile pijesz nie decydujesz ty, ale kolektyw. Grupa. Wszyscy. Wspólnie. Każdy zna tę sytuację, kiedy jest się poganianym, pije się „karniaki” i tak dalej. A to złe, bo przecież każdy ma inną głowę, każdy może mieć lepszy lub gorszy dzień, każdy powinien decydować SAM!

Nie cierpię kolejek. Dlatego, że nikt nie będzie mi mówił co i ile mam pić :P Ale jeśli już pijesz z kumplami, miej odwagę odpuścić jedną lub dwie. Tak, pewnie będziesz wyzwany od mięczaków. To jest dość trudna sprawa i przyznam się, że pełnej asertywności w tej kwestii nauczyłem się stosunkowo niedawno. Ale warto, nie tylko w tej sytuacji.

Przeżyłem już wszystkie klasyczne „Nnnnooo kurwa ze mną sssie nie napppijesz”, „wymiękasz mięczaku” i tym podobne. Obecnie działa to na mnie jak ciągnięcie pasa bezpieczeństwa w samochodzie – wzbudza to we mnie jeszcze większy opór. Naucz się mówić NIE. Po prostu. A jeśli nie potrafisz to…

Ściemniaj

Tak, ściemniaj. W tym celu można. Ja też czasem ściemniam. Na weselu chodziłem z sokiem z czarnej porzeczki w kieliszku, by się nie schlać, bo przecież każdy chciał się napić. Czasem trzeba posunąć się do wylania wódki za siebie, czasem ściemnić o tym, że bierze się leki, albo prowadzi samochód, albo trzeba coś rano zrobić. Ja, jak powiedziałem, po prostu umiem mówić nie, ale jeśli komuś z różnych powodów sprawia to trudności, po prostu coś wymyślcie. Pijani towarzysze zawsze są cholernie nachalni, a wspólne napicie się traktują jak szczyt swoich marzeń. W towarzystwie mocno pijącym, gdy nie chciałem pić w ogóle, mówiłem o wszytym esperalu. Wzbudzało to niemalże szacunek ;)

Uważaj na papierosy

Jako osoba niepaląca mam olbrzymi problem gdy siedzę w lokalu dla palących. Wtedy praktycznie zawsze boli mnie głowa. Warto brać to pod uwagę szczególnie jeśli się nie pali, choć nawet palący mówią mi czasem, że im to przeszkadza, bo co innego zapalić samemu, a co innego siedzieć non stop w zadymionym lokalu.

Tańcz!

Nie jestem przesadnym fanatykiem tańczenia i często po prostu nie mam na to ochoty, jednak doceniam to jako aktywność fizyczną na imprezie. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że można „wytańczyć” alkohol. Rzeczywiście aktywność fizyczna tu pomaga – dzięki niej przyspiesza się nasz metabolizm, a co za tym idzie trzeźwiejemy nieco szybciej i mamy mniejszego kaca.

Miej partnera

Warto zawsze pić z kimś, kto może powiedzieć ci jasno, że już wystarczy. Ja wiem, że to cholernie trudne, bo przecież w trakcie upojenia zawsze uważamy, że wszystko jest pod kontrolą, dlatego warto ustalić tego typu rzeczy nieco wcześniej. Idealnie nadaje się do tego dobry kumpel lub kumpela, z którym mamy dość jasny układ – „mówisz mi, kiedy mam przestać”. Oczywiście istnieje szansa, że dobry kumpel będzie właśnie chciał cię schlać, ale postawmy sprawę jasno – to nie jest wtedy dobry kumpel. Ja, kiedy widzę, że komuś już wystarczy, mówię dość szczerze: „słuchaj, może napijemy się trochę wody, bo chyba się trochę nastukaliśmy”. Liczba mnoga zawsze pomaga, nawet jeśli czujesz się trzeźwo – to zawsze lepiej brzmi ;) A czasem po prostu zabieram kieliszek i przynoszę wodę – to po prostu zależy od stopnia zażyłości :D

Pij wodę

„W wodzie to się ryby pierdolą” jak miał powiedzieć Himmilsbach. Cóż, pogarda dla wody jako napoju płynie w naszych żyłach od dawien dawna, w poprzednich wiekach piło się piwo zamiast wody, bo ta często bywała po prostu pełna bakterii. Dziś nie mamy z tym problemu, więc warto pamiętać, że jest ona naszą przyjaciółką.

O napiciu się wody przed pójściem spać wie chyba każdy i tak, należy to robić! To, czy wolisz wodę gazowaną, czy nie, zależy od Ciebie, ale napij się jej sporo. Natomiast o piciu wody w trakcie imprezy, pamięta mało kto, a szkoda. Warto pić jej dużo – najlepiej pomiędzy poszczególnymi drinkami, szczególnie jeśli pijemy alkohole mocne. Nie ma też niczego złego w dolaniu jej do alkoholu, jeśli czujesz taką potrzebę, a nie zaburzy to specjalnie twoich doznań smakowych. Niektóre alkohole wręcz zawsze rozcieńcza się wodą – nie ma nic złego w dolaniu wody do białego wina (by uzyskać mniej alkoholowego spritzera), czy dobrej whisky (tak właśnie degustuje się dobre whisky).

Narkotyki tyki tyki

Narkotyki są oczywiście nielegalne, więc na pewno ich sobie nie wszczykujecie, ale może ktoś akurat pojedzie do Amsterdamu, czy coś :D Dobrze jest wziąć je pod uwagę w opracowywaniu strategii wieczoru, tym bardziej dlatego, że różnie działają w połączeniu z alkoholem. Nawet niewinne dżointy z alkoholem mogą skończyć się różnie, szczególnie jeśli masz je z nieznanego źródła. O dopalaczach nie będę nic mówił, bo raczej mam tu inteligentnych czytelników i nikt nie zaprawia się płynem do czyszczenia felg, czy innym gównem z nieznanego źródła.

Podsumowanie

Tak więc – drogi czytelniku, droga czytelniczko – da się pić z głową i powinno się pić z głową. Na samym początku określ strategię na daną imprezę (biorąc pod uwagę co jest do picia, ile chcesz imprezować, z kim pijesz, jak wracasz do domu oraz o której musisz wstać i czy musisz jutro prowadzić samochód), pamiętaj o swoich możliwościach, nie mieszaj, pij dużo wody, i nigdy nie zapominaj o podkładzie. Rzadko udaje się spełnić wszystkie z tych warunków, ale warto o nich pamiętać.

Czego z całego serca (i żołądka) Ci życzę!

P.S. A jeśli masz swój tajny sposób – nie bądź samolubem. Podziel się! :)

 

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: